no więc opiszę wam sen, bo po umyciu głowy nagle go sobie przypomniałam i wydaje mi się dość znaczący...
Była stacja kolejowa, ciemna, pełna pajęczyn, z wysłużonymi meblami, ale zupełnie pusta, co dla mnie symbolicznie sugeruje jakieś odcięcie od świata duchów, coś za żelazną bramą, jak to mawia się parapsychologicznie. Samą stację traktuję bardziej na poziomie symbolicznym niz dosłownym.
W tej samej nocy przyśniła mi się mama (nieżyjąca) i mówiła, żebym kupiła sobie mieszkanie. Kawalerka, ciemna, stara, aneks kuchenny, stała całkowicie pusta. Zapytałam skąd wziąć pieniądze, a ona na to, że ma gdzieś z 200 000 w oszczędnościach. I tyle, obudziłam się.
Najbardziej poruszyła mnie jej troska w tym śnie, bo sytuacja z ZUSem jest u mnie naprawdę trudna. Pracowałam, harowałam po nocach, często bez rejestracji albo dla rodziców i efekt jest taki że uprawnień do ZUS mam właściwie żadnych albo za mało. I jakby mama o tym wiedziała i się troszczyła. Do tego kwota 200 000 jest bardzo realistyczna jak na tamte możliwości rodzicielskie, nie wzięta z powietrza.
Ogólnie wizja zawieszona gdzieś w nieokreślonej geograficznie przestrzeni, żadnych konkretnych skojarzeń z miejscem, ale bardzo żywa emocjonalnie.
Co o tym sądzicie? Bardzo chętnie poczytam wasze komentarze 🙂 Może ktoś się też pokusi o interpretację?
A co do kart to wiadomo, że nie chodzi o to żeby były doskonałe, ważne żeby były trafne. Jak mawiali starożytni Rzymianie, kości zostały rzucone, reszta zależy od interpretującego...
dobrze, rozwinę temat ale nie teraz bo siedzę w pracy i jakoś muszę coś zrobić w końcu 🙂 poza tym lecę sobie gothic w tle i to mnie trochę pochłania...
Co do reszty, tu akurat niezbyt tętni życiem, chyba tylko ja się tu kręcę w tej chwili. Poszukaj może gdzie indziej, może na szkółce ktoś będzie wiedział, tam zawsze coś się dzieje.
Zaraz dopiszę więcej, bo palce i skóra trochę ucierpiały przez to mydełko antybakteryjne, właśnie to się okazało.
Miałam sen... chyba nie pisałam o nim tutaj. Byłam w środku tornada, urwało wszystko wokół i zrobiło się ciemno. Trzymał mnie tylko taki srebrny sznur energetyczny, ale czułam się jakby zupełnie sama. We śnie namacałam za plecami jakiś metalowy słup. Tornado w końcu przeszło i się obudziłam.
Problem w tym że to nie Duda ściągnął Adopta, a tak naprawdę Leicester.
Jeśli chodzi o ten "wypadek" który się nie wydarzył, to rozpisywałam się kiedyś w opowiadanku "Kot w składzie porcelany" sprzed kilku lat. Konsul z USA w roli głównej, jako kierowca pewnego eleganckiego samochodu, który potem nieumyślnie powodował całe afery. Poza jasnowidzeniem nie miałam wtedy nic innego do dyspozycji, żadnych kart ani podobnych narzedzi. To było iście chrystusowe, ale jakby na odwrót. Udało nam się zadziałać psychologicznie, ale byliśmy potem tak zmęczeni, że nie mieliśmy nawet siły rozmawiać. Kotek dostał ode mnie miesiąc zwolnienia na rehabilitację po tamtym wyjeździe 🙂
Ale co mogło mnie "ściągnąć" właśnie do tego tornada w USA?
To naprawdę dziwne.
Muszę powiedzieć, ze ta medytacja przed snem naprawdę daje efekty. Zresztą to i logiczne... po całym dniu pełnym bodźców i napięć umysł potrzebuje czegoś, co go wycisza, zanim w ogóle zacznie normalnie funkcjonować w nocy. Sam ją regularnie stosuję i różnica jest wyraźna.
dobrze więc i u mnie było podobnie z tym tsunami, bo pamiętam tę noc, kiedy cztery wyspy w Nowy Rok poszły pod wodę. Byłam rozbudzona gdzieś około czwartej rano, razem z kotem który wtulił się w duże poduszki, i czułam jak z zewnątrz docierają ostatnie drgania, a infradźwięki zmieniały się w takie dziwne dudnienie i mruczenie.
Teraz jest bardzo podobnie, chociaż przy Krakatau dzwoniły miseczki, przy alaskim trzęsieniu czułam ciepłe fale, a przy Stromboli struny w nowej gitarze po prostu padły, właściwie tylko na lakier wydałam sensownie. Wiatr był też w czasie cyklonów. Trafiłam kiedyś na publikacje z "Nexusa" że inni miewają podobnie, i spotkałam starszego sąsiada który słyszał infradźwięki tak samo jak ja, i miał kota. Udało mu się nie trafić do szpitala psychiatrycznego, bo nasi mili rządowi próbowali go tam umieścić. Wytłumaczyłam mu że to wulkany i ruchy Ziemi, i że było ich więcej naraz, co potwierdziły potem zdjęcia satelitarne.
No a później nie miałam już dachu nad głową.
Sny o wojnie z Rosjanami miałam dawno temu. W jednym zamknęłam ludzi w jakimś heavymetalowym ogrodzie u znajomych i przetrzymałam ich zanim zrobiło się krwawo, bo przyjechali Amerykanie i wycisnęli tamtych. Nasze czasy po prostu.
O trampku nic nie powiem, ale ciemne wizje zagłady towarzyszą mi regularnie, bo zagrożenie jest naprawdę duże.
Wojen chemicznych wiele nie było, ale na widok jednego Japończyka który wszedł do sklepu i po pół godzinie miał na skórze trójkątne zmiany skórne, zrobiło mi się niedobrze. Podobnie zrobiło mi się na widok pewnego planu wymuszającego reakcje na ludziach chorych na raka, czy na respiratory porzucone bez opieki, czy na dziadków z Hiszpanii umierających z pragnienia.
W szpitalach dzieją się rzeczy których się nie da opisać. Lekarka z sąsiedztwa miała podpisać zgodę na operację bez narkozy bo anestezjolog po prostu nie przyszedł. Koleżanka z forum straciła prawie 90-letnią mamę bo wsadzono jej rurkę do karmienia przez nos. Moja mama w hospicjum nie dostała wody bo się bali że się zakrztusi, miała wycofanie nerwu. Mam też ciotkę w podobnym stanie, i mimo tego jej córka nie wypuszcza jej nawet na komisję, bo zna swoich ludzi za dobrze.
Cieszę się że mieliśmy tę grypę już w 2017. Paszportu i tak nie będę mieć, i nie podlegam pod NFZ bo nie znoszę gości którzy każą mi się rozbierać i gniotą moją rękę.
Przy -15 wychodziłam z psem w T-shircie na spacery i do sklepu albo w otwartej kurtce, i teraz bardzo mnie boli że muszę się ubierać, wymieniać cienki poliester na dżersejowe spodnie, haha 😀
I kurka, ja tak w ogóle mówiłam? Przecież heavymetalowcy tak nie gadają, oni noszą krótkie spodenki na szeleczkach jak Metallica. I nie piją, nie palą, tylko zaraz rozwal...
Tab, rotuj!!!
Nie znam tej talii osobiście, ale ostatnio trafiłam na opis który mnie zaintrygował... Mowa o jodze jako takiej i jej wpływie na pracę z energią.
Otóż joga vinyasa, choć popularna, może być naprawdę wymagająca i nieodpowiednia dla początkujących, bo wiele pozycji wymaga sporej elastyczności i doświadczenia. Dlatego często poleca sie najpierw hatha jogę, żeby zbudować odpowiednie podstawy.
Hatha joga działa na nadis, czyli kanały energetyczne w naszym ciele, przez które przepływa uzdrawiająca energia. W tradycji indyjskiej właściwe otwarcie tych kanałów prowadzi do głębszej duchowej swiadomości. Co ciekawe, można to jeszcze wspomóc np. dyfuzją olejków eterycznych.
Sama nazwa "hatha" oznacza dosłownie "siłę" albo "wysiłek", choć ta joga wydaje się łagodna w porównaniu do vinyasy. W rzeczywistości świetnie wyrównuje naszą strukturę mięśniowo-szkieletową i balansuje energie pierwiastka męskiego oraz żeńskiego w ciele. Myślę że to ważne, szczególnie gdy pracujemy z energią w szerszym kontekście. (adres: www . aeclectic . net/tarot/cards/cat-tarot-kott)
też tak to widzę, chyba mam podobnie... może bardziej wschodni umysł, a ciało zupełnie zachodnie 🙂 dlatego i ja wolę uspokoić oddech przez Hatha Jogę, tę Jogę Siły. Bo odkąd zaczęłam z nią regularnie pracować, przyszły do mnie nie tylko tarotowe i różne małe "oświecenia" ale i coś więcej, co trudno jednoznacznie nazwać.
To były kocio-ostatki, jak to mówię.
A Catha Yoga w pełnej okazałości to już zupełnie inna bajka. Po prostu ćwicząc asany, jeśli masz żółwika to nic nie szkodzi że myśli w pewnym momencie robią się lekkie jak pióro gołębia i wielkiej wrony, a może i mniejszych gawronów...
Pokaż Pani kto za użądleniem stoi, na pewno Szerszeń.
A Kitka ma w łapce całe gniazdo os, tyle że o tym jeszcze nie wie. Nie wie też, że w poprzedniej inkarnacji była lwem w cyrku... Pani myśli, że nie wiem co to za zwierz? Taki kot, tylko większy 🙂
sprawa wygląda tak powiem tak, savasana to savasana, a uttasana to uttasana i na zachodzie ta druga jest po prostu powszechnie znana jako pozycja rozciągająca, nikogo już nie dziwi 🙂
Mnie osobiście bardziej leżą szpagaty i praca ze sznurkami, to zresztą zostało mi z zajęć boksu chińskiego, a tego jest kilka odmian. Tylko że tu jest pewien problem, bo po piętnastym roku życia ogromna większość ludzi po prostu odpuszcza i żadnej gimnastyki nie chce im się tykać. Ci co ćwiczą dalej, to albo "dziwacy", albo zaraz ktoś ich wrzuca do jakiejś szufladki. Sportowcy, "odchylenia", cokolwiek. Mechanizm stary jak świat.
A najgorsze zaczyna się kiedy w grę wchodzi ciało w ogóle, nawet przez coś tak banalnego jak seks. Pamiętam że było to poruszane na różnych forach i dotyczyło dziecka, może siedmiolatka, naszprycowanego levodopą. Akurat ze względu na swoje doświadczenia, i jako lektor języków i jako ktoś kto spędził dzieciństwo trochę inaczej niż większość, musiałam powiedzieć wyraźne "nie". Rodzice byli przerażeni i wezwali... psychiatrę. Bo dziecko "zaczęło mówić coś innego", "przestało ją rozumieć". Dziecko z francuskiego liceum uczy się po prostu innych rzeczy niż mama zakłada. A inny koszmar, też z tego okresu: siedmiolatek dostaje diagnozę bo jakoś "dziwnie siada". Ktoś to nazywa przedłużonym orgazmem dziecięcym. Serio.
Sama byłam jeszcze na etapie kręcenia się na krześle, a wszyscy już wypisywali że zakochani w NK 😀 zresztą nie wszystko to była nieprawda, człowiek dojrzewa, staje się sprawniejszy, a to co rodzina uznaje za "normę" i tak regulują geny, pewne talenty wychodzą wcześnie, inne późno.
Osobna sprawa to dzieci w tym dziwnym wieku kiedy zaczynają dosłownie molestować wszystko co się rusza. Znajomi mieli wtedy psy, nas pilnował wilk pewnej koleżanki. I spróbuj wytłumaczyć rodzinie że kot który łapie dziecko za kark nie atakuje go, tylko po prostu tak właśnie koty przenoszą kociątka i się nimi "opiekują". Albo że grymasy których nauczyła się od mnie Rokkitka i zasosowała wobec jakiegoś malucha to nie był sygnał agresji.
Rodzic się zbuntował i swoje, że kot jest agresywny. A tymczasem myśmy wszyscy psychologię kotów, psów, koni i różnych żółwiopodobnych 😉 musieli ćwiczyć w grupie dosłownie na sobie, i to czasem boleśnie.
Pamiętam jak w tym czasie chłopcy po kryjomu mordowali ślimaki...
Istny Konieczko.
