Śniłam ostatnio coś tak dziwnego, że musiałam tu napisać bo sama nie wiem co z tym zrobić. byłam w lesie, ale nie takim zwykłym, każde drzewo miało korę jak naciągnięta skóra, a w niej wyryty ludzki portret. Jakby ktoś pokrył każdy pień twarzą. Twarze były różne, stare, tak myślę, młode, smutne, niektóre miały zamknięte oczy a inne patrzyly na mnie. Szłam między nimi i czułam, że te twarze mnie obserwują nawet kiedy były odwrócone. To nie był sen z gatunku strasznie to było raczej takie... przytłaczające. Jakby wchodziłam w coś co ma nade mną jakąś moc. Nie wiem do końca czy to ma związek z energiami innych ludzi bo ostatnio dużo myślę o tym jak bardzo otoczenie na mnie wpływa. obiło się wam to o uszy?
Ojoj, to brzmi niesamowicie! Drzewa z twarzami to chyba jeden z tych obrazów które zostają w głowie na długo. Ja czytałam, że drzewa w snach to w ogóle bardzo silny symbol, łączą ziemię z niebem, więc mogą być jak anteny dla różnych energii. A jeśli miały twarze to może to były jakieś dusze, które do ciebie lgną albo przodkowie? Mam pytanie bo mnie to zastanawia, czy rozpoznałaś jakąś z tych twarzy? Choć jedną?
Drzewa jako nosiciele ludzkich wizerunków to stary, bardzo stary motyw. Druidzi wierzyli, że każde drzewo ma ducha, a duch ten może przybrac twarz tego, kto kiedyś przy nim umarł albo tego, kto ma z nim niezakończoną sprawę. Ten sen wygląda mi bardziej na spotkanie z czymś zbiorowym niż z jedną konkretną energią. Jakby ktoś otworzył ci dostęp do czegoś szerszego. Mam pytanie, jak się czułaś po przebudzeniu? Nie chodzi mi o strach, ale o to czy miałaś poczucie że coś z tamtego miejsca zostało z tobą.
hej,mam podobna historię, trochę inna ale klimatem zblizona. Śniłem o parku w którym kamienne posągi miały twarze moich sąsiadów i znajomych, takie trochę zamrożone wersje ich samych. I też to uczucie że cię obserwują nawet jak patrzą w bok. Myślę sobie czy to nie jest coś co pokazuje jak bardzo przesiąkamy energetycznie od ludzi wokół nas, no bo skoro twarze pojawiają się na przedmiotach to może te osoby jakoś zostawiają w nas ślad i sen to wizualizuje?
Dobra ale zanim pójdziemy za daleko w te druidzkie wody i energetyczne ślady, serio, zapytam wprost, czy ten sen nie mógł być po prostu efektem jakiegoś serialu albo obrazka z internetu? Twarze na drzewach to jest motyw który pojawia się w popkulturze i mózg potrafi przetworzyć coś co widział przypadkowo. Nie mówię że nie ma żadnego znaczenia, mówię żeby nie rzucać się od razu na mistykę zanim się człowiek zastanowi co ostatnio oglądał.
ale czy twarze na drzewach nie mogą oznaczać czegoś z tym że my sami jesteśmy jak drzewa że nosimy w sobie odciski innych? Tak jakby każda relacja, każdy kontakt zostawia jakiś portret w naszej energii i ten sen to pokazuje dosłownie?
nie umiem powiedzieć czy to ma sens to co napiszę ale jak czytałam o tym śnie to od razu pomyślałam o takim czymś jak... że może te drzewa to ty? i każda twarz to ktoś kto na ciebie wpłynął? trochę jakby twoja pamięć energetyczna była tym lasem
o to co Riksza pisze jest ciekawe, bo ja to bym poszła jeszce dalej. drzewa mają korzenie głęboko w ziemi, prawda? Czyli może to nie jest tylko o wpływach z obecnego życia ale o czymś co sięga głębiej, wcześniejsze wcielenia, no, rodowe linie. Twarze ktore nie wiadomo skąd znamy mogą być właśnie stamtąd. Ta jedna znajoma twarz której nie mogłaś przypisać do nikogo konkretnego, to mnie najbardziej zastanawia.
to uczucie obecności po przebudzeniu to jest dla mnie sygnał że sen był czymś więcej niż tylko przetwarzaniem. Czytałam że kiedy wchodzimy w kontakt z jakimiś energiami podczas snu, wracamy z czymś co jeszcze nie zdążyło się całkiem odpłynąć i stąd to wrażenie. Czy miałaś ostatnio dużo kontaktu z ludźmi którzy cię jakoś obciążają energetycznie? Bo ten motyw obserwujących twarzy pasuje mi do snu o niewidzialnych wpływach od otoczenia. 🙁
ja bym na to spojrzal trochę inaczej. W tarocie las to często domena tego co ukryte, nieświadome. A jeśli każde drzewo ma twarz, to jakby każde ukryte wspomnienie albo nierozwiązana relacja dostała swój symbol. Las jako galeria portretów tego wszystkiego co nosimy w sobie nieświadomie. To pasuje do tego że jedna twarz była znajoma ale nie do końca, bo część tych rzeczy sami przed sobą ukrywamy. 😛
a nikt nie zwrócił uwagi na to że drzewa są statyczne a twarze się ruszały i zmieniały perspektywę? Drzewa stoją w miejscu ale portret na nich żył. To hyba ważne. Jakby energia była zamknięta w czymś co normalnie nie powinno jej trzymać.
Ha, dobra powiedzmy że to nie było echo popkultury tylko coś głębszego. Ale mam pytanie, jeśli te twarze to cudze energie albo wpływy, to co z tym dalej? Samo zobaczenie snu nic nie zmienia. Czy ktoś tu ma jakiś pomysł co się z takim snem robi jak go przepracować żeby to nie wisiało?
to ważne pytanie. ja bym zaczęła od próby powrotu do tego miejsca w wizualizacji, ale już świadomie i z pytaniem, kto to jest i czego chce. Nie biernie, tylko z intencją. Las z sennika jest raczej przestrzenią która odpowiada, nie atakuje. I jeśli jedna twarz była znajoma ale nieuchwytna, to właśnie z nią bym zaczęła rozmowę. Wewnętrznie oczywiście.
ale jak niby prowadzić rozmowę z twarzą z własnego snu? Nie wiem czy dobrze rozumiem, czy to jest jakaś konkretna technika czy bardziej tak intuicyjnie? Bo brzmi ciekawie ale trochę abstrakcyjnie dla mnie
ja se kiedys probowalem cos podobnego po mocnym śnie i wyszlo mi ze jak sie medytuje i wraca do obrazu snu to czesto mozna poczuc czy to cos "chce" odpowiedziec czy nie. To nie jest rozmowa słowami bardziej takie odczucia i impulsy. chociaz mi to nie zawsze wychodzi i nie wiem czy dobrze to robie 🙂
wracając do tych twarzy, zastanawiam się czy faza księżyca podczas tego snu mogła mieć znaczenie. Pełnia potrafi otwierać na rzeczy które normalnie są zasłonięte i jeśli ten sen był podczas pełni albo tuż przed nią to może dlatego był tak wyrazisty i zostało po nim to uczucie obecności. Wiadomo kiedy to było?
Ojra, wróćmy na chwilę do tych twarzy, bo mi to nie daje spokoju. Tunia pisała że jedna twarz była jakby znajoma ale nie do końca rozpoznawalna. W tradycji słowiańskiej takie "pół-znajome" twarze to często nie są dusze konkretnych ludzi tylko coś co można by nazwać zbiorowym śladem rodu. nie twój dziadek, nie prababka, ale jakiś zbiorowy obraz linii z której pochodzisz. Jakby las był rejestrem a ta jedna twarz to był twój własny portal do niego. tunia, czy ta twarz była starsza czy młodsza od ciebie?
ale jeśli to ślad rodu to czemu akurat las a nie np. coś bardziej oczywistego,dom, rodzinne zdjęcia, cos takiego? Las ma hyba jakieś specyficzne znaczenie samo w sobie, nie? albo moze mózg dobiera takie obrazy ktore są dla nas instynktownie "pojemne", czyli drzewa bo są wielkie i stare i mogą pomieścić dużo
