A czy ten oddech na początku to jest część rytuału, czy raczej przygotowanie do niego? Pytam, bo sama nie wiem, gdzie u mnie kończy się jedno, a zaczyna drugie. Mam wrażenie, że całe to "wchodzenie w rytuał" zajmuje mi tyle samo czasu co sam rytuał.
To co Monisia pisze o spięciu - ja to czuję bardzo wyraźnie. oj tam, Jak podchodzę do czegoś z nastawieniem "teraz muszę to dobrze zrobić, żeby zadziałało", to od razu włącza mi się ten mechanizm oceniania. I znowu wychodzi, że chcę się spodobać - tyle że sobie. Albo jakiemuś wyobrażeniu siebie, który "robi to poprawnie".
eh, czytam to i mam wrażenie, że ta rozmowa coraz bardziej wchodzi w psychologię niż w rytuały. I nie mówię tego jako zarzut - bo to ciekawe - ale mam pytanie: czy ktoś tutaj ma konkretny rytuał, który przepracowuje właśnie ten temat z rodzicami? Nie filozofię stojącą za tym, tylko coś co faktycznie robił lub robi?
Ja to znam, robiłam coś podobnego ale troche inaczej. Pisałam listy, których nigdy nie wysłałam - do mamy, do taty. Tylko że na końcu rytuału list szedł do ognia. I to jest dosłownie - paliłam go nad misą. Bo jak długo leży zapisany, to jakby problem dalej jest w szafce. Jak idzie z dymem, to czuję że coś zostało zamknięte. Nie rozwiązane, ale zamknięte. To różnica.
ojej no, to z paleniem listów mnie coś tknęło. ale mam odruch żeby zapytać - czy to nie jest ucieczka? piszesz, palisz i sprawa jakby "znika" - ale przecież problem nie znika razem z papierem 🙂
Myślę że Dezydery dotknął czegoś istotnego, ale Baska ma rację co do tego rozróżnienia. Problem polega chyba na tym, że ludzie oczekują że po rytualne coś się skończy i już nie boli. A rytuał nie działa jak wyłącznik. On bardziej zmienia to, jak stoisz wobec tematu, nie sam temat. Dlatego wiele osób po takich rzeczach mówi "coś się zmieniło, ale nie wiem co".
Bardzo dziękuję za tę rozmowę, naprawdę. Ja czytam od początku i jestem pod wrażeniem jak dużo tu konkretnych rzeczy padło. mam tylko jedno pytanie - czy ktoś wie czy te rytuały z ogniem, listami, krzesłem - da się je robić samodzielnie w domu, bez żadnych specjalnych przygotowań? Pytam bo nie mam dostępu do żadnej grupy ani niczego takiego.
Ja mam takie jedno pytanie które zawsze działa na start i które polecam w takich sytuacjach: "co we mnie szuka rozwiązania" 😀 Nie "co zrobili mi rodzice", nie "dlaczego tak reaguję", tylko właśnie to. Bo to nie jest ani za ogólne, ani nie zakłada winnego. I zazwyczaj coś z tego wychodzi.
Halny77, dzięki że wracasz do tego. Faktycznie trochę mnie poniosło w inne strony. trafia do mnie to co Baska pisze o pytaniu na wejście. Moje pytanie chyba brzmiałoby: skąd we mnie jest przekonanie, że bez ich zgody coś jest nie dość prawdziwe. bo to dokładnie to - jak coś osiągnę, to pierwsza myśl jest "a co oni by na to powiedzieli". I to nawet nie muszą być oni fizycznie - mam ich głos w głowie.
To co napisałeś o głosie w głowie to jest bardzo konkretna rzecz i myślę że warto ją nazwać, bo to zmienia podejście do rytuału 😉 To nie jest już "przepracowuję relację z rodzicami" - to jest praca z introjekcją, czyli zinternalizowanym głosem krytycznym. I to jest inny rytuał niż list do rodzica albo rozmowa z krzesłem. Pytanie jest: czy chcesz rozmawiać z tym głosem, czy raczej osłabić jego objętość?
Nie do końca. Rozmowa z głosem - to znaczy dawasz mu przestrzeń, pytasz skąd pochodzi, co chce ci powiedzieć. Czasem taki głos jest naprawdę stary i pochodzi z bardzo konkretnego momentu. Osłabianie objętości to inne działanie - bardziej symbolicznne odcinanie, tworzenie dystansu. Jedno nie wyklucza drugiego, ale zaczyna się inaczej. Które bardziej czujesz że potrzebujesz?
Ja miałam obie sytuacje. Raz rytuał odcęcia i po tym cisza - do dziś. Innym razem zrobiłam to samo i po kilku tygodniach głos wrócił ze zdwojoną siłą. Musałam wtedy wejść głębiej i faktycznie zapytać skąd pochodzi. I okazało się że to nie był głos rodzica, tylko mój własny, który tylko brzmiał jak on. To był dla mnie duży przełom, bo przez lata szukałam problemu na zewnątrz.
To jest chyba jedno z najtrudniejszych pytań w tym temacie i cieszę się że sam je zadajesz, bo wielu ludzi do tego nie dochodzi. I właśnie pod kątem rytuału - jak już wiesz że to pytanie jest otwarte, to możesz je wziąć ze sobą do rytuału. Zamiast z góry zakładać że pracujesz z rodzicami, możesz pracować z pytaniem "czyj to jest głos naprawdę". I pozwoliić że odpowiedź przyjdzie w trakcie albo po.
Monisia76 mam jedno zastrzeżenie do aktywnej imagiinacji w kontekście tego co Dezydery opisuje. Aktywna imaginacja przy dobrze zakorzenionej osobie jest świetna, ale przy kimś kto jest emocjonalnie blisko rany rodzicielskiej i nie ma dużego doświadczenia w tej pracy - może otworzyć za dużo naraz. Jung zresztą sam pisał że to nie jest technika dla każdego i bez przygotowania. nie mówię że Dezydery nie da rady, ale warot wiedzieć w co się wchodzi.
