Zaczęłam się nad tym zastanawiać po tym, jak lekarz powiedział mi, że mój ból jest "przewlekły i prawdopodobnie na stałe". Brzmi jak wyrok. I wtedy zaczęłam myśleć - jak w ogóle robić jakiekolwiek rytuały, skoro nie jestem w stanie stać przez 20 minut, palić kadzidła nie mogę bo mam astmę, a wieczorne kąpiele oczyszczające kończą się tym, że ledwo wychodzę z wanny. Jak wy to rozwiązujecie? Szczególnie chodzi mi o tę symbolikę wody - bo bez kąpieli rytuałów czuję, że coś mi umyka, ale z kąpielą fizycznie nie zawsze daję radę.
To jest temat, który mnie dotyczy od kilku lat. Mam rwę kulszową, która potrafi wyłączyć mnie na tygodnie. I wiesz co - przez długi czas miałem poczucie winy, że "robię źle", bo nie wykonuję rytuałów tak jak powinienem. Jakiś czas temu przestałem się tym zadręczać. Symbolika wody nie musi oznaczać zanurzenia całego ciała. W różnych tradycjach - choćby w wielu nurtach hinduistycznych - sama obecność wody przy rytuale, dotknięcie jej czubkami palców albo spryskanie twarzy, jest pełnoprawną formą oczyszczenia. Nie mniej wartościową.
Dodam do tego, bo mnie ten wątek z wodą też interesuje. W praktykach wedyjskich jest coś takiego jak achamana - trzykrotne wypicie małej ilości wody z dłoni przed rytuałem lub modlitwą. To nie jest substytut kąpieli, to jest osobna, kompletna praktyka oczyszczająca. I te trzy łyki mają konkretne znaczenie - oczyszczenie mowy, umysłu i działania. Nie chodzi o ilość wody, tylko o intencję i świadomość. Przy bólu przewlekłym to jest bardzo praktyczne podejście, bo angażuje minimalnie ciało, a maksymalnie uwagę.
Ja mam fibromialgię od siedmiu lat i mogę powiedzieć że to jest ciągłe negocjowanie ze sobą. Dobry dzień - próbuję więcej, zły dzień - robię minimum albo nic. Ale właśnie dlatego woda w domu stała sie dla mnie ważna w innym sensie. Nie jako rytuał kąpielowy, ale jako stały punkt. Mam miseczkę z wodą na parapecie, zmieniam ją codziennie, i ten jeden gest - wylanie starej, nalanie świeżej - stał się czymś. Nie umiem tego dobrze wytłumaczyć. Jakby to były małe drzwi które otwieram.
Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale ta woda w miseczce - czy ona musi być jakaś specjalna? Źródlana, święcona, z konkretnego miejsca? Bo czytałam różne rzeczy i nie wiem co jest ważne a co to tylko marketingowe gadanie.
żeby być szczera - trochę sama to skleiłam, trochę wyszło ze czytania o japońskich rytuałach domowych, trochę z rozmowy z kimś kto praktykuje Ifę. Ale masz rację, że to rozróżnienie jest ważne. Dla mnie osobiście to nie ma znaczenia czy mam "czyste źródło", bo i tak dostosowuję do siebie. Natomiast kiedy wiem, że podobny gest istniał gdzie indziej, to czuję się mniej jakbym go wymyśliła z powietrza. To jest ta różnica.
Trochę z boku patrzę na tę rozmowę, bo na co dzień bardziej kręcą mnie zjawiska, ale to co mówicie o wodzie w domu - czy to nie jest trochę podobne do tego, że w różnych kulturach woda była granicą między światami? Rzeki, studnie jako miejsca kontaktu. Zastanawiam się czy ta miseczka to nie jest właśnie taki mikro-punkt graniczny w domu. Ale może się mylę i to naciągane.
Interesujący wątek. Mam pytanie bo trochę mnie zgubiliście - czy te rytuały z wodą są przeznaczone dla konkretnych celów, czy bardziej chodzi o ogólne "przestrojenie się"? Bo przez pół rozmowy mam wrażenie że jedno a przez drugą połowę że drugie.
Czytam tę rozmowę od początku i mam takie wrażenie że mówicie o czymś co jest bardzo blisko codzienności - ta miseczka, ten jeden łyk wody, ten gest przy zmianie. Zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta część rytuału której nam brakuje na co dzień. Nie tych wielkich, zaplanowanych, ale tych małych punktów orientacyjnych w ciągu dnia.
Lokalizacja jest ważna, ale nie w sensie że istnieje jedna słuszna odpowiedź. W tradycji shinto tokonoma - to taka nisza w japońskim domu - była miejscem na przedmioty sakralne. Logika jest prosta: wyznaczasz jedno miejsce jako inne niż reszta, i przez sam fakt wyznaczenia ono się staje inne. To nie magia w sensie nadprzyrodzoności, to mechanizm percepcji. Twój mózg zaczyna traktować to miejsce inaczej bo ty zdecydowałeś że jest inne.
Mogę tu dodać coś od siebie? Przez lata miałam problem ze złym dniem i rytuałem - czułam że nie mogę zacząć dopóki się nie wykąpię, ale z chronicznym bólem kąpiel czasem po prostu odpada. I kiedy po raz pierwszy wymieniłam wodę w miseczce zamiast wejść pod prysznic, spodziewałam się że będzie mi coś umykać. Ale nie umykało. Coś się przestawiło. Czy to psychologia, czy coś innego - nie wiem. Ale różnica była realna.
a ten moment gdy coś się przestawiło - czy to było od razu, czy po kilku razach? Bo boję się że spróbuję raz i nic nie poczuję i porzucę.
Mam pytanko trochę z boku - czy ta cała rozmowa dotyczy tylko wody stojącej w naczyniach czy też np. mycie rąk jako rytuał? Bo mi to by bardziej pasowało - mam artretyzm i miseczka z wodą to nie problem, ale coś aktywnego.
To jest dobre pytanie i nie jestem pewna czy mam jedną odpowiedź. Dla mnie tym gestem który nie jest "mniej" tylko inaczej jest oddech z intencją - skupiony, celowy. Nie medytacja godzinna, tylko kilka oddechów przed tym co mam zrobić. To nie jest substytut, to jest osobna ścieżka do tego samego miejsca. Ale wiem że dla niektórych brzmi zbyt abstrakcyjnie.
to akurat nie brzmi abstrakcyjnie jeśli ktoś trochę pracował z oddechem. W pranajamie jest pojęcie pratyahara - cofnięcie zmysłów do środka. To można robić siedząc, leżąc, w dowolnym stanie ciała. Nie wymaga wody, świec, żadnych przedmiotów. Tylko uwagi.
Wracam do tej miseczki z wodą bo coś mi nie daje spokoju. Mówiliście o regularności, o jednym geście który zostaje nawet w zły dzień. Ale co z intencją - czy jeśli zmieniasz wodę mechanicznie bo tak trzeba, bez skupienia, bo jesteś zmęczony i boli, to ten gest nadal coś znaczy? Czy to nie jest wtedy po prostu mycie miseczki?
To zależy od dnia, szczerze. Czasem działa od pierwszego razu, a czasem muszę powtórzyć kilka razy zanim coś "zaskoczy". Myślę że pytanie Czarka o intencję jest kluczowe - bo ja też miałam okresy gdy robiłam to automatycznie i nic. Ale z drugiej strony - czy zmęczony gest bez skupienia jest gorszy od braku gestu w ogóle? Nie wiem. Może sam fakt że wstajesz i idziesz wymienić tę wodę mimo bólu jest jakąś formą intencji, tylko inaczej wyrażoną.
Dobra, rozumiem ten argument z "inna forma intencji". Tylko nie do końca mnie przekonuje. Bo można by tak powiedzieć o wszystkim - każde działanie można retroaktywnie nazwać intencją. Gdzie jest granica między rytuałem a przyzwyczajeniem?
