Czyli paradoksalnie, jawność reguł daje więcej narzędzi do ich podważenia niż ich brak? To jest coś, o czym nie myślałam. Ale zastanawiam się, czy kobiety w tamtych czasach w ogóle miały dostęp do interpretacji tych zapisanych zakazów, żeby je kwestionować?
Więc dostajemy znowu ten sam schemat. Wyjątek jest dopuszczony, ale narracyjnie unieszkodliwiony. To mi przypomina to, co Irenka mówiła o marginalizacji jako pozornej wolności. Czy są w tradycji żydowskiej kobiety, które nie zostały w ten sposób "naprawione" przez narrację?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy Szechina, ta żeńska strona Boga w kabale, jest związana z którąś z tych postaci? Czytałam o tym pobieżnie i zastanawiałam się, czy to jest teologia stworzona przez mężczyzn czy przez kobiety.
Ale czy to ważne, kto stworzył symbol, jeśli kobiety go przejęły i używały po swojemu? Czakra serca też jest opisana w tekstach pisanych przez mężczyzn i nikt nie mówi, że kobiety nie mogą jej praktykować autentycznie.
Słucham tej rozmowy i ciągle mam wrażenie, że wracamy do tego samego punktu. Kobiety tworzyły, czasem zostawiały ślad, ale ten ślad jest zawsze na marginesie albo wymagał późniejszego odkopania. Czy to się gdziekolwiek naprawdę zmieniło wewnątrz tradycji, a nie przez zewnętrzny feminizm?
Właśnie to mnie interesuje bardziej niż same daty ordynacji. Czy kobieta, która jest rabinką w Ruchu Konserwatywnym, operuje tą samą teologią Szechiny, co mężczyźni przed nią, tylko z nową pozycją? Czy próbuje ją przepisać od środka?
Ale może ta metafora działa inaczej, kiedy identyfikujesz się z nią z własnej woli, nie dlatego, że ktoś ci ją narzucił? Nie mówię, że to rozwiązuje problem strukturalny, ale przeżycie jest inne.
Przepraszam, może to naiwne pytanie, ale czym właściwie jest ta diaspora Szechiny? Czy to metafora historyczna, duchowa, czy jedno i drugie? Bo jeśli to jest jednocześnie o wygnaniu narodu żydowskiego i o żeńskim aspekcie Boga, to te dwa znaczenia chyba nawzajem na siebie wpływają?
