Weszłam w ten temat trochę przypadkiem, ale zostałam. To co Dominik napisał o rytmie i utracie kontroli - ja mam dokładnie to samo i to jest dla mnie największa bariera. Próbowałam kiedyś prostej medytacji z przewodnikiem głosowym i w połowie musiałam wyjść, bo głos kogoś obcego prowadzący mnie przez coś tak wewnętrznego sprawiał że czułam się bardzo nieswojo. Czy to znaczy że potrzebuję czegoś bardziej samodzielnego, czy może odwrotnie - że powinnam zacząć od czegoś bardzo krótkiego z zewnętrzną strukturą?
to pytanie o analizowanie głosu podczas guided meditation jest dla mnie bardziej symptomatyczne niż problem techniczny. Bo skoro umysł od razu przeskakuje na meta-poziom i zaczyna oceniać ton letora, to może sama forma prowadzonej medytacji tutaj po prostu odpada - nie jako błąd, tylko jako niedopasowanie. Mam wrażenie że dla kogoś z takim rodzajem lęku lepiej działa coś gdzie nie ma żadnego zewnętrznego głosu do oceniania. Cisza albo neutralny dźwięk, np. timer, coś bez treści semantycznej.
Czytam ten wątek z timerem i głosem i myślę o czymś trochę innym. w badaniach nad terapią opartą na ekspozycji - tej stosowanej przy różnych fobiach - jest taki mechanizm że zbyt dużo kontroli nad seesją paradoksalnie ją wydłuża. Jeśli wiem że mogę wyjść, to część uwagi jest zawsze skierowana na drzwi. Nie wiem czy to przekłada się jeden do jednego na rytuał, ale jest coś w tym że lęk przed nicością może nasilać się właśnie wtedy kiedy mamy plan ucieczki gotowy z góry.
To co Klimcia napisała brzmi dla mnie bardzo znajomo i szczerze - sam długo tak funkcjonowałem. Każda sesja była bezpiecza bo krótka i z wyjściem zaplanowanym. no dobra, I nic się nie zmieniało, bo w sumie nigdy nie dotknąłem tego co chciałem przepracować. Nie wiem co to zmienia praktycznie, bo nie mam gotowej odpowiedzi, ale może samo zauważenie tej struktury jest już jakimś krokiem.
Wrócę do tej sprawy struktury rytuału bo wydaje mi się że tam jest coś do wyciągnięcia 🙂 W tradycjach szamańskich wejście w przestrzeń granicy - a nicość można tak opisać - zawsze było poprzedzone nie tyle planem ucieczki co czymś co antropolodzy nazywają "liminalnością". To jest stan między, gdzie normalny porządek jest celowo zawieszony. Problem z naszymi współczesnymi praktykami jest taki że próbujemy robić liminalność z zachowanym porządkiem bezpieczeństwa. Może te dwie rzeczy rzeczywiście się wzajemnie wykluczają.
