No dobra, mogę zrozumieć że dla kogoś to ważne, ale mnie ten argument jakoś specjalnie nie przekonuje. Jakiś ksiądz, nawet słynny, zabraniał magii i spirytyzmu, no to co z tego? Kościół od zawsze byl przeciw takim rzeczom, więc to żadne odkrycie. Cytat kobiety która podobno spowiadała się w 1948 roku to trochę słabe źródło na jakieś poważne wnioski. Piszecie o magii, a argument sprowadza sie do tego że pewien duchowny był przeciw, no to lekko naciągane jako dowód na cokolwiek.
Czytałem kiedyś, że ojciec Pio podobno sam mówił o sobie, że jest dla siebie wielką zagadką. Nie rozumiał dlaczego jednemu człowiekowi trudniej mu było wymodlić uzdrowienie, a innemu przychodziło to jakby łatwiej. Miał podobno dwie różne formuły, którymi odpowiadał ludziom przychodzącym po pomoc. Jeśli mówił coś w stylu „niech Bóg ma tę rodzinę w swojej opiece”, to był to dobry znak. Ale gdy mówił „niech Bóg doda sił, aby...” to znaczyło, że człowiek będzie musiał przez to przejść. Przy tej drugiej odpowiedzi ludzie podobno blednli i błagali go o dalsze modlitwy, wstawiennictwo. Podobno to niekiedy pomagało, choć nie wiem czy w każdym przypadku.
Moje własne podejrzenie jest takie, że Pio był głęboko osadzony w katolicyzmie, który kilka wieków temu usunął ze swoich nauk wszelkie informacje o reinkarnacji, a razem z nią pojęcie karmy. I skąd taki katolicki mnich miał wiedziec dlaczego jedni doznają potwornych cierpień i prawie niemożliwe jest ich odpuszczenie, a innym te same ciezkie doświadczenia są jakby darowane bez większego problemu. To się po prostu w ramach samego katolicyzmu nie spina.
no właśnie, katolicyzm od wieków wycinał wszystko co mu nie pasowało, a zwykły mnich nie miał żadnych narzędzi żeby to ogarnąć inaczej niż przez pryzmat grzechu i kary. Nie miał jak. Nie znał pojęcia karmy, reinkarnacji, nic z tych rzeczy bo to wszystko zostało wymazane dużo wczesniej. więc jak mu ktoś przychodził z pytaniem dlaczego jedni cierpią mocniej a drudzy lżej, to co mógł odpowiedzieć? Tylko to co mu kościół dał.
bo serio, takie rzeczy to sie przejmuje przez zwykłe przebywanie z ludźmi i nic w tym dziwnego czy magicznego... Jakby twój chłopak miał na przykład nawyk cmokania albo przeciągania sie przy wstawaniu, to po jakimś czasie sama byś to robiła, bez żadnych czarów 🙂
Ja sobie właśnie myślę o takiej rzeczy... a co jeśli Bóg albo Aniołowie „mówią” do nas właśnie przez innych ludzi? Że może trafiamy na kogoś z autentycznym darem, ale równie dobrze możemy trafić na kogoś, kto zwyczajnie coś nam rzuci, i już nam to siedzi w głowie. I zaczynamy się tym kierować, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
No bo sugestia to jest taka rzecz, że zostaje gdzieś z tyłu głowy i człowiek niekoniecznie wie, że to ona nim rządzi. Może właśnie o to chodzi, żeby unikać pomyłek tego rodzaju. A może też o to, że jak już się czegoś dowiemy, to zaraz chcemy coś zmienić, czemuś zapobiec, albo wręcz przeciwnie, coś przyspieszyć.
To wszystko jest bardzo... hmm, płynne. Trudno się w tym poruszać.
Co do Pio to mi się to trochę kojarzy z pewnym księdzem, którego słyszałam dawno temu. Ten człowiek zabraniał przyjaźni między mężczyzną a kobietą, bo był święcie przekonany, że to zawsze musi się skończyć w łóżku. Serio, tak mówił. Nie wiem czy to był strach, czy może brak wiary w czyjąś wiernosc, wolę, czy w ogóle w ludzką przyzwoitość. Dla mnie to było dość irytujące, choć cóż, każdy ma prawo do swoich przekonań.
