Zatrzymajmy się chwilę na tym co powiedział Ignaś wcześniej - o ludziach bez dostępu do linii przekazu. Bo to jest realny problem praktyczny, nie tylko filozoficzny. I mam wrażenie że rozmawiamy o bóstwach niszczycielskich jakby wszyscy tu mieli za sobą jakiś solidny trening. A co z kimś kto trafia na Kali albo Morrigan przez internet, bez żadnego zaplecza? Jakie mamy dla takich osób wskazówki?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno konkretne pytanie które mnie nie opuszcza. Czy ktoś z was doświadczył czegoś co sam zinterpretował jako 'kontakt z bóstwem niszczycielskim' - i jak potem weryfikował czy to faktycznie było to, a nie po prostu trudny moment w życiu?
Wracając do pytania Tosia - jak wiedzieć że jest się gotowym. Myślę że nie wiesz. I to jest dokładnie ta asymetria o której mówiłem wcześniej. Bóstwo niszczycielskie nie czeka aż będziesz gotowy. Ono po prostu jest. I albo masz ramy w których to przeżyjesz, albo nie masz. Czy to nie jest jednak argument za tym żeby nie wchodzić w to samotnie?
I wracamy do punktu wyjścia ale z innej strony. Zaczęłam od pytania czy bóstwo niszczycielskie jest godne czci. Teraz widzę że może ważniejsze jest pytanie - kiedy człowiek jest zdolny do tej czci bez skrzywdzenia siebie. Bo cześć bez gotowości to może być po prostu fasadowa. Albo niebezpieczna.
i to jest moim zdaniem najdojrzalsza wersja tego pytania w całym wątku. Warto przy nim zostać. Czy bóstwo niszczycielskie w ogóle wymaga czci w sensie oddania mu hołdu? Czy może raczej wymaga - jeśli już używamy tego języka - świadomości jego obecności? To są dwie różne relacje.
Mam wrażenie że ta rozmowa cały czas krąży wokół czegoś co chciałabym nazwać wprost - granica między czcią a fascynacją ciemną stroną. I nie mówię że to samo, ale myślę że wiele osób które szukają bóstw niszczycielskich jest właściwie po drugiej stronie tej granicy i nie wie o tym. Czy ktoś się z tym spotykał w praktyce?
Przepraszam że się wtrącam bo dopiero zacząłem czytać ten temat i trochę gubiłem się na początku, ale to co pisze Krokusik i Ignaś jest dla mnie bardzo pomocne. Nigdy nie myślałem o bóstwach niszczycielskich jako o czymś do czego można mieć relację, myślałem że to coś czego się unika. Czy możecie powiedzieć - od czego w ogóle zacząć żeby rozumieć te tematy lepiej? Jakieś teksty, tradycje?
Chcę wrócić do czegoś co Jadzia napisała kilka postów wyżej - że cześć bez gotowości to może być po prostu samookaaleczenie w masce rytuału. To mnie uderzyło bo myślę że to jest właśnie klucz do tytułu tego wątku. Cierpienie w praktykach duchowych - kiedy jest sensowne a kiedy jest po prostu... krzywdą.
No i właśnie tutaj dotykamy sedna tego całego wątku. Tytuł mówi o pokócie, männczeństwie, samookaleczeniu - i myślę że te trzy rzeczy naprawdę trzeba rozróżniać. Pokuta zakłada że jest coś za co odpowiadasz. Mńczeństwo zakłada świadka. Samookaleczenie nie zakłada nic poza bólem. Nie wiem czy bóstwo niszczycielskie jest godne bycia świadkiem tylko w jednym z tych przypadków.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie do Malinowej albo Krokusik - czy jest jakaś praktyczna różnica jak podchodzisz do bóstwa niszczycielskiego w zależności od tego czy chcesz czegoś od niego, czy po prostu chcesz zrozumieć jego naturę? Bo wydaje mi się że intencja na wejście zmienia wszystko, ale może się mylę.
