Moi drodzy, ja nie umiem interpretować snów, dlatego proszę Was o pomoc, gdyż wierze, że mój sen miał jakieś głębsze dno.
Otóż śniło mi się, że jestem w ciąży i właśnie rodzę... i nagle ta scena się urwała.
Kolejna scena: jestem w domu, patrze przez okno i widzę, że zbliża się zło.
Wygląda jak mała dziewczynka. Jest niskie, ma blond warkoczyki, różowa bluzeczkę i błękitne spodnie. Ale wiem, że to zło.
Zbliża się i jest już pod moimi drzwiami.
Myślę sobie: otulę ten dom światłością, to nic mi nie zrobi. Zrobiłam tarcze że światła.
Ale zło przenika przez te tarcze, zamienia się w dym i zaczyna przenikać przez wizjer w drzwiach.
Zasłoniłam wizjer, a ono zaczęło wnikać do domu pod drzwiami. Nie dałam rady już go zatrzymać.
Weszło i znów wygląda jak dziewczynka. Tylko oczy ma dzikie, źle.
Patrze na nie i mówię: skoro już jesteś, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko pokochać Cię. I tule to zło, i mówię mu: kocham Cię.
A zło zmienia wzrok i stwierdza, że skoro kocham je, to ono będzie mi służyć, że chce być dobre.
Ostatnia scena mojego snu jest taka, że ta dawniej złą dziewczynka opiekuje się moja rodzina.
Pokręcony sen, prawda? proszę Was o pomoc w rozwikłaniu zagadki jego znaczenia... Pozdrawiam.
