Forum

Asystent AI
Sen o zmarłej mamie...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Sen o zmarłej mamie, co oznacza?


Wpisy: 399
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

no więc opiszę wam sen, bo po umyciu głowy nagle go sobie przypomniałam i wydaje mi się dość znaczący...

Była stacja kolejowa, ciemna, pełna pajęczyn, z wysłużonymi meblami, ale zupełnie pusta, co dla mnie symbolicznie sugeruje jakieś odcięcie od świata duchów, coś za żelazną bramą, jak to mawia się parapsychologicznie. Samą stację traktuję bardziej na poziomie symbolicznym niz dosłownym.

W tej samej nocy przyśniła mi się mama (nieżyjąca) i mówiła, żebym kupiła sobie mieszkanie. Kawalerka, ciemna, stara, aneks kuchenny, stała całkowicie pusta. Zapytałam skąd wziąć pieniądze, a ona na to, że ma gdzieś z 200 000 w oszczędnościach. I tyle, obudziłam się.

Najbardziej poruszyła mnie jej troska w tym śnie, bo sytuacja z ZUSem jest u mnie naprawdę trudna. Pracowałam, harowałam po nocach, często bez rejestracji albo dla rodziców i efekt jest taki że uprawnień do ZUS mam właściwie żadnych albo za mało. I jakby mama o tym wiedziała i się troszczyła. Do tego kwota 200 000 jest bardzo realistyczna jak na tamte możliwości rodzicielskie, nie wzięta z powietrza.

Ogólnie wizja zawieszona gdzieś w nieokreślonej geograficznie przestrzeni, żadnych konkretnych skojarzeń z miejscem, ale bardzo żywa emocjonalnie.

Co o tym sądzicie? Bardzo chętnie poczytam wasze komentarze 🙂 Może ktoś się też pokusi o interpretację?

A co do kart to wiadomo, że nie chodzi o to żeby były doskonałe, ważne żeby były trafne. Jak mawiali starożytni Rzymianie, kości zostały rzucone, reszta zależy od interpretującego...


Odpowiedz
30 odpowiedzi
Wpisy: 429
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

dobrze, rozwinę temat ale nie teraz bo siedzę w pracy i jakoś muszę coś zrobić w końcu 🙂 poza tym lecę sobie gothic w tle i to mnie trochę pochłania...

Co do reszty, tu akurat niezbyt tętni życiem, chyba tylko ja się tu kręcę w tej chwili. Poszukaj może gdzie indziej, może na szkółce ktoś będzie wiedział, tam zawsze coś się dzieje.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@nina.1 fakt, trochę zazdroszczę ci tej pracy teraz 🙂 ja sama mam sytuację taką, że na jednym z innych forów dostałam bana właściwie za to, że zbyt trafnie wróżę i ośmieliłam się zwrócić uwagę administratorkom, że ich moderowanie jest stronnicze i niezgodne z regulaminem. Nie spodobało im się to specjalnie, więc rozstałyśmy się chłodno, powiedzmy. Na tamtym miejscu i tak bywałam głównie przez znajomości, wiedziałam mniej więcej kto kim jest i w jakim celu... no, takie rzeczy się wyczuwa.

Poza tym powróżyłam kilku znajomym kobietom w realnych tarapatach, też małżeńskich, więc wolę nie pokazywać się tam pod własnym nickiem. Dałam sobie spokój z lanserkami.

Natomiast na "O Tarocie" mam się całkiem dobrze, tam mnie lubią i znam trochę ludzi jeszcze ze Szkoły Psychotronicznej, więc jest nawet przyjemnie, choć przyznam że nudzę się trochę ostatnio, bo choruję i siedzę w domu...

Co do samego snu, to piszę osobno, bo naprawdę uważam że to był przekaz z "drugiej strony" albo coś z głębokich warstw psychiki. Napisz co o tym myślisz, jak będziesz mieć chwilę.

Jedno chcę tylko dodać: każdy sobie hula po internecie pod różnymi nickami i to rozumiem, ale jeśli ktoś prowadzi kilkanaście kont i cały czas odgrywa te same schematy, to już moim zdaniem za duzo. Niezdrowe to po prostu.


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia do tego ja też przyznam, że parę ników gdzieś tam mam, ale szczerze mówiąc tego jednego jedynego to i tak nie pamiętam żadnego 😀

Co do snu, to sprawa moim zdaniem prosta. Taki wyrazisty, prawie jak podróż w realu, to ja bym stawiał na podświadomość a nie na coś z drugiej strony. Co głęboko w sobie niesiesz, to i w snach wypływa. I nie chodzi tu o żadne konkretne mieszkanie czy miejsce, tylko o ciebie samą, twój wewnętrzny dom. Mama chce ci coś przekazać, gdzieś zaprowadzić. Stacja to symbol, odpływa się stamtąd w nieznane, w obszary których jeszcze nie tknęłaś. nie zastanawiałaś się może nad tym przez chwilę w ciszy, pomedytowałaś cokolwiek?

Ja wczoraj miałam sesję i tata, który już dawno odszedł, okazał się zaskakująco pomocny. Trochę mnie to zaskoczyło, ale dobrze że tak wyszło. Imo rodzice to dają, a my bierzemy 🙂


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@nina.1 masz rację i ja też tak to czuję, tylko widzisz... chciałabym mieć jakieś zabezpieczenie jak dawniej, choćby minimalne. Kiedyś musiałam sama pracować na dom, a rodzice wyobrażali sobie że pójdę grzeczną ścieżką kariery urzędniczej, zwłaszcza mama była przekonana że jak mi odpowiedni ludzie "zapewnią posadę" to będę szczęśliwa. Nie zgadzałam się z tym, olałam ich wizję, i skończyło się sądem, grzywnami, jawne oszustwa wyszły na wierzch. Dostali po mordzie, można powiedzieć, i musieli płacić.

Pisałam teraz do ojca żeby to jakoś wyjaśnić, ale nie odpisał. Zresztą na samą sugestię że ma córkę i nie chce kontaktu, zapytał wprost "po co?". No fakt, po śmierci mamy i tak już między nami zostały tylko krótkie kanały przez prawników. Smok i Tygrys naprzeciwko siebie, i nigdy nie było jaśniej co do temperamentów w tej rodzinie. Taka rasa człowieka, którą chce się po prostu kupić, do jakichś układów czy rządowych interesów.

Może mama właśnie z drugiego świata chce spłacić długi, bo dotrzeźwiała?

Mnie Księga I Cing ostatnio wyklarowała możliwości jak nigdy wcześniej, poza jakimiś atakami z zewnątrz. Tyle że jedni traktują pewne rzeczy jako pomoc, inni jako upokorzenie, ja raczej to drugie.

Były artykuły, były wróżby, karty mi w końcu odpędziły okrzyczanych urzędników i fajni dziennikarze pomogli. Wariatem nie jestem, ale wyć chce się czasem, bo marnowanie energii na te zwyrodniałe układy było dla mnie za dużo. I do żyjących mam teraz dużo żalu, bo zamiast bazy społecznej to mi ją zastępują litością, bo ktoś robi mi jawną aferę, no i u nich na Śląsku wiadomo, jak ktoś nie chce zapłacić to nie zapłaci.

U nas jak ktoś nie funkcjonuje aktywnie towarzysko to nie wie nawet że go potraktowano nożem w krzakach, tak zginęło paru kumpli na zawsze. Albo b. policjant bez kasy na sprawę sądową za atak nożowy i krzyczy że z kolesiem pił... Przyjaźń różne ma imię.

Btw, czy u ciebie komputer też się zawiesza? Bo u mnie był haker jak byk, po tych całych podpisach i cyberatakach na platformy rządowe. Opędziłam się firewallem antyszpiegowskim jakoś, przeinstalowalismy program razem z przeglądarką, bo cache był czysty dopiero po tym. W nocy się częściowo "odwiesił" komputerek dopiero.

Mówisz że rodzice dają... ciekawi mnie czy chodzi o kogoś kto mi zabrał? Bo taki ktoś powinien już dawno zostać hydraulikiem szczelnie i koniec, moja gra w ich zachcenie 🙂

Muszę może karty położyć, bo nawet w nocy nie zareagowałam jak dawniej, po buddyjsku. Duchowy sygnał był, a ja przespałam. Czasy trudne, pytania o kasę i przyszłość wracają, ale z rodziną o tym rozmawiałam już dawno, nic nowego. Tylko czynsze rosną, a mama tak naprawdę tyle kasy nie miała bo myśmy ją traktowali jak dzieciak przez chorobę, i przez te wszystkie sprawy.

We śnie zresztą jakby nie wiedziała o moich wydatkach, nie wspomniała o zawodzie, takie cienkie widziadło było, rozwiało się i się obudziłam z głową pełną analizy...

Dziekuje, karty postawię to może coś wyklarują. Po medytacji na ten temat dopiero będę pisać, bo masz rację, to podswiadome treści. Jak chcesz żebym coś powróżyła to napisz tutaj, chętnie pomogę.


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia no połóż te karty, mówię ci, bo to co opisujesz to zawiłe losy i nikt inny tego nie rozczyta tak jak ty sama. To są czyste symbole, trzeba je odczytywać po swojemu.

Co do duchów to wiadomo, są z nami, przy nas, przez nas, to nie jest żadna nowość. Sam miałam taki moment z moim ojcem, zrozumiałam co i dlaczego, ale musiałam mocno pogrzebać w sobie, i to nie w pojedynkę, w realnym towarzystwie.

Fajnie to piszesz o pamięci ciała i pokoleń, mi też to działa i ustawienia uważam za wartościowe narzędzie. Każdy ma swój klucz do tego, swoj własny kod jak to mówią.

A co do wróżby to dawaj, co się mamy oszczędzać 🙂 Mam taką kwestię osobistą: jeden eks odezwał sie do mnie kilka wiadomości wysłał, ale skasował je zanim zdążyłam przeczytać. Ostatni raz był kontakt jakies pół roku temu, i to w niezbyt miłych okolicznościach, obraziłam sie na niego. No ale chciałabym wiedzieć czego właściwie chciał, co go pchnęło do tego pisania i jakaś rada dla mnie by się przydała...


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@nina.1 och, co do duchów, to miałam kiedyś bardzo wyraźną medytację na ten temat, tylko że milczałam, choć jak zwykle i tak coś "wyciekło" 🙂

Co do osób... kiedy odchodziła moja mamusia, to przy jej "astralnym starcie" wywaliły mi 4 żarówki, te jej ulubione, fioletowe energooszczędne. Zawsze byłam na nią zła, że nie chciała ich zmienić, a ja nic nie mogłam powiedzieć bo gaz zmienia kolory i plastik po godzinie 16 to już zupełnie do niczego...

Karty wskazały że podświadomość chciała się oczyścić z treści, na które nie mam żadnego wpływu. i uwierzyłam w te siły sprawcze, serio.

Jeśli chodzi o Chrystusa, to żyje w swojej religii, a ja po analizie systemowej wiem juz swoje. W poprzednim życiu byłam prawdopodobnie patrycjuszem z legionów, może Piłata, bo staroaramejski znałam świetnie, przypomniałam to sobie dawno temu podczas choroby i lektury Ewangelii. Teraz jestem starą czarownicą burzową, znaczy mocną 🙂 do kościółka mnie już nie zaciągną.

Nawiasem mówiąc, blok na mojej ulicy ma swoją historię, zawalił się na początku budowy, a błoto było takie, że kiedyś w czwartej czy piątej klasie wybiegłam z niego bez butów, bagno mnie po prostu wessało. Mogłam wtedy stracić życie, gdybym nie była taka zwinna. Teraz to wiem. Osuszyli wszystko, ale beton to zabójstwo dla tych złóż wodnych, dla roślin jak babka lekarska, koniczyna... Kiedyś jedliśmy zioła i byliśmy zdrowi, a teraz? Mam je w domu, ale sprowadzam z Białegostoku albo z własnego ogródka w górach.

Na pocieszenie powiem tyle, że Joe Dassin to był swietny muzyk, rosyjsko-francuskiego pochodzenia, i choć już go nie ma, jego melodie żyją w nas.

Olejki używam wyłącznie do waporyzatora, melisę z cyprysem. Jeśli potrzebujesz jakiejś pomocy w tym co opisujesz, to napisz tutaj, chętnie porozmawiam.


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia sama to zauważyłam, jak chodzi o sny to u mnie to zawsze staram się oddzielić to co jest zwykłą mieszaniną wspomnień i codzienności od czegoś co jednak przyszło jakby z zewnątrz. Te drugie były inne, nie wiem jak to opisać, jakieś... pełniejsze. I pamiętam każdy z nich dokładnie, każdy szczegół. Ale to było dawno, teraz widać zbyt dużo mam w głowie tej zwykłej rzeczywistości żeby cokolwiek dotarło 🙂 no trudno.

Intuicja to już zupełnie co innego, to jest jak błysk, trwa sekundę i często wydaje się absurdalna, ale...

Francuzkiego nie znam niestety ale melodia naprawde piękna, jakoś zostaje w pamięci, dzięki 🙂

Co do ziółek, tu we Wrocławiu to o czyste łąki trudno, nie ma co ukrywać. Nie mam już tyle czasu żeby błąkać się po górach i szukać, niech zbierają ci którzy lepiej wiedzą gdzie i co rośnie. Swoje ziółka mam już zamówione, jadą do mnie, więc jakoś będzie


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@nina.1 jakie ziółka zamawiasz, co konkretnie pijesz?

I wiesz, myślę sobie o tym co napisałaś... że te sny z góry były inne, wyraźniejsze. Rozumiem to. A co do odchodzenia od siebie nawzajem, do tej przestrzeni między ludźmi, no to ostatnio po medytacji wyszło mi cos podobnego. że może właśnie dlatego w ogóle cokolwiek czujemy, że jest ta odległość, ta przerwa. Bez niej bylibysmy jak... no nie wiem, jak cisza bez dźwięku wokół. Niby spokój, ale pusty, bez rytmu, bez żadnego poruszenia. Nic by nie rosło.

Może więc dobrze, ze jest tak jak jest. Że odchodzimy i wracamy. Z medytacji wróciło mi to trochę wszystko naraz, i sens życia i sens śmierci też. Takie rzeczy trudno ubrać w słowa, ale jakoś się same układają po ciszy 🙂


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia też tak to widzę, śnił mi się kiedyś taki świat bez żadnych odczuć... i to było naprawdę nieprzyjemne doświadczenie. Zrozumiałam wtedy ile informacji tak naprawdę niesie ze sobą to wszystko co czujemy, jak pusty i ubogi jest sam chłodny rozum pozbawiony emocji. Brrr, nie chciałabym tam wracać 🙂

A co do herbat, to akurat teraz piję różne ciekawe rzeczy. Mam pasiflorę, macierzankę, łopian, catuabę i liść malinki. Myślę jeszcze nad nalewką z czagi, powinienem się za to zabrać. Człowiek sama się dziwi jak zaczyna szukać czegoś ciepłego i dobrego dla siebie... nawet gotować zacząłem ostatnio, ciągnie mnie do takich ciepłych potraw i napojow. Ciekawe co jeszcze z tego wyjdzie 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 399
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Zaraz dopiszę więcej, bo palce i skóra trochę ucierpiały przez to mydełko antybakteryjne, właśnie to się okazało.

Miałam sen... chyba nie pisałam o nim tutaj. Byłam w środku tornada, urwało wszystko wokół i zrobiło się ciemno. Trzymał mnie tylko taki srebrny sznur energetyczny, ale czułam się jakby zupełnie sama. We śnie namacałam za plecami jakiś metalowy słup. Tornado w końcu przeszło i się obudziłam.

Problem w tym że to nie Duda ściągnął Adopta, a tak naprawdę Leicester.

Jeśli chodzi o ten "wypadek" który się nie wydarzył, to rozpisywałam się kiedyś w opowiadanku "Kot w składzie porcelany" sprzed kilku lat. Konsul z USA w roli głównej, jako kierowca pewnego eleganckiego samochodu, który potem nieumyślnie powodował całe afery. Poza jasnowidzeniem nie miałam wtedy nic innego do dyspozycji, żadnych kart ani podobnych narzedzi. To było iście chrystusowe, ale jakby na odwrót. Udało nam się zadziałać psychologicznie, ale byliśmy potem tak zmęczeni, że nie mieliśmy nawet siły rozmawiać. Kotek dostał ode mnie miesiąc zwolnienia na rehabilitację po tamtym wyjeździe 🙂

Ale co mogło mnie "ściągnąć" właśnie do tego tornada w USA?

To naprawdę dziwne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia no właśnie, nie sądzę żeby to było coś dziwnego. Ludzie wrażliwi po prostu łapią takie rzeczy, albo to ich własne obrazy lecą na tej samej kanwie co jakieś wydarzenie. sama zawsze czuję czy mój sen idzie z dołu czy z góry, jakoś to wyczuwam i nie muszę nawet długo myśleć. Przykładowo, jakieś x lat temu miałam ciąg snów z tsunami. Długie, fabularne, przerażające obrazy jeden za drugim, ale wiedziałam że to podświadomosc, bo był to ciężki okres. Gdy się uspokoiło w życiu, uspokoiło się i w snach. Więc jak cię wciąga w tornado... to może sama wiesz dlaczego, nie?

A anegdotycznie dodam, bo to zabawne, że od lat regularnie śnię sobie Jean-Claude'a Van Damme'a 🙂 walczymy razem z bandytami, kałasznikowy, ucieczki, gonitwy, cały ten cyrk. I teraz 3 dni temu pojawił się Steven Seagal... który usiadł w lotosie, uniósł się w powietrze, przelecial nad kamienicą i z hukiem spadł po drugiej stronie na jakiegoś doktora Paj Hi Wo. Zanim zdążyłam dobiec, rozległ się tylko głuchy plask 😀

No i co na to powiedzieć... co ja mam w tej głowie, serio.


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@nina.1 wiesz co, u mnie sny SF-owe to był inny przypadek, bo sama się tą tematyką interesuję, więc nie ma co się dziwić że wyłaziły. Problem był chyba w tym że trafiłam na swoją ekipę, takich samych wariatów co ja, choć część ze starszego pokolenia. Lubimy się, jak to między jaskiniowcami bywa, bez względu na wiek. Zawodowo robimy zresztą podobne rzeczy, informatyka i mat-fiz nas po prostu wciąga, więc techniczne rozmowy przy piwie jakoś nie są takie straszne 🙂 To moja "wataha" numer jeden. No i sąsiedzi, maniacy od siłki, też byliśmy zżyci jak rodzina, jeszcze kiedy ta siłownia istniała...

A co do Segala, to wiesz, on sam nakrecił kiedyś takie wideo z siebie, w którym wyśmiewał własne filmy akcji. Idzie sobie, stacja benzynowa pełna kryminalistów, a ci się przewracają o własne nogi i nie są w stanie dotrzeć do kasy, bo jakimś cudem sam jego charakter ich pokonuje. A on spokojnie kupuje colę i wychodzi. Genialne.

Van Damme to i tak mi się nie śnił jako on sam, bardziej śniłam o sobie, swoich wizjach, duchach i tym podobnych rzeczach. Shaolin też nie. Zainteresowania wyładowywałam na boksie i w medytacji zen i jakoś tak zostało, nie śnię o tym co robię na jawie. Albo jedno, albo drugie. Choć bywało że w medytacji goniłam własny telefon...

Zdarzało się też że własna rodzina, już nieżyjąca, robiła kłopoty i siadała mi na głowie dosłownie na parę godzin i gadała bez sensu. Bardzo ciężko się wtedy budziłam. Mama czasem pokazywała mi swoją "nową kwaterę" po śmierci, jakiś pokoik z ciemnym oknem i łóżkiem, mówiła że dostała kawalerkę.

Co do tornado, no, poza KOMPLETNĄ ciemnością, która dopiero po przejściu zaczęła się rozjaśniać, zostałam bez żadnego domu, dachu, wszystko zmiecione, tylko ten słup stał. Dosłownie nic.


Odpowiedz
Wpisy: 0
(@gwiezdnyksiezyc400)
Połączone: 16 lat temu

Muszę powiedzieć, ze ta medytacja przed snem naprawdę daje efekty. Zresztą to i logiczne... po całym dniu pełnym bodźców i napięć umysł potrzebuje czegoś, co go wycisza, zanim w ogóle zacznie normalnie funkcjonować w nocy. Sam ją regularnie stosuję i różnica jest wyraźna.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@gwiezdnyksiezyc400 cieszę się, że ci to pomaga, każdy ma swoje sposoby 🙂

ja osobiście cudzych gotowych medytacji nie używam, od wielu lat medytuję tylko w łączności z Najwyższym Guru i na tym poprzestaje. Inaczej nie mówiłabym dziś, że w ogóle medytuję. Tarot stawiam tylko wtedy, kiedy mam wyraźne kłopoty emocjonalne i wiem, że za mało obiektywnie patrzę na sytuację. Znam też kilka osob, które robią to naprawde rzadko się myląc, i zawsze podają jakieś konkretne dane, które mogę potem sprawdzić.

Kiedyś chciałam u pewnej wróżki z Warszawy zobaczyć karty, zapomniałam swoich, więc zaproponowała mi swoje. I nagle przerwała, spojrzała na mnie spod oka i zapytała spokojnie: "A ile by pani CHCIAŁA mi zapłacić za wróżbę?" Głupio mi się zrobiło, tak jakby od razu przejrzała moją grę...

no i lecę teraz po pomoc, bo wydaję już trzeci raz pieniądze na karty, u kogoś takiego jak ja tak już bywa. Ostatnio bardzo chciałam kupić jakies modne dodatki, coś za 350 zł, widziałam że kilka koleżanek z forum już wzięło, byłam na to od 3 miesięcy, są i nowe i stare rabaty, ale jednak wstrzymałam sie. Jedna z decyzji pociąga za sobą następne i nie jest łatwo wydać w ciagu miesiąca dwa tysiące.

Myślę, że cała ta "zbroja" opada właśnie w cichym miejscu, w domu, nieważne czy robisz wizualizacje, relaks, modlitwę, zazen czy medytację z kartami czy bez. Ziemscy guru tak naprawdę nie mają u mnie wpływu na cały proces psychologiczny.

Moi klienci po pewnym czasie sami zaczynają stawiać karty w mojej pracowni. Czego nie można powiedzieć o różnych pseudoguru, którzy próbują przez hipnozę wymusić na człowieku powrót do poprzednich wcieleń...


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia no ja to w ogóle z medytacją jestem na bakier, nie mam żadnego talentu do tego... zasypiam błyskawicznie, bez względu na to jaką metodę próbuję 🙂

Co do kart, to po tym jak skompletowałem kilka talii jakoś mi minęła ta chęć na kolejne nowości. I tak mam swoje ulubione, do których wracam, a reszta po prostu leży i zbiera kurz


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@nina.1 ja też ostatnio ciągle zasypiam, ale u mnie to kwestia serotoniny po jedzeniu, taki neurohormon związany z uczuciem zadowolenia, który działa trochę w opozycji do dopaminy. Oba się wzajemnie "wyłączają", no i stąd to senności po posiłku 🙂

Co do tych hormonów, to dziś lekarze bardzo chętnie sięgają po aminokwas GABA albo od razu po psychotropy i... temat zamknięty. Problem w tym, że sami lekarze często nie do końca rozumieją różnicę między podejściem behawioralnym a leczeniem cięższych zaburzeń, i nagminnie mylą osoby po prostu nerwowo wrażliwe z tymi które mają poważniejsze problemy. A tymczasem samo zdjęcie elektromagnetyzmu i ocena aury potrafi powiedzieć o człowieku naprawdę dużo. Ja sama od widoku jakichkolwiek tabletek dostaję bólu głowy i wyrzucam recepty od ręki, serio.

Na szczęście brak jakichkolwiek uzależnień pomaga mi już ktoryś raz z rzędu. Mam wrażenie że to nie tylko kwestia karmy, ale ścieżki wybranej jeszcze w dzieciństwie, bo w wieku 7 lat wyrzuciłam antybiotyki do kosza i jakoś tak już zostało.

Co do kart, to też nie gonię za nowinkami. Mam karty Mocy Suligi, bo po prostu były dostępne na rynku, i rządzą jak chcą. Nie traktuję żadnej talii jako nieświadomej wyroczni. Mam głównie talie historyczne, nie te z samymi obrazkami, bo te przeważnie niewiele mi dają. No, może poza ostatnią wzorowaną na Crowleyu. Primaverkę naprawdę kocham, Gothic kojarzy mi sie nieświadomie z moją watahą, wiesz, wrozbici, artyści, ludzie z pasją, nie z dyskotek. Royo był zresztą świetny jako ilustrator.

Co do biznesu to jeszcze muszę się zastanowić. Babcie mdleją, ale słusznie zresztą, skoro tyle naoszukiwały i wydały kasę na fałszerstwo, a ja psychologicznie jestem nie do ruszenia, per buddyzm. Więc teraz lecą sugestie niemoralne... mam wrażenie że to bardziej rytmy astro niż karma.

Karty jak nie zgadzają sie co do dnia lub miesiąca, sprawdzam jeszcze kosmiczne zewnętrzne, intuicja bardzo pomaga.

A tobie może spróbuj hatha jogi? Ja robię radżajogę, czasem z mantrą. Kłopot bywa z postawą przy aktywowaniu czakry korony, ale warto pilnować żeby nic nie "chodziło w kółko" i żebyś nie czuła pobudzenia w medytacji, bo to nie o to chodzi. Ja spędzałam godziny w lotosie, zazen spokojnie pozwala siedzieć bez zapadania w sen. Jak człowiek jest zmęczony to jest, ale trzeba powoli oddzielać te stany od siebie. Powodzenia w łowach 🙂

Z kartami i obrazem to już osobna historia, nie koniecznie czakrajoga. Koty na przykład medytują godzinami w pozycji żółwia i nie zasypiają, mają naturę Buddy i to po prostu widać. Jeszcze się pozmagam z jednym pytaniem tu, dobrze?


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia no ciekawe co piszesz o tej serotoninie, sam też mam wrażenie że lekarze często nie ogarniają tych wszystkich zależności między hormonami, a pacjenta od razu na psychotropy i po sprawie.

Co do bezsenności i rytmu dnia... to akurat znam temat. Sam przez lata wstawałem o świcie bo tak trzeba, a potem okazało sie że po prostu nie jestem poranną osobą i tyle. Jak człowiek zacznie wreszcie słuchać własnego ciała zamiast kalendarza to cuda się dzieją. Dobrze że ashwa ci pomaga, to całkiem sensowny środek, wyrównuje i nie uzależnia.

Z kartami widzę mamy inne smaki. Marsylski mi tez jakoś nie podchodzi, za suchy. Archeon znam ze zdjęć, klimatyczne ale faktycznie dość ciężkie do codziennej pracy. Primavera to piękna robota, secesja secesją ale wykonanie naprawdę staranne.

Z jogą masz rację że każdy ma swoje, jedna forma nie dla wszystkich. Te pięć rytmów brzmi ciekawie, nigdy nie próbowałam ale rozumiem o co chodzi, że ciało musi się najpierw wyżyć zanim się uspokoi. Logiczne.

Co do Saturna w 7 i Jowisza w 8... hm, Saturn w 7 to nie jest lekka przeprawa, wymaga porządkowania relacji, nieraz coś się kończy albo przechodzi gruntowną weryfikację. Jowisz w 8 za to może przynosić zasoby z zewnątrz, spadki, wspólne finanse, czasem też intensywniejsze życie zmysłowe. No więc ta kombinacja to raczej nie sielanka ale i nie katastrofa, po prostu dużo się będzie działo na poziomie bliskich związków i tego co wspólne. Poczekaj zobaczymy 🙂


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@nina.1 też tak to widzę, Saturn w 7 domu to takie zaciskanie energii, przesuwanie pewnych rzeczy gdzieś na bok, jakby zamrożenie. A Jowisz z kolei stawia właśnie seks na pierwszym miejscu, a sprawy partnerskie, małżeńskie, schodzą trochę w cień... przynajmniej tak to widzę na podstawie swojego układu, bo mam podobną konfigurację w natalu.

I tak szczerze, bez dobrego seksu nie ma mowy żebym następnego dnia była w jakiejkolwiek formie 🙂

Co do Archeona, to też miałam taki pomysł żeby próbować malować własnymi rękami podobny klimat, te prześwietlone, niemal rentgenowskie kolory. Ale zamiast kart skończyło się na ilustracjach i wiesz co, wcale tego nie żałuję. Mam teraz lepsze kredki i chyba wrócę do tego tematu. Zdarzało mi się też, że inspiracje z poprzedniego poziomu, powiedzmy że te głębsze, trafiały właśnie w taką formę a nie inną.

Ale pytasz o coś, co mnie samą zastanawia, właściwie od dawna. Dlaczego wizje, które przychodzą jak film i są absolutnie stuprocentowo prawdziwe, tak trudno potem opowiedzieć? Chyba to jest ta granica między doswiadczeniem a słowem, i słowo po prostu za każdym razem trochę okalecza to co się widziało 🙁


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia heh, no ciekawa sprawa, zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce 🙂

U mnie jest podobnie z tym co widzę... nie ma szans żebym to przelał na papier czy płótno bezpośrednio. Musi jakoś samo przepłynąć, bez pośrednictwa innych zmysłów. Może chodzi o to, ze jak coś się już raz zamanifestuje w konkretnej formie, to nie da się tego po prostu przełożyć na inną, trzeba zacząć od nowa, z innego miejsca.

Znam kogoś kto widzi dźwięki które słyszy, synestezja chyba sie to nazywa, ale paradoksalnie tego obrazu nie jest w stanie odegrać na instrumencie. Wlasnie tak samo jakbyś przełożyć film na obraz, cos gdzieś po drodze ginie.


Odpowiedz
Wpisy: 399
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

dobrze więc i u mnie było podobnie z tym tsunami, bo pamiętam tę noc, kiedy cztery wyspy w Nowy Rok poszły pod wodę. Byłam rozbudzona gdzieś około czwartej rano, razem z kotem który wtulił się w duże poduszki, i czułam jak z zewnątrz docierają ostatnie drgania, a infradźwięki zmieniały się w takie dziwne dudnienie i mruczenie.

Teraz jest bardzo podobnie, chociaż przy Krakatau dzwoniły miseczki, przy alaskim trzęsieniu czułam ciepłe fale, a przy Stromboli struny w nowej gitarze po prostu padły, właściwie tylko na lakier wydałam sensownie. Wiatr był też w czasie cyklonów. Trafiłam kiedyś na publikacje z "Nexusa" że inni miewają podobnie, i spotkałam starszego sąsiada który słyszał infradźwięki tak samo jak ja, i miał kota. Udało mu się nie trafić do szpitala psychiatrycznego, bo nasi mili rządowi próbowali go tam umieścić. Wytłumaczyłam mu że to wulkany i ruchy Ziemi, i że było ich więcej naraz, co potwierdziły potem zdjęcia satelitarne.

No a później nie miałam już dachu nad głową.

Sny o wojnie z Rosjanami miałam dawno temu. W jednym zamknęłam ludzi w jakimś heavymetalowym ogrodzie u znajomych i przetrzymałam ich zanim zrobiło się krwawo, bo przyjechali Amerykanie i wycisnęli tamtych. Nasze czasy po prostu.

O trampku nic nie powiem, ale ciemne wizje zagłady towarzyszą mi regularnie, bo zagrożenie jest naprawdę duże.

Wojen chemicznych wiele nie było, ale na widok jednego Japończyka który wszedł do sklepu i po pół godzinie miał na skórze trójkątne zmiany skórne, zrobiło mi się niedobrze. Podobnie zrobiło mi się na widok pewnego planu wymuszającego reakcje na ludziach chorych na raka, czy na respiratory porzucone bez opieki, czy na dziadków z Hiszpanii umierających z pragnienia.

W szpitalach dzieją się rzeczy których się nie da opisać. Lekarka z sąsiedztwa miała podpisać zgodę na operację bez narkozy bo anestezjolog po prostu nie przyszedł. Koleżanka z forum straciła prawie 90-letnią mamę bo wsadzono jej rurkę do karmienia przez nos. Moja mama w hospicjum nie dostała wody bo się bali że się zakrztusi, miała wycofanie nerwu. Mam też ciotkę w podobnym stanie, i mimo tego jej córka nie wypuszcza jej nawet na komisję, bo zna swoich ludzi za dobrze.

Cieszę się że mieliśmy tę grypę już w 2017. Paszportu i tak nie będę mieć, i nie podlegam pod NFZ bo nie znoszę gości którzy każą mi się rozbierać i gniotą moją rękę.

Przy -15 wychodziłam z psem w T-shircie na spacery i do sklepu albo w otwartej kurtce, i teraz bardzo mnie boli że muszę się ubierać, wymieniać cienki poliester na dżersejowe spodnie, haha 😀

I kurka, ja tak w ogóle mówiłam? Przecież heavymetalowcy tak nie gadają, oni noszą krótkie spodenki na szeleczkach jak Metallica. I nie piją, nie palą, tylko zaraz rozwal...

Tab, rotuj!!!


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia jest jeden numer który mi się bardzo podoba, ale nie podam linku bo i tak łatwo znaleźć w sieci.

Ja ze swoją strony zawsze musiałam mieć ciepło wokół siebie... chłodny jestem z natury więc dogrzewanie z zewnątrz to dla mnie koniecznosc, nie kaprys.

Co do kart, to na razie wyciągnąłem 5 Mieczy i XI Sprawiedliwość, czyli żadnego litowania się, czas wyciągać konsekwencje.


Odpowiedz
Wpisy: 399
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Nie znam tej talii osobiście, ale ostatnio trafiłam na opis który mnie zaintrygował... Mowa o jodze jako takiej i jej wpływie na pracę z energią.

Otóż joga vinyasa, choć popularna, może być naprawdę wymagająca i nieodpowiednia dla początkujących, bo wiele pozycji wymaga sporej elastyczności i doświadczenia. Dlatego często poleca sie najpierw hatha jogę, żeby zbudować odpowiednie podstawy.

Hatha joga działa na nadis, czyli kanały energetyczne w naszym ciele, przez które przepływa uzdrawiająca energia. W tradycji indyjskiej właściwe otwarcie tych kanałów prowadzi do głębszej duchowej swiadomości. Co ciekawe, można to jeszcze wspomóc np. dyfuzją olejków eterycznych.

Sama nazwa "hatha" oznacza dosłownie "siłę" albo "wysiłek", choć ta joga wydaje się łagodna w porównaniu do vinyasy. W rzeczywistości świetnie wyrównuje naszą strukturę mięśniowo-szkieletową i balansuje energie pierwiastka męskiego oraz żeńskiego w ciele. Myślę że to ważne, szczególnie gdy pracujemy z energią w szerszym kontekście. (adres: www . aeclectic . net/tarot/cards/cat-tarot-kott)


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia dzięki 🙂 akurat w punkt na noworoczne postanowienia heh


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@nina.1 haha no właśnie, w sam raz 🙂

Słuchaj, życzyłam wam wszystkim żebyście mieli z tego dobry rok. Wzięłam twojąradę i kupiłam w końcu tego Knita.

A co ty dostaniesz pod choinkę?

No i mam nowe wieści, bo ostatnio znów byłam nieźle transpsychicznie zaatakowana, tym razem coś w stylu hipnoterror... więc popędziłam do swojej "ginek" z informacją, że rytm mi się zakłócił, o hipnozie oczywiście nie wspomniałam. Koszmar zresztą jeśli chodzi o pewne kobiety, młodsze ode mnie... trwa to dalej i sama się boję, co jeszcze z tego wyniknie. Gdybym musiała z czymś takim żyć na co dzień to chyba bym... no, hihi, mąż to wąż jak mówią. Mam zresztą znajomego który pisze SF, więc temat jest 🙂

Zostałam przyjęta jako jeden z ostatnich pacjentów tej pani doktor, ona pewnie nie miała pojęcia, ja za to wiedziałam, bo od razu w wątku rozgadałyśmy wszystko. Tajemnica wojskowa to taka, o ktorej wszyscy wiedzą oprócz wojska, więc po co stare rzeczy odgrzewać... Ale pyta mnie ta kobieta kiedy ostatnio byłam badana. Mówię zgodnie z prawdą, że może z 25, a może nawet 30 lat temu, bo dzięki autoterapii i autosugestii w stylu jogi radziłam sobie sama. Ktoś kiedyś próbował mnie "popsuć" lekami, a ja sztucznych hormonów w ogóle nie toleruję, byłabym już nieraz do zwózki. Stan zapalny i toksyczny utrzymuje się prawie 10 lat, na jednej nodze zresztą.

Stwierdziłam przy okazji, że byłam już u jakiegoś medyka w tym miejscu, więc tak droga skojarzeń... Ta pani czuła się niesłychanie poważnie w swojej rólce, jako ostoja społeczeństwa dosłownie.

Pomyślałam sobie tak, że chyba z 26 lat temu ostatni raz byłam u spowiedzi w kościółku, do którego zresztą nie należę, i był to czas kiedy traktowałam pewne sprawy poważniej. Miałam wtedy w miarę stałego chłopaka, którego, nie powiem, nie zdradzałam jakoś szczególnie bohemicznie.

Przepisanych leków na grzybicę nie wykupiłam. Za drogo wyszło prywatnie, a terminu w kolejce i tak miałabym na pół roku.

Kiedy trzeci raz zaczęła mi chrzanić o jakimś przesiewowym badaniu, powiedziałam "tak tak". Nie zapytała nawet czemu nie rejestruję się w NFZcie. Ja nie chce sobie przez to niczego sugerować, wolę dalej uprawiać sztukę duchową, a przez te lata byłam zdrowa jak rydz. Nie jak Rydzyk, rzecz jasna.

Nie "przyjęłam do wiadomości" jej papierzysk, ani jej nikłej wiedzy o pewnych sprawach. Kiedy wyszło na jaw, że brak mnie w systemie rejestracji i potraktowała to nagle bardzo poważnie i komputerowo, po prostu się obraziłam. Pomyślałam, że moja noga więcej u żadnego lekarza nie postanie, cokolwiek by nie zaszło.

Od tego mam swoich kumpli, i liczę na zmiany w systemie ochrony danych, bo to jest po prostu nieład społeczny. Oraz zmiany rządzących na kogoś normalnego.

"Nie wiem co pani jest" orzekła mądrze... sugerowana chyba przez moich przewodników duchowych, że czas skończyć tę farsę.

Zapomniała jednak podać adresu usługodawcy, musiała w końcu wkroczyć rejestratorka. Adresów firm zresztą nikt mi nie podał, a uraz do lekarzy nie powstał z mojej winy tylko ich. Lekarza i bioterapię traktowaliśmy zawsze prywatnie i klubowo, w swoim własnym gronie.

I tak już zostanie.

O szczepieniach nie wspomnę, na grypę chorowałam juz kiedyś. Niedobrze się stało, że jakiś podkupiony facet z WHO ma nad tym pieczę, bo niedobrze mi się robi na samą myśl, zwłaszcza że chorowałam na to i kotek też.


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia dziękuję 🙂 wzajemnie życzę spokojnych świąt, bez wizyt u lekarzy... chyba że jako znajomi, to co innego 😉

Niech się spełni, co sobie zaplanowałaś, i żeby wróżenie dawało natchnienie jak trzeba. Buziaki dla ciebie i dla reszty tu zebranych 🙂


Odpowiedz
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 399

@nina.1 dzięki, wracam tu chwilę bo właśnie spadł śnieg, mamy więc "White Christmas" jak sie mówi, punkt wyrównany 🙂

Zresztą... jak zwykle, musiało tak być.

Ja wczoraj świętowałam 23 grudnia, czyli najkrótszy dzień roku, trochę po germańsku, trochę słowiańsku, bo takie mamy, pogańsko-newage'owe podejście do kalendarza. Dzisiaj to właściwie data "narodzeniowa" nowego roku, chociaż Sylwester wypada już po całym tym rodzinnym jedzeniu, wspominkach i ludowych obrzędach... no i niestety teraz wchodzi też "kościołek", jak to bywa, wszystko pozamieniało się miejscami. Ale niewielu jest takich, którzy otwarcie odwracają ten porządek, reszta społecznosci po prostu udaje, bo czuje ten mus. Widać to dobrze po koleżankach wróżkach z podobnych forów.

Co do reinkarnacji, to pamiętam tylko tyle, że żyłam w tamtych czasach jako żołnierz rzymski, obserwator, patrycjusz. Ktoś tu wyżej pisał o swoich poprzednich wcieleniach, inna koleżanka też... każda idzie w swoją stronę, ja w trzecią.

Ogólnie ciekawe to wszystko. Znałam za to świetnie staroaramejski, co mi sie sprawdza do dziś. Takie wcielenie cynika i trochę filozofa, z imionami rzymskimi, nigdy chrześcijanina, raczej kogoś szukającego prawdy poza jakimkolwiek systemem.

Pozdrawiam 🙂


Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia fakt, pewnie dlatego właśnie robię się takim sezonowym introwertykiem. Najchętniej schowałabym się gdzieś głęboko w tych swoich wewnętrznych meandrach i pogrzebał tam chwilę spokojnie.

A tu obowiązki nie odpuszczają. Sylwester się sypie od środka, jeden plan goni drugi żeby paść, nic tylko się zakopać pod kołdrą i przeczekać... no i do tego mrozisko przycisnęło jak rzadko.

Co do reinkarnacji, to u mnie raczej tylko własne fantazje i sny, nic szczególnie budującego. Jak tu kiedyś pisałam, podejrzewam że miałam spory udział w różnych wojnach, ale raczej nie po tej chwalebnej stronie 🙂 staroaramejskiego nie ogarniam, choć kilka tęgich przekleństw to owszem, znam całkiem dobrze 😉 na szczęście przez świeta jakoś się powstrzymałam, bez większych afer, dzieciaki zadowolone.

a ta koleżanka co pisała wyżej, Cam, co u ciebie na pospolitym sylwestrze? bawisz sie jakoś, jakis wyłom od tego całego schematu?


Odpowiedz
Wpisy: 399
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

też tak to widzę, chyba mam podobnie... może bardziej wschodni umysł, a ciało zupełnie zachodnie 🙂 dlatego i ja wolę uspokoić oddech przez Hatha Jogę, tę Jogę Siły. Bo odkąd zaczęłam z nią regularnie pracować, przyszły do mnie nie tylko tarotowe i różne małe "oświecenia" ale i coś więcej, co trudno jednoznacznie nazwać.

To były kocio-ostatki, jak to mówię.

A Catha Yoga w pełnej okazałości to już zupełnie inna bajka. Po prostu ćwicząc asany, jeśli masz żółwika to nic nie szkodzi że myśli w pewnym momencie robią się lekkie jak pióro gołębia i wielkiej wrony, a może i mniejszych gawronów...

Pokaż Pani kto za użądleniem stoi, na pewno Szerszeń.

A Kitka ma w łapce całe gniazdo os, tyle że o tym jeszcze nie wie. Nie wie też, że w poprzedniej inkarnacji była lwem w cyrku... Pani myśli, że nie wiem co to za zwierz? Taki kot, tylko większy 🙂


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nina-1)
Połączone: 22 lata temu

Wpisy: 429

@cichaenergia no tak, z tym kotem to mądra decyzja 😉 u mnie w domu tez ktoś musiał zdecydować kto jest głową stada i na mnie padło heh. Widać nie wszyscy mamy to samo zwierze patrona, każdy coś innego.

Ta savasana to przynajmniej nie wymaga wstawania o świcie, żeby ja ćwiczyć... chociaz przy takim apetycie to może i szkoda że tylko savasana zostaje, bo jakieś energiczniejsze asany by sie przydały 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 399
Rozpoczynający temat
(@cichaenergia)
Połączone: 17 lat temu

sprawa wygląda tak powiem tak, savasana to savasana, a uttasana to uttasana i na zachodzie ta druga jest po prostu powszechnie znana jako pozycja rozciągająca, nikogo już nie dziwi 🙂

Mnie osobiście bardziej leżą szpagaty i praca ze sznurkami, to zresztą zostało mi z zajęć boksu chińskiego, a tego jest kilka odmian. Tylko że tu jest pewien problem, bo po piętnastym roku życia ogromna większość ludzi po prostu odpuszcza i żadnej gimnastyki nie chce im się tykać. Ci co ćwiczą dalej, to albo "dziwacy", albo zaraz ktoś ich wrzuca do jakiejś szufladki. Sportowcy, "odchylenia", cokolwiek. Mechanizm stary jak świat.

A najgorsze zaczyna się kiedy w grę wchodzi ciało w ogóle, nawet przez coś tak banalnego jak seks. Pamiętam że było to poruszane na różnych forach i dotyczyło dziecka, może siedmiolatka, naszprycowanego levodopą. Akurat ze względu na swoje doświadczenia, i jako lektor języków i jako ktoś kto spędził dzieciństwo trochę inaczej niż większość, musiałam powiedzieć wyraźne "nie". Rodzice byli przerażeni i wezwali... psychiatrę. Bo dziecko "zaczęło mówić coś innego", "przestało ją rozumieć". Dziecko z francuskiego liceum uczy się po prostu innych rzeczy niż mama zakłada. A inny koszmar, też z tego okresu: siedmiolatek dostaje diagnozę bo jakoś "dziwnie siada". Ktoś to nazywa przedłużonym orgazmem dziecięcym. Serio.

Sama byłam jeszcze na etapie kręcenia się na krześle, a wszyscy już wypisywali że zakochani w NK 😀 zresztą nie wszystko to była nieprawda, człowiek dojrzewa, staje się sprawniejszy, a to co rodzina uznaje za "normę" i tak regulują geny, pewne talenty wychodzą wcześnie, inne późno.

Osobna sprawa to dzieci w tym dziwnym wieku kiedy zaczynają dosłownie molestować wszystko co się rusza. Znajomi mieli wtedy psy, nas pilnował wilk pewnej koleżanki. I spróbuj wytłumaczyć rodzinie że kot który łapie dziecko za kark nie atakuje go, tylko po prostu tak właśnie koty przenoszą kociątka i się nimi "opiekują". Albo że grymasy których nauczyła się od mnie Rokkitka i zasosowała wobec jakiegoś malucha to nie był sygnał agresji.

Rodzic się zbuntował i swoje, że kot jest agresywny. A tymczasem myśmy wszyscy psychologię kotów, psów, koni i różnych żółwiopodobnych 😉 musieli ćwiczyć w grupie dosłownie na sobie, i to czasem boleśnie.

Pamiętam jak w tym czasie chłopcy po kryjomu mordowali ślimaki...

Istny Konieczko.


Odpowiedz
Udostępnij: