Przepraszam, że znowu wchodzę z czymś z boku, ale to, co piszecie o tym "przycinaniu" postaci do bezpiecznego rozmiaru, bardzo mi pasuje do czegoś, o czym czytałam w kontekście szamanizmu syberyjskiego. Duchy opiekuńcze też bywają opisywane przez szamanów jako nieprzewidywalnie wielkie, a tradycja wypracowuje rytuały, które je trochę oswajają. Czy to nie jest ten sam impuls?
mam głupie pytanie, bo trochę się zgubiłem. ten Aher co zobaczył Metatrona siedzącego, to po co w ogóle tam wszedł? to było jakieś mistyczne wejście do nieba czy on miał wizję czy co?
Czekajcie, bo to otwiera coś, o co chciałam zapytać od dawna. Skoro Henoch stał się Metatronem przez przemianę, to czy ta przemiana jest w tych tekstach opisana jako coś, do czego człowiek może dążyć? Czy to jest jednorazowy akt Boga, czy coś co ma jakiś model do naśladowania?
To jest świetne pytanie i w zasadzie dotyka sedna całego nurtu, który się z tym wiąże. W tradycji merkabistycznej i potem w kabale luriańskiej jest pewna idea, że oczyszczenie duszy i kontemplacja mogą zbliżyć człowieka do wyższych poziomów. Ale przemiana Henocha jest w tekstach opisana jako coś absolutnie wyjątkowego i niezupełnie powtarzalnego. Nikt nie sugeruje wprost, że możesz zostać kolejnym Metatronem.
Mam wrażenie, że to, o czym piszecie, jest też widoczne w tym, jak nowe ruchy duchowe traktują te postacie. Metatron w new age jest często opisywany bez tych ograniczeń, które nakładały oryginalne teksty. Tam jest po prostu wielkim aniołem, dostępnym do pracy z nim. Czy to nie jest ciekawe, że wyciągając postać z tradycji traci się właśnie tę teologiczną ostrożność wbudowaną w oryginał?
Ale czy to jest problem? Szczerze pytam, bez złośliwości. Jeśli ktoś pracuje z Metatronem jako archaniołem i to mu pomaga w praktyce duchowej, to czy fakt, że omija oryginalne napięcia tekstowe, coś zmienia? Może każda tradycja bierze z poprzednich to, co jej potrzebne, i coś zostawia?
