Pustka w przekazie jako źródło niepokoju - to bardzo konkretna wskazówka. W pracy z energią mówimy czasem o bytach bez intencji, które są bardziej jak zakłócenie niż podmiot. Nie komunikują bo nie ma czego komunikować. Wiolka, czy ta postać miała jakiś cel w tej przestrzeni snu, szła dokądś, stała, coś robiła?
Nie brzmi dziwnie. Jest coś w literaturze sennej o 'echach' - postaciach, które nie są bytami z intencją, ale swoistymi odciskami energetycznymi w przestrzeni. Brak odbicia może dotyczyć różnych warstw. Edek, czy ta kategoria 'zakłócenia bez intencji' pojawia się gdzieś w kontekście czakr albo pracy z polem energetycznym? Bo mam wrażenie, że tamta moja kobieta z pierwszego snu i echo które opisuje Wiolka to dwa zupełnie różne zjawiska.
Wrócę do mojego pytania z poprzednich postów, bo mi się wydaje, że wciąż nie mamy odpowiedzi. Mamy postaci bez odbicia, które są spokojne, neutralne, ciepłe. Mamy jedną u Wiolki, która wywołała panikę bez żadnego działania z jej strony. I teraz 'echa' bez intencji. Czy ktoś ma doświadczenie z postacią BEZ odbicia, która zachowywała się aktywnie negatywnie? Nie panikę z naszej strony, tylko jej działanie w stronę nas?
Dokładnie to samo sobie myślę. Może po prostu nie ma tu takich osób, albo nie chcą pisać. To trochę zmienia perspektywę na tę całą rozmowę, nie? Robimy wnioski na podstawie wybranych przypadków.
No i co teraz? Mamy się bać czy nie bać? Bo zaczynam się gubić. Najpierw było, że brak odbicia to nie czerwona flaga, potem, że jednak są różne kategorie, teraz że może ktoś ma złe doświadczenia i nie napisał. Czy jest jakiś praktyczny sposób, żeby w samym śnie ocenić czy ta postać jest bezpieczna?
A czy ten 'skurcz w klatce' jak to Ksawera nazywa różni się od normalnego strachu sennego? Bo ja często budzę się przestraszona zupełnie zwykłymi snami i nie wiem jak miałabym odróżnić naturalny lęk senny od jakiegoś ostrzeżenia.
To co mówicie o pamięci po przebudzeniu jest ważne. Różnica między snem, który zostawia ślad energetyczny, a snem, który 'spiera się' jak zwykły obraz - to jest jedno z kryteriów, o których mówi się przy pracy z doświadczeniami nocnymi. Ksawera, czy twoje pierwsze doświadczenie z postacią bez odbicia zostawiło taki trwały ślad pamięciowy?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam bardzo podstawowe pytanie, przepraszam jeśli to głupie. Skąd wiadomo, że ta postać bez odbicia w lustrze jest w ogóle osobna od nas? Znaczy, co jeśli to jest część nas samych, coś z własnej psychiki, co nie ma odbicia bo jeszcze nie jest 'nasze'?
Mnie akurat ta niepewność nie przeraża. Wolę zostawić otwarte pytanie niż przyklejać etykietkę. Ale ciekawi mnie co Ksawera czuje intuicyjnie w tej konkretnej kwestii - ta postać ze swojego snu, który opisywała na początku wątku. Własna część czy coś zewnętrznego?
Zewnętrzna. Bez wahania. Ale rozumiem, że to jest moje odczucie, nie dowód. Mam takie wewnętrzne kryterium: części siebie rozpoznaję, nawet gdy są dziwne, nawet gdy są ciemne. Ta postać była mi zupełnie obca - nie wywołała żadnego poczucia 'to jestem ja'. Jak ktoś, kogo nie znam, a nie jak aspekt siebie, którego nie chcę znać.
Właśnie to zdanie Ksawery coś mi wyjaśniło - że własne części siebie rozpoznajemy nawet jak są dziwne. Ja zawsze myślałam, że jak coś w śnie jest obce, to musi być 'z zewnątrz'. A tutaj jest subtelność, że obcość może być własna albo naprawdę zewnętrzna i trzeba to wyczuć. Jak długo trwa, żeby nauczyć się tej różnicy?
To co Ksawera napisała o rozpoznawaniu - że własne części siebie rozpoznajemy nawet gdy są dziwne - siedzi mi w głowie od jakiegoś czasu. Ale mam pytanie do niej albo do kogokolwiek, kto miał podobne doświadczenie: czy to rozpoznanie przychodzi od razu w śnie, czy dopiero po przebudzeniu? Bo zastanawiam się, czy w trakcie snu w ogóle mamy dostęp do takiego osądu, czy to jest coś, co rekonstruujemy na jawie.
