No dobra, znalazłam coś takiego w sieci i zastanawiam się po co to tu wrzucać... bo szczerze mówiąc, ten tekst mocno mnie niepokoi i to nie dlatego że jestem niewierzący.
Mam na myśli konkretnie ten fragment o dyskotece. Serio - taniec jako „zaproszenie do grzechu”? To jest przesłanie które ma nas budować duchowo? Dla mnie to wygląda raczej jak straszenie ludzi na spowiedzi i kontrolowanie ich przez lęk, niż jakikolwiek duchowy rozwój.
I ten ton całej historii - facet jest publicznie upokorzony, krzyczy na niego ksiądz, wszyscy wokół patrzą... to ma być święty i wzór do naśladowania? Dla mnie to po prostu manipulacja emocjonalna, nieważne czy za nią stoi wiara w Ducha Świętego czy cokolwiek innego.
rozumiem że Ojciec Pio dla wielu ludzi jest postacią ważną i piękną, naprawdę. Ale wrzucanie takich tekstów jakby to była mądrość do przemyślenia, to troche naciągane moim zdaniem. Można wierzyć głęboko i jednocześnie krytycznie czytać takie opowieści, nie trzeba łykac wszystkiego bez zastanowienia.
Widać, że naprawdę sporo czytasz o ojcu Pio 🙂
Czemu tak nauczał? No cóż, takie było jego własne rozumienie Bożych praw i religii. Miał do tego prawo, i jeśli ktoś chce podążać jego naukami, też ma do tego prawo.
Ja jednak w życiu kieruję się raczej... zdrowym rozsądkiem i własnym wewnętrznym odczuciem tego, co dobre, a co złe.
Rozwód, który cytowałaś w innym wątku, może być czymś złym, ale może też być aktem uwolnienia się od czegoś złego. Wszystko zależy od okoliczności.
Taniec jako zaproszenie do grzechu? Hmm, zależy chyba jaki taniec i w jakich okolicznościach. Owszem, można poprzez taniec próbować kogoś przyciągnąć seksualnie, ale i to samo w sobie nie jest jeszcze grzechem. Seks bywa nieczysty, to fakt, ale może też być czymś wspaniałym, łączącym dwoje dojrzałych, kochających się ludzi.
Są zreszta nawet religie, które oddają cześć Bogu właśnie poprzez taniec.
Ogólnie rzecz biorąc, nie daję się wpędzać w paranoję grzechu 🙂
no wlasnie... fora istnieją po to, żeby rozmawiać i dzielić się czymś od siebie, nie żeby tylko wklejać gotowe treści z innych miejsc 🙂
może warto jednak trzymać sie tematu wątku? mamy tu tyle do omówienia jeśli chodzi o Ojca Pio, szkoda tego miejsca na coś niezwiązanego...
hmm, tak na marginesie... w latach 50. to raczej nie było żadnych dyskotek, były kluby taneczne i inne takie miejsca. Dyskoteka z Sinatrą w tle? serio? 😀
W latach 60. też tego nie było, to trzeba jasno powiedziec.
Dyskoteka jako taka to wynalazek początku lat 70. i to jeszcze nie wszędzie, głównie w dużych miastach, nie w każdej dziurze.
