Trafiłam osttnio na pojęcie "Księga Zakałów" i nie dawało mi to spokoju przez kilka dni, bo w różnych tradycjach to zjawisko jest opisywane zupelnie inaczej. Generalnie chodzi o katalogi chorób, cierpień, przywar fizycznych i psychicznych, którym przypisuje się przyczynę magiczną albo duchową, nie naturalną. w średniowiecznej Europie mieliśmy tego pełno w traktatach demonologicznych, ale u Słowian, w tradycjach syberyjskich, w hinduskiej ajurwedzie... wszędzie coś takiego istnieje. Mnie szczególnie ciekawi to, jak różne tradycje odpowiadają na pytanie: kto leczył? Jedna osoba, szaman, kapłan, czy raczej cała wspólnota razem brała udział w rytuale? Bo to chyba kluczowe rozróżnienie.
@Solstice89 no właśnie to jest ciekawe pytanie bo jak patrzę na tarot i różne systemy wróżbiarskie to one też często były używane właśnie do diagnozowania, czy choroba ma przyczynę "z zewnątrz", powiedzmy ze strony złego oka, uroku, czy to coś "wewnętrznego". I tu widzę podobny podział jak Solstice opisuje - w niektórych tradycjach to wróżbita sam jeden siedział i badał sprawę, a w innych cała wioska musiała brać udział w oczyszczeniu. Ciekawe czy macie przykłady gdzie ta granica była bardzo wyraźna.
To nie jest takie proste jak "jeden kontra cała wioska". W tradycji słowiańskiej znachorka często pracowała sama, ale rytuał i tak wymagał obecności rodziny chorego. Rodzina była świadkiem, trzymała chorego, czasem przekazywała chorobę na przedmiot. Więc to pośrednie, ani czysto indywidualne, ani kolektywne. Sama mam kilka tekstów zamawiań z południa Polski gdzie jest wyraźne "a zebrali się ludzie" - ale to mogło być też tylko poetyckie wzmocnienie formuły.
ojejku, w szamanizmie syberyjskim to juz zdecydowanie wspólnootwe. Szaman bębni i cała wioska śpiewa, tańczy, niektórzy wpadają w trans zbiorowy. Choroba jednej osoby to zaburzenie równowagi całej grupy, nie tylko jednostki. Czytałam że u Buriatów bez udziału krewnych rytuał byl wręcz nieważny. Więc ta "Księga Zakałów" - zakładam że chozi o takie właśnie katalogi diagnoz szamańskich? Bo różne grupy miały naprawdę rozbudowane systemy klasyfikacji skąd dany symptom pochodzi.
No ale nie miezsajmy gruszek z jabłkami. Mezopotamia to jedno, a słowiańskie zamawianie to drugie. Ja wiem, że na ezo forach lubi sie wszystko wrzucać do jednego wora i szukac "universal pattern" ale te tradycje były od siebie bardzo rożne. Zamawiarka u nas raczej nie potrrzebowała tłumu, owszem, mogła wymagać zeby chory przyszedł sam, bez nikogo. Mam z rodziny takie opowieści - babcia chodziła do zamawiarki na wsi i ta zabaniała przyprowadzać kogokolwiek.
moja Babcia też chodzila do takiej kobiety, ale ona akurat zawsze chciała żeby przyszły "swoje", znaczy najblizsze osoby. Mówiła ze choroba łapie sie na całą rodzinę, nie tylko na chorego. A jeśli chodzi o te katalogi to mnie bardziej interesuje czy ktos wie jak wyglądało rozróżnienie między chorobą "z uroku" a chorobą "z przekleństwa"?? Bo to chyba nie to samo a nie zawsze rozumiem gdzie jest granica
A ja mam takie pytanie może trochę z innej strony - czy w tych tradycjach, gdzie bylo to zbiorowe, wspólnota mogła się mylić? To znaczy - co jeśli ktoś MYŚLAŁ że ma zakał z uroku a tak naprawdę po prostu był chory? Czy był jakiś mechanizm korekty? Bo mi sie wydaje że jak cała wioska jest przekonana że to czary, to nikt nie pomyśli żeby pójść do normalnego lekarza
przepraszam, że się wtrącę ale nie rozumiem jednej rzeczy - skoro te zakały były katalogowane, to znaczy że ktoś to spisywał i przekazywał. A jak wyglądało to w tradycjach ustnych? Skoro zamawiarka przekazywała wiedzę ustnie, to jak wiedziała co jest zakałem a co nie? Czy to była raczej intuicja czy faktycznie jakiś system?
W tradycjach ustnych ten katalog był po prostu w głowie mistrza i przekazywany uczniowi/uczennicy. U szamanów syberyjskich to trwało lata, nauka poprzez trans i obserwację, nie przez czytanie. Szaman wiedział że "ciągły ból głowy od wschodu słońca z nagłym wymiotowaniem to duch X który wchodzi przez lewe ucho" bo tak go nauczono i sam widział takie przypadki. System istniał, był spójny, po prostu nie zapisany. Zresztą w niektórych tradycjach zapis uchodził za profanację.
nie chce głupo pytać ale czy te same objawy - powiedzmy gorączka i majaczenie - mogły być w różnych kulturach przypisywane różnym zakałom? i czy to znaczy że każda kultura miała "inną prawdę" o chorobie? bo to troche dziwne że jedni mówią to demon wody a inni że to uroki zazdrosnej sąsiadki
oj, okej, to rozumiem tę różnicę. ale to rodzi kolejne pytanie - jeśli decyzja należała do specjalisty (aszipu, szamana, zamawiarski), to jaka była rola chorego i jego rodziny w zakwestionowaniu tej diagnozy? bo jeśli szaman mówi "to duch wody" a ty myślisz że to cos innego, co możesz zrobić? pójść do innego szamana? to troche jak second opinion 🙂
no i właśnie ten "second opinion" to ciekawa rzecz bo w wielu tradycjach to było normalną praktyką. znam opisy z Ukrainy gdzie chodzono do kilku znachorek jeśli pierwsza nie pomogła, i każda mogła postawić inną diagnozę. jedna mówiła urok, druga że ktoś zazdrosny rzucił, trzecia że to wina nieostrożnego kontaktu z miejscem mocy. i rodzina wybierała wersję która im najbardziej odpowiadała albo próbowała wszystkich po kolei. nie było jednej wyroczni
a czy w tej sytuacji gdy kilka osób stawiało różne diagnozy, to nie było ryzyka że te rytuały na siebie wpłyną? no bo jeśli jedna zamawiarka "wysyła" chorobę gdzieś a potem przychodzi druga i robi coś przeciwnego, to co się dzieje? pytam bo wydaje mi się że to musi powodować jakieś konflikty między znachorkami. tak czuję, choć trudno to uzasadnić
Czarodko, no ale uważaj bo to jest pułapka na którą ja też wpadam - że jak cos brzmi jak dzisiejsza psychologia to znaczy że "mieli rację". ale oni mieli zupełnie inny model przyczynowości. dla nich to była dosłownie moc słów ojca która wchodzi w ciało i niszczy, nie żaden "stres z konfliktu rodzinnego". więc podobieństwo jest powierzchowne, mechanizm zupełnie inny
właśnie chciałam dopytać o ten aspekt relacyjny bo mnie to bardzo zaciekawiło. jeśli zakał mógł pochodzić z "mowy bliskiej osoby", to czy rytuał oczyszczenia też musiał angażować tę osobę? to znaczy - czy żeby leczyć taki zakał trzeba było naprawić tę relację czy tylko "wyrzucić" chorobę niezależnie od tego co się stało między ludźmi?
no i to jest realna różnica między tradycjami którą warto podkreślić. w jednych zakał to coś co sie "ma" jak przedmiot który mozna wyjąć. w innych zakał to stan relacji który trzeba naprawić. metoda oczyszczenia wynika z tego jak rozumiesz naturę choroby. to chyba odpowiada też na to wcześniejsze pytanie o samą versus grupę - jesli choroba jest relacyjna, to leczenie musi byc relacyjne i grupowe z definicji
ojej, siedzę nad tym wątkiem już od jakiegoś czasu i troche mi głowa pęka ale w dobrym sensie 🙂 mam pytanie może proste - te zakały "relacyjne" to były tylko w obrębie rodziny czy mogły dotyczyć tez relacji z sąsiadami, wrogami, kimś z innej wioski? bo jak czytam o uroku to zawsze chodzi o kogoś bliskiego lub przynajmniej znajomego
tak, evil eye to świetny przykład bo pokazuje że nawet w obrębie jednej szerokiej koncepcji mamy kilka modeli. jest model "emocja-intencja" (zazdrosny chce ci zaszkodzić), model "moc-sposob" (niektórzy mają silniejsze spojrzenie bez intencji), i model "przypadkowy kontakt" (byłeś w złym miejscu w złym momencie). kazdy z tych modeli implikuje inne leczenie i inny udział wspólnoty. jaki wniosek? nie ma jednej "tradycji", sa tradycje
a właśnie,ten model "odesłania" mnie zastanawia. 😀 jeśli odsyłasz zakał nieznanemu sprawcy, to co się z nim dzieje? bo w kilku tekstach o evil eye czytałam że energia wraca do sprawcy czy do nikogo - a to brzmi jak zaprojektowany mechanizm kary. czy w katalogach zakałów też jest coś o tym dokąd idzie zdjęta choroba?
to jest na prawdę głęboka warstwa tych systemów. w tekstach mezopotamskich jest kilka moedli co się dzieje z zakałem po rytuale. jeden model mówi że zakał wraca do "pierwotnego źródła" - co bywa rozumiane jako kara dla sprawcy. ale jest też model gdzie zakał jest "odprowadzany" do wody, ziemi albo ognia - żywiołów które go neutralizują. i jest trzeci model, najbardziej niepokojący - przekazanie zakału na figurkę lub zwierzę, które potem się niszczy. to jest bliskie tradycji kozła ofiarnego. zakał nie wraca, jest przenoszony na substytut
kapparot! właśnie o tym myślałam. i ta praktyka jest do dziś żywa co jest samo w sobie niesamowite. ale ale wróćmy do pytania Sigilmistrza - chyba w oryginalnym myśleniu zakał był czymś co żywioły mogą przetworzyć,a zwierzę/figurka to tylko nośnik do żywiołu, nie cel sam w sobie? nie jestem pewna ale tak gdzieś czytałam. choć to by nie rozwiązywało kwestii etycznej bo zwierzę i tak ginie
czekajcie ja mam głupie pytanie ale naprawde mnie to nurtuje - jeśli zakał to coś co można przenieść i zniszczyć, to czy to znaczy że miał jakąś formę fizyczną w ich rozumieniu?? bo piszecie o "substancji zaklęcia" i "energii" ale czy oni myśleli że to dosłownie coś materialnego siedzi w ciele?
ale czy to nie znaczy że diagnoza mogła sie zmienić po drodze? bo matka myślała "przestrach" i robiła swoje, a jak nie pomagało to szły do zamawiarki i ona mogła stwierdzić coś zupełnie innego, np. że to zakał z zawiści a nie przestrach? i co wtedy z tym co matka robiła wcześniej - czy tamte rytuały coś zepsuły albo utrudniły?
no proszę, okej ale ja tu trochę wyhamuje bo mam wrażenie ze od dobrego kawałka traktujemy te katalogi mezopotamskie jak gdyby były spójnym systemem medycznym który po prostu używał innego języka. a może to nie było spójne? może to był zbiór różnych tradycji, różnych szkół które ktoś zebrał razem i skryba to przepisał, a my teraz próbujemy z tego zrekonstruować logikę której nigdy nie było?
a ja słyszałam że bywały spory między znachorkami! że jedna o drugiej mówiła że "robi źle" albo "nie ma prawdziwej mocy". to nie było takie idylliczne. i to jest chyba odpowiedź na pytanie Modrzewnicy - miały świadomość że sa rozne szkoły, tylko ta świadomość wyrażała się jako rywalizacja a nie jako "ciekawe porównanie tradycji" haha
to trochę jak lekarze co mówią na siebie złe rzeczy pacjentom żeby przejąć wizytę, bez urazy haha. ale serio to mnie to interesuje bo jesli te znachorki się kłóciły o to czyja metoda lepsza, to czy to mogło wpłynąć na tego chorego? jak jeden ci powiedział ze tamten "rozwalił robotę" to co z tym robiłeś?
