Mnie ten watek z izolacją bardzo dotknął. Bo ja nie tylko skrylam praktykę przed otoczeniem ale zaczęłam się też wstydzic - i to jest coś o czym nie mówiłam. W poprzednim miejscu mialam jaakies poczucie normalnosci tego, nawet jesli nie rozmawialma o tym z każdym. tutaj to poczucie zniknęło i razem z nim zniknęo cos z pewnosci siebie w tym co robie. Nie wiem czy to ma sens jako zjawisko czy tylko moje.
Dobra, ale czy to nie jest trochę za psychologiczne? Mówicie o wstydzie, o kontekscie o poczuciu normalności - a gdzie jest sama praktyka? Rytuał albo działa albo nie niezależnie od tego czy ktoś w okolicy rozumie co robisz. Wydaje mi się że za dużo skupiamy się na otoczeniu a nie na samej pracy.
Mam wrazenie że Dzikitaurus mowi o skutecznosci, a Rena07 o czymś innym - o tym co rytuał robi z czlowiekiem nie tylko co człowiek robi przeez rytual. i te dwa pytania to naprawdę dwa różne tematy. Czy to jest ta roznica którą masz na myśli, Rena? 😉
Ja mam inne pytanie do tego co Nikoletta pisała. Mówisz że zniknęło poczucie pewności siebie. czy to się odbiło też na tym jak przeprowadzasz rytuały - na koncentracji na tym czy w ogóle je kończysz? Bo mnie się raz zdarzyło że zaczalem ryuał i gdzies w połowie mialem takie poczucie że robię coś żenujacego i po prostu prestałem 😉 I do tej pory nie wiem co z tym zrobic.
To co Bogumil i Nikoletta opisują - ten wewnętrzny głos przerywający w połowie - to jest coś co widzę też przy pracy z kartami u osób które zmieniły środowisko. Jakby część umysłu zaczęła grać rolę zewnętrznego krytyka, którego wcześniej nie było. Pytanie jest takie: czy ten głos był tam zawsze i środowisko go tłumiło czy pojawił się nowy? Bo to by sugerowało dwa zupełnie różne podejścia do pracy z nim.
Mnie ta metafora buforu bardzo duzo mówi. I zastanawiam się czy sposób na odbudowanie tego buforu musi być spoleczny - czyli znaleźć środowisko - czy można go zbudować inaczej. Bo ja przez dlugi czas szukałam wspólnoty i nie znajdowałam, i w koncu zaczęłam szukać czegos innego. Nie wiem jeszcze jak to nazwać ale chodzi o takie wewnetrzne zakotwiczenie które nie zależy od tego co mysla inni.
Ten wtek z buforem i wewnętrznym zakotwiczeniem trafia w coś co sam przeżyłem. Dla mne przełom był kiedy pżestałem szukac potwieerdzenia na zewnątrz i zacząłem traktowac sam rytuał jako powód dla siebie. Brzmi moze banalnie, ale konkretnie oznaczało to że skupiłem się na tym co robie podczas rytualu, a nie na tym co to \"powinno\" znaczyć w oczach innych. I to zmienilo tez relacje z nowym miejscem - stałem sie mniej wyczulony na to czy miejsce mnie akceptuje.
Zerkam na tę rozmowę i mam pytanie ktore mże byc naiwne, ale czy ktoś probowal po prostu rozmawiać z kimś z nowego miejsca o tych rzeczach? Mam na mysli - nie szukac wspolnoty ezoterycznej, tylko po prostu zacząć rozmowę z kimś lokalnym o tym jak oni rozumieja swoje miejsce, swoje tradycje? Zastanawiam się czy to mogloby byc droga do zakorzenienia bez wchodzenia w cudze rytuały.
