Natknęłam się ostatnio na coś, co roboczo nazywają "Księgą Zakalinów" - chodzi o pewien system gnostycki, który opisuje tzw. zakality jako gęste formacje energetyczne powstające wszedzie tam, gdzie jakaś zmiana jest blokowana przez zbiorową wolę oporu. Nie chodzi o jeden tekst, bo to raczej zbiór pism z różnych tradycji - trochę manichejski odcień, trochę gnostycki, trochę coś z hermetyzmu. I teraz mnie to uderzyło, bo te formacje mają działać cyklicznie - tzn. historia się powtarza dokładnie w tych momentach, gdzie zakality są najgęstsze. Ktoś w ogóle spotkał się z tym pojęciem? Bo nie mogę znaleźć żadnego sensownego źródła, a samo określenie brzmi jak albo bardzo archaiczne, albo bardzo współczesna inwencja.
Szczerze, to słyszę to określenie po raz pierwszy. "Zakality" - skąd w ogóle pochodzi ten rdzeń? Bo jeśli to słowiańskie, to jest jakieś "za" jako przedrostek i... cal? Kalina? Zakalec to w polszczyźnie niedopieczony chleb, taki zbity w środku. Co ciekawe w sensie symbolicznym - coś, co nie dojrzało, nie przeszło właściwej przemiany. Czy to jest przypadkowe skojarzenie etymologiczne, czy twórcy tego systemu faktycznie grali na tej metaforze?
Ten rdzeń mnie też zatrzymał. W tradycji słowiańskiej zakalec naprawdę jest symbolem czegoś, co nie przeszło ognia - co zatrzymało się w połowie drogi. I jeśli ktos świadomie użył tego do opisania formacji blokujących zmianę, to jest tu całkiem spójna metafora wewnętrzna. Ale wróćmy do sedna, bo mnie bardziej ciekawi to, co napisałaś o powtarzalności historii. W systemach cyklicznych, które znam, blokady zwykle kumulują się przed przełomem - to taki rodzaj oporu materii przed transformacją. Czy w tym systemie jest jakaś mapa tych cykli? Jak długie są te powtórzenia?
W runach mamy Hagalaz i Isa jako archetypy dokladnie tego mechanizmu - zatrzymanie, lodowa formacja, której nie można przebić siłą. Tylko przez wyczekanie albo przez Nauthiz, czyli uświadomienie sobie konieczności. Nie znam terminu "zakality" z żadnego nordcykiego ani germańskiego źródła, ale sam mechanizm jest tam opisany bardzo precyzyjnie. Pytanie do tych, którzy temat zgłębiają: czy w tej księdze jest coś o tym, jak te formacje się rozpuszczają? Bo blokada blokadą, ale musi być jakiś protokół wyjścia.
dobra, muszę zapytać bo nie jestem pewny czy dobrze rozumiem, o czym w ogóle gadamy. te zakality to są jak... byty? energie? metafory filozoficzne? bo jak czytam "gęste formacje energetyczne" to nie wiem czy mam sobie wyobrażać cos dosłownie namacalnego, czy to jest język symboliczny opisujący np. zbiorową psychologię społeczną. bo jedno i drugie jest ciekawe, ale to jednak dość rozne rzeczy
to co piszesz o historii, ktora sie powtarza w miejscach oporu, przypomina mi troche koncepcje z Corpus Hermeticum, gdzie materia jest opisywana jako rodzaj zapomnenia albo inercji. jakby przeszkoda nie byla zla sama w sobie, tylko stanem braku przebudzenia. moze te zakality sa czyms podobnym - nie siłą działającą przeciwko zmianie, ale po prostu... nieobecnością impulsu zmiany?
Na poziomie praktyki magicznej takie formacje - niezależnie od tego, jak je nazwiemy - są bardzo dobrze znane. 🙂 Każdy, kto pracuje z energią przestrzeni albo z rytuałami transformacji, wie, że są miejsca i moenty, gdzie coś zwyczajnie nie chce się ruszyć. Nie ma tu dramatyzmu, nie ma demonów. To trochę jak próba rozpalenia ognia w mokrym drewnie. Coś mnie ciśnie do Immorteli: czy w tych fragmentach jest mowa o tym, czy zakality mają lokalizację - przestrzenną albo czasową - czy są rozmieszczone losowo?
muszę przyhamować entuzjazm całej dyskusji na chwilę. mamy do czynienia z terminem, ktory jedna osoba znalazła w przypisie do tekstu o nieustalonym pochodzeniu. i juz budujemy całą kosmologię. to jest typowy mechanizm, przez ktory "nowe tradycje" zyskują pozory starożytności - ktoś cytuje coś mgliście, następna osoba cytuje tamtą osobę, i po dziesięciu latach mamy "starożytną Księgę Zakalinów". nie mówię że koncepcja jest bez wartości bo sam pomysł o formacjach oporu jest spójny z wieloma tradycjami. ale zachowajmy proporcje
no właśnie bo ja jakiś czas temu byłam w Krakowie w pewnym miejscu na Kazimierzu i... trudno to opisać ale miałam bardzo silne poczucie że kilka różnych czasów nakłada się w jednym punkcie. trudno mi ocenić czy to jest to, o czym mówicie, bo nie znam tych terminów dobrze. ale to poczucie "zastygnięcia" które opisujecie, gdzieś mi pasuje z tamtym doświadczeniem. czy to jest właśnie to, co mogłoby być taką formacją?
Powwiem wprost - ja mam prolem z całą klasą takich konceptów,nie tylko z Zakalinami. Kiedy bierzemy cos co można wytłumaczyć psychologicznie (miejsce z historią traumatyczną wywołuje silne emocje u wrażliwych ludzi) i nakładamy na to siatkę energetyczną, to dodajemy warstwę, ktora jest niefalsyfikowalna. Kazimierz jest nasycony historią Holokaustu, żydowskiego życia, wielowiekowego mieszania się kultur. Oczywiście wrażliwa osoba poczuje tam "nakładanie się czasów". Pytanie brzmi: czy nam potrzebna jest do tego koncepcja zakalinów. piszę z głowy, wiec bez gwarancji
no wlasnie i dlatego mnie ta dyskusja tak wciąga, mimo że kręcimy sie w kółko 😀 bo ten rdzeń słowiański jest chyba bardziej nośny niz jakiekolwiek "starożytne teksty wschodnie". 🙂 zakalec to słowo które każda polska babcia zna. i każda wie co znaczy. moze to jest właśnie ten przekaz który przetrwał - nie w piśmie tylko w kuchni
dobra chyba czegoś nie łapię... tzn. rozumiem ze zakalec to chleb ktury się nie upiekł do końca. ale jak to przechodzi do "formacji energetycznych"? ktoś mi może po ludzku wytłumaczyć ten skok? bo czytam od dłuższego czasu i ciągle mi umyka jedno ogniwo
ale wait, czy jeśli ktoś zebrał te intuicje w spójny system i to napisał - nawet w XIX wieku albo ostatnio - to jest coś złego? pytam serio. większość systemów okultystycznych które teraz uważamy za "stare" to są wynalazki z lat 1800-1900. a i tak działają, prawda? 😛
hm, a ja mam takie pytanie bo ono siedzi mi w głowie od dawna - czy te miejsca o których mówicie, gdzie historia się powtarza i nic sie nie zmienia, to zawsze sa miejsca fizyczne? czy to może być np. rodzina? bo znam rodziny gdzie przez trzy pokolenia powtarza się dokladnie ten sam wzorzec i nikt nie wie dlaczego
czytam to i mam ciarki bo moja rodzina jest trochę tak samo. i zawsze myślałam że to poprostu charakter ludzi w niej. ale jak czytam że "formacja gęstnieje gdzie decyzja jest odkładana" to... hm. mam wrażenie ze to może być to samo opisane innym językiem. chociaż nie wiem czy wierzyć w energetyczne formacje dosłownie
właśnie ta kwestia wewnętrznego kryterium to jest chyba sedno różnicy między tradycjami inicjacyjnymi a samouczącymi sie systemami. 🙂 w tradycji inicjacyjnej był ktos zewnętrzny kto orzekał - mistrz, starszyzna, wyrocznia. w systemach gdzie to zostało urwane lub nigdy nie istniało - zostaje tylko własna ocena. i to jest naprawdę poważna luka. bo zakality rodzinne mogą sie właśnie na tym karmić - każde pokolenie uważa ze ono jest tym "czystym" które wreszcie przetnie wzorzec. i nic sie nie zmienia
