Dziś w nocy miałem sen, który mocno mnie poruszył... od razu po przebudzeniu wiedziałem że coś ważnego mi przekazał. Byłem w nim w mieszkaniu pewnej kobiety, w której jestem zakochany. Siedziałem spokojnie na fotelu i patrzyłem w telewizor, a na łóżku obok leżeli jej rodzice. W pewnym momencie odwróciłem się i zamiast rodziców zobaczyłem ją z jakimś mężczyzną. Zaczęli się całować, a mnie to wyraźnie zabolało, bo wprawdzie nic nas nie łączy formalnie (nie wyszło nam, nie byliśmy razem), ale byłem na nią zły. Powiedziałem jej co myślę, a ona kazała mi opuścić swój dom. No i wtedy się obudziłem.
Ciekawa rzecz jeszcze: ten mężczyzna przy niej był mi skądś znajomy, czułem to wyraźnie, ale nie mogłem sobie przypomnieć skąd go znam. Taka dziwna pewność bez konkretnego wspomnienia...
Prosiłbym o jakąś interpretację, bo sam nie umiem tego do końca odczytać.
