No to temat, który siedzi mi w głowie od jakiegoś czasu. Mani urodził się w 216 roku w okolicach Ktezyfonu w Mezopotamii, czyli gdzieś w rejonie dzisiejszego Iraku. Wychował się w sekcie elkasaitów - takich żydowsko-chrześcijańskich gnostyków. I już samo to środowisko tłumaczy dużo, bo miał od dziecka dostęp do wielu tradycji naraz. Objawienie dostał po raz pierwszy w wieku 12 lat od swojego "bliźniaka" - al-Tawm, anioła który miał mu towarzyszyć przez całe życie. Drugie objawienie w wieku 24 lat było już tym, które kazało mu ruszyć w świat i głosić naukę. Co ciekawe - od razu działał misyjnie na ogromną skalę. Dotarł do Indii, do Chin w zasadzie. To nie był regionalny fenomen.
Właśnie ten zasięg jest tym, co mnie w manicheizmie zawsze zastanawia. Od Hiszpanii po Chiny - w VI-VII wieku prawdopodobnie największa religia świata pod względem zasięgu geograficznego. Bardziej niż chrześcijaństwo czy islam w tamtym momencie. A potem prawie ślad po niej zaginął, bo prześladowania były bezwzględne. Na Zachodzie katolicy, na Wschodzie zoroastrianie i muzułmanie. Mani sam zresztą skończył tragicznie - uwięziony przez kapłanów zoroastryjskich przy dworze perskim i stracony w 277 roku w okolicznościach, które do dziś są niejasne. Niektóre źródła mówią o ukrzyżowaniu, inne o czymś jeszcze gorszym.
Mnie zawsze zastanawia ta kwestia "bliźniaka" al-Tawm. Bo to jest motyw, który pojawia się w różnych tradycjach gnostyckich - duchowy sobowtór, wyższe ja, anioł strażnik. Mani twierdził, że ten bliźniak przekazał mu całą wiedzę. Z perspektywy ezoterycznej to brzmi jak inicjacja - kontakt z wyższą częścią własnej natury. Mani nie był jedynym, który tak to opisywał. Podobne doświadczenia mieli założyciele innych ruchów gnostyckich.
Wróćmy do tej struktury dwóch klas wyznawców, bo to jest coś, co ma ogromne znaczenie praktyczne. Electi - wybrańcy - musieli przestrzegać trzech pieczęci: abstynencji od mięsa i wina, niekrzywdzenia żadnej żywej istoty (nawet mrówki nie mogli zabić - inquisitorzy to wiedzieli i używali tego jako testu do rozpoznawania manichejczyków!), i celibatu. Auditores - słuchacze - mogli żyć normalniej, mieli wspierać wybrańców materialnie. Dokładnie ta sama struktura co w buddyzmie: mnisi i świeccy wyznawcy. To nie jest przypadek.
Mnie ten dualizm manichejski od dawna interesuje właśnie dlatego, że jest radykalnie inny od tego, co rozumiemy przez dualizm potocznie. Bo manichejczycy nie mówili, że zło jest brakiem dobra (jak chrześcijańska ortodoksja po Augustynie), ani że zło jest złudzeniem (jak pewne nurty hinduizmu). Mówili, że zło jest równie realne i równie wieczne co dobro. Dwa królestwa - światło i ciemność - które zawsze istniały osobno, potem się wymieszały (to jest obecny stan świata), i które kiedyś znów się rozdzielą. Ta trzecia faza - przyszłe rozdzielenie - była ich eschatologią.
Czytałam o tym dużo i mam pytanie, które mnie nurtuje: jeśli materia jest zła i ciemna, to po co w ogóle żyć? Jak manichejczycy to uzasadniali? Bo ten pesymizm wobec materii wydaje mi się paraliżujący.
Mani twierdził otwarcie, że jest kontynuatorem linii Zaratustry, Buddy i Jezusa. Że tamci mieli częściową prawdę, a on ma całą. To niesamowita ambicja - stworzyć pierwszą naprawdę uniwersalną religię, taką która mogłaby zastąpić wszystkie inne. I przez chwilę prawie mu się udało. Za Szapura I manicheizm był oficjalnie tolerowany w Persji, Mani miał dostęp do dworu. Gdyby nie zmiana polityki i nie kapłani zoroastryjscy, historia mogła pójść zupełnie inaczej.
Mam wrażenie, że manicheizm to trochę historia o tym, jak dobra idea może przegrać z polityką. Bo doktrynalnie ta religia była spójna, misyjnie skuteczna, etycznie wymagająca. A przegrała nie w dyskusji teologicznej, tylko pod mieczem. Krzyżowcy albumigenscy w Langwedocji wymordowali setki tysięcy ludzi. Gdy pytano jednego z dowódców, jak odróżnić heretyków od prawdziwych katolików, odpowiedź brzmiała: "Zabijcie wszystkich. Bóg swoich pozna."
Mnie cały czas zastanawia jeden aspekt, który rzadko pojawia się w popularnych opracowaniach - manichejskie podejście do kobiet. Wśród Electi kobiety mogły osiągnąć ten sam status co mężczyźni. Katarskie perfectae też. To było coś absolutnie wyjątkowego w średniowieczu - duchowa hierarchia oparta na ascezie, a nie na płci. I ten element też był zagrożeniem dla kościelnej ortodoksji, która budowała hierarchię wyłącznie męską.
Wracając do samego Maniego - on sam przykładał ogromną wagę do obrazów. Jego pisma były ilustrowane, miał przy sobie malarzy. Wiedział, że przekaz wizualny przebija bariery językowe. To też element jego misyjności - manicheizm był jedyną starożytną religią, która od początku traktowała sztukę jako integralną część przekazu doktrynalnego, nie ozdobnik.
To jest właśnie ten paradoks Augustyna, który mnie zawsze zastanawia. Był manichejczykiem przez dziewięć lat - jako auditor, słuchacz - i po przejściu na chrześcijaństwo stał się jednym z najbardziej zaciekłych polemistów przeciwko manicheizmowi. Jego "Wyznania" i pisma antymanichejskie ukształtowały całą zachodnią teologię. Ale jednocześnie jego nauka o grzechu pierworodnym, o pożądliwości jako korzeniu zła, nosi wyraźne ślady manichejskiego myślenia, którego się wyparł. Jakby to myślenie zostało w nim głębiej niż chciał.
Chcę wrócić do kwestii, która wydaje mi się duchowo najciekawsza. Manichejczycy mieli specyficzną kosmogonię - mit o powstaniu świata. Dobry Bóg, Ojciec Światłości, emitował kolejne eony (podobnie jak w platonizmie czy gnostycyzmie). Złe siły ciemności zaatakowały królestwo światła. W wyniku walki cząstki światła zostały uwięzione w materii. Adam i Ewa to istoty, które noszą w sobie te iskry. Cel całej historii świata - odzyskanie tych iskier i powrót do stanu pierwotnego. Każde ludzkie życie jest aktem kosmicznego dramatu.
Mnie interesuje pytanie praktyczne: co manichejczycy robili rytualnie? Bo doktryna to jedno, ale jak wyglądało życie wspólnoty?
Interesujące jest to, że manicheizm stał się religią państwową Ujgurów w 762 roku. To jest jedyny przypadek w historii, kiedy ta religia miała tak wysoką pozycję. Przetrwała tam - z przerwami - aż do XVI wieku. Ostatnie ślady jako żywa praktyka religijna.
Właśnie ta zdolność do kamuflażu i adaptacji jest tym, co sprawia, że trudno powiedzieć, że manicheizm "umarł". Może raczej wszedł pod powierzchnię, przeniknął do innych tradycji i przetrwał tam jako nurt, nie jako osobna religia.
Nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro manicheizm był tak ascetyczny i antymateryjalny, jak radził sobie z rozwojem? Electi nie mogli mieć dzieci, nie mogli pracować fizycznie - jak wspólnota się reprodukowała i ekonomicznie utrzymywała?
Jest jeszcze jeden aspekt, który uważam za ważny z duchowego punktu widzenia - stosunek manicheizmu do Jezusa. Mani nie odrzucał Jezusa, ale go inaczej interpretował. Był kilka Jezusów w manichejskiej teologii - Jezus Lśniący (kosmiczny, symbolizujący uwięzione cząstki światła), Jezus historyczny (jeden z proroków), i Jezus Duch (obecny w duszy każdego człowieka). To jest bardzo rozbudowana chrystologia, dużo ciekawsza niż ta, którą mu przypisywali polemicy.
Chcę zwrócić uwagę na coś, o czym mało się mówi. Mani był pierwszym przywódcą religijnym, który sam napisał swoje pisma - jako kanoniczne teksty objawione - i sam je ilustrował. Wszystkie wcześniejsze religie miały święte pisma napisane przez uczniów lub późniejszych redaktorów. Mani jako "ostateczny pieczęć proroków" chciał uniknąć tego, co uważał za zniekształcenia. Dlatego stworzył kanon siedmiu ksiąg, które sam uznał za objawione, i zadbał o ich zilustrowanie. Paradoks polega na tym, że właśnie te pisma prawie w całości zaginęły.
Ja chcę dodać perspektywę, której tu brak. Rudolf Steiner widział w Manim jedną z kluczowych postaci historii duchowej. Według niego Mani był wcieleniem bodhisattwy z Białej Loży, a jego misją było inkarnowanie zasady przemiany zła przez dobro - nie ucieczkę od zła, ale jego transformację. To jest inne odczytanie niż standardowe - nie ucieczka od materii, ale jej przemiana. Steiner twierdził, że ta misja Maniego jest kontynuowana przez różokrzyżowców i wolnomularzy jako nurt ezoteryczny.
Wracam do kwestii wpływu na islam. Bo to jest rzadko omawiana ścieżka. Manicheizm był obecny na terenach, które potem przejął islam, i część islamskich myślicieli znała i cytowała manichejskie pisma. Ibn al-Nadim, który w 987 roku napisał "Fihrist" (katalog nauk), poświęcił manichejczykom obszerny rozdział - jako żywej tradycji, z którą miał kontakt. Z drugiej strony islam też prześladował manichejczyków, wyznaczając specjalne osoby do ich ścigania.
Jest jeszcze jeden trop, który mnie interesuje - związki manicheizmu z islamskim sufizmem. To jest historiograficznie kontrowersyjne, ale pewne podobieństwa są zauważalne. Koncepcja Nur Muhammadi - Światłości Muhammada - jako kosmicznej zasady światła, która przenika historię i proroków, brzmi uderzająco podobnie do manichejskiej nauki o cząstkach światła rozproszonych w historii.
Mam pytanie o coś, co mnie zawsze zastanawiało. Czy manichejczycy wierzyli w reinkarnację? Bo jeśli celem jest uwolnienie cząstek światła, a jedna śmiertelna egzystencja nie wystarczy, to skąd brali wyznawców dla kolejnych pokoleń?
Mam wrażenie, że manicheizm to taka tradycja, która była zbyt radykalna żeby przetrwać w otwartej formie, ale zbyt sensowna żeby całkiem zniknąć. Podstawowe pytanie, które stawiała - skąd pochodzi zło w stworzeniu przez dobrego Boga? - to jest pytanie, na które ortodoksje nigdy nie dały zadowalającej odpowiedzi.
Czytam tę dyskusję i zastanawiam się - jakie mamy historyczne ślady po manichejczyków w Polsce lub ogólnie w Europie Środkowej? Bo zawsze wydawało mi się, że to była bardziej religia Wschodu i Południa.
Wróćmy do rzeczy, która mnie cały czas interesuje - jak manichejczycy wyobrażali sobie zbawienie w sensie praktycznym, konkretnym. Bo doktryna kosmologiczna jest jasna, ale co to znaczy dla indywidualnej duszy?
Zastanawiam się jak to wyglądało na poziomie codziennej praktyki duchowej. Manichejczycy mieli medytację? Jakieś techniki pracy z "cząstkami światła"?
Jestem ciekawy opinii - jaki jest stosunek manicheizmu do zoroastryzmu? Bo obydwa mają perskie korzenie, obydwa są dualistyczne, ale wyraźnie się kłóciły.
