Ostatnio mam takie sny że trochę nie wiem co z nimi zrobić. Rozmawiam z czymś, co nie jest człowiekiem, nie jest duchem żadnej osoby którą znałam, nie jest zwierzęciem ani aniołem w żadnym sensie w jakim to sobie wyobrażałam. To jakby... byt bez formy ale z głosem. Albo raczej z czymś co udaje głos - bo właściwie nie słyszę słów, tylko rozumiem co do mnie mówi, jakby to obchodziło dźwięk dookoła. I te rozmowy są bardzo konkretne, nie takie mgliste jak zwykle sny. Pytam, ono odpowiada, dyskutujemy. Raz mi powiedziało że nie ma nazwy i żebym przestała szukać nazwy bo to ogranicza kontakt. Kompletnie nie wiem co to jest. Ma ktoś podobne doświadczenie? Interesuje mnie zwłaszcza jak się przygotowujecie do takich snów, bo czuję że to nie przychodzi samo z siebie.
To, co relacjonujesz to bardzo charakterystyczny typ spotkania, właściwie w literaturze onirycznej i szamanistycznej określa się to niekiedy jako kontakt z "istotami progowymi" - bytami, które nie należą do żadnej konkretnej kategorii którą ludzki umysł potrafi zaszufladkować. ta wskazówka żebyś nie szukała nazwy jest bardzo ważna. Nadawanie nazwy to próba kontroli i kategoryzacji, a takie istoty najczęściej odpływają gdy umysł zaczyna je klasyfikować zamiast słuchać. Pytanie do ciebie: jak wyglądało twoje nastawienie przed zaśnięciem w te noce? Czy robiłaś cokolwiek świadomie, czy to przychodziło bez przygotowania?
Czytam i mam ciarki. Ja miałam raz coś podobnego - ten brak dźwięku ale pełne rozumienie. Zupełnie inne od normalnych snów, gdzie wszystko jest chaotyczne. Tu była jakaś... klarowność. Ale moje były krótkie i nie powtarzały się tak regularnie jak u ciebie. Też jestem ciekawa co robisz przed snem bo przy takich snach prawie zawsze jest jakiś czynnik który je "otwiera". Czy zmieniłaś coś ostatnio w swoich wieczornych nawykach?
No dobra, powiem wprost bo widzę że rozmowa idzie w kierunku "oooh tajemnicze istoty". Zanim ktokolwiek zacznie się energetycznie przygotowywać do kontaktu z czymś o czym nie wie kompletnie nic, to warto się zatrzymać. Nie twierdzę że takie doświadczenia są nieprawdziwe, ale otwieranie się na "nie-byty bez nazwy" bez żadnego zabezpieczenia energetycznego to jak zostawianie drzwi otwartych nocą i liczenie że wejdzie tylko coś miłego. Jakie masz podstawy żeby zakładać ze to jest coś życzliwego? Bo ono ci mówiło żebyś nie szukała nazwy? To mogłoby powiedziec cokolwiek.
musze sie tu wtracic bo to co pisze Eliksirnik52 bardzo mnie zastanawia. Tzn. skad sie wie wogole ze cos jest zyczliwe we snie? Mam takie pytanie bo sam mialem sny z czyms czego nie potrafilem okreslic i przez chwile myslalem ze to jakis przewodnik ale pozniej sie balem wrocic do tego snu. Nie mialem jak sprawdzic.
Ja do tego wątku o przygotowaniu chcę dorzucić coś z własnego doświadczenia. Zauważyłam że jakość kontaktów w snach bardzo zmienia się zależnie od tego co robiłam w ciągu dnia. Dni mocno zakorzenione - spacer boso, kontakt z ziemią, dużo ciszy - dawały mi spokojniejsze i jakby bardziej "czyste" sny. Dni pełne hałasu, ekranów i stresu kończyły się snami chaotycznymi. Nie wiem czy to bezpośredni związek energetyczny czy po prostu mózg, ale działa na mnie niezawodnie. Ktoś jeszcze to obserwuje?
Zaglądam tu od paru dni i jedno mnie zastanawia. Mówicie o "kontakcie z nie-bytami", o "filtrach energetycznych", ale nikt nie zadał podstawowego pytania: po czym właściwie wiadomo że to jest kontakt z czymś zewnętrznym, a nie produkcja własnego umysłu który jest bardzo zdolny do tworzenia przekonujących wewnętrznych rozmówców? Nie mówię że tak jest, mówię że brak mi w tej rozmowie tego rozróżnienia. Betalia, ty masz tu jakieś doświadczenie z tarota z czymś podobnym - symbole bez wyraźnego źródła? Ciekawe czy masz jakiś sposób na to rozróżnienie.
Szczere pytanie, odpowiem szczerze. Żadnego pewnego sposobu nie ma, Dionizy, i każdy kto twierdzi że ma, kłamie albo się myli. Natomiast w praktyce karta czy sen który przynosi informację której nie mogłam sam wybudować z tego co wiem, to dla mnie sygnał że coś weszło z zewnątrz. W opisie tej dziewczyny jest jedna rzecz która mnie uderza - ta konkretność. Sny-produkcje umysłu zazwyczaj są pełne znajomych elementów poukładanych dziwnie. A sny w których treść jest zaskakująco spójna i nieznana sobie - to inna kategoria. Ale Eliksirnik ma rację że to nie jest powód żeby od razu otwierać wszystkie drzwi.
dorzucę swoje trzy grosze bo może to głupie pytanie ale czym właściwie jest to przygotowanie energetyczne o którym mówicie? bo słyszałam o oczyszczaniu przestrzeni, o kryształach przy łóżku i takich rzeczach ale nie wiem czy to ma sens przy snach czy to bardziej do rytuałów na jawie. i czy to jest konieczne żeby w ogóle cokolwiek śnić czy tylko jak chcemy "otworzyć się" na takie sny?
a czy to nie jest ryzykowne to "otwarte zaproszenie"? tzn. co jak sie cos nieproszonego zalapie na to zaproszenie. nie chce brzmiec paranojicznie ale jak czytam o bytach bez nazwy to mam mieszane uczucia. jak sie "zamknac" po takim snie jezeli sie chce?
Leszek93 ja właśnie to chciałam zapytać i się bałam że brzmi głupio. Bo u mnie po tych snach nie czuję się źle, raczej taka pobudzona intelektualnie, ale nie wiem czy to znaczy że wszystko w porządku czy właśnie że nie. Eliksirnik, to twoje pytanie o filtr zostało bez odpowiedzi i mnie też interesuje - co konkretnie stosujesz przy takich sytuacjach? nie ogólnie, tylko co ty robisz.
dobra, konkrety. Przed każdą praktyczną pracą z czymś nieznanym, czy to rytuał czy sen intencjonalny, robię coś co nazwę "zamknięciem obwodu". Wyobrażam sobie wyraźną granicę między sobą a tym co może wejść, i tę granicę formułuję słownie przed zaśnięciem - coś na kształt zaproszenia warunkowego, czyli tak jakbyś mówiła: kontakt tak, wejście nie. Po śnie kilka głębszych oddechów zanim wstanę, świadomy powrót. To nie są żadne magiczne zaklęcia, tylko wyrabianie nawyku że masz kontrolę nad tym co wpuszczasz. Poczucie pobudzonej ciekawości po śnie jest dobrym sygnałem, ale obserwuj przez kilka tygodni czy się kumuluje w coś niepokojącego, bo to bywa podstępne.
