Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób, k...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób, które boją się przyszłości - lęk i niepewność

Strona 2 / 2

Wpisy: 684
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Lena, za każdym razem kiedy czujesz że tego potrzebujesz. Rytuał nocny traci sens jeśli go wykonujesz z obowiązku gdy jesteś spokojna - on ma być odpowiedzią na konkretny stan, nie harmonogramem.


Odpowiedz
Wpisy: 919
Rozpoczynający temat
(@lena_77)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, czyli mam już jakiś zarys - świeca albo lampka, kilka zdań szeptem, zeszyt. Ale mam jeszcze jeden problem który jakoś przeskakujemy. Mówiłam o lęku bez konkretnej treści, ale jest też drugi rodzaj, który mam w dzień - to lęk jak najbardziej konkretny, o pracę, o pieniądze, o to co będzie za rok. I tam zapisywanie nic nie daje, bo jak zapisuję "boję się że stracę pracę", to zamiast tego oddzielić, to jakby to wzmacniam. Czy to jest kwestia tehniki, czy po prostu to nie jest właściwe podejście do tego rodzaju lęku?


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest ważne rozróżnienie które zrobiłaś. Lęk beztreściowy i lęk konkretny to zupełnie inne stany i rzeczywiście nie odpowiadają na to samo. Przy konkretnym lęku zapisywanie samego problemu rzeczywiście może go zakotwiczyć zamiast oddzielać. Ciekawe jest to co mówisz o wzmacnianiu - masz wrazenie że słowo pisane przykleja do problemu, tak?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lena_77)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 919

@Celestyn tak, dokładnie tak to czuję. oj tam, jakby formułując to zdanie czyniłam to bardziej realnym, a nie mniej.


Odpowiedz
(@diablica_71)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 152

@Celestyn To co opisujesz ma nawet swoją nazwę w psychologii poznawczej - "thought-action fusion", czyli mylenie myśli z czynem. Ale z perspektywy rytualnej to też ciekawe, bo różne tradycje mają na to różne podejście. Jedne mówią żeby pisać problem, inne żeby pisać rozwiązanie albo stan który chcesz osiągnąć. Celestyn, jak to jest w podejściach które znasz - co się zapisuje, problem czy odpowiedź na problem?


Odpowiedz
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Diablica_71 w praktykach które znam, przy konkretnym lęku zapisuje się najczęściej nie problem i nie rozwiązanie, tylko intencję - co chcesz żeby zaistniało, nie to czego się boisz. Ale jest też coś innego, co może pomóc Lenie bardziej niż zapisywanie - rytuał zamknięcia. Konkretna godzina, konkretny gest, po którym sprawa jest symbolicznie odłożona do jutra. Nie rozwiązana, tylko odłożona.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@wawrzek94)
Połączone: 2 lata temu

Rytuał zamknięcia to coś czego mi brakowało przez długi czas. prowadziłem notatki z problemami i wracałem do nich wieczorami, co było bez sensu, bo nakręcałem się zamiast kończyć dzień. w końcu zacząłem dosłownie zamykać zeszyt z jednym prostym zdaniem mówionym na głos, coś w stylu "to zostaje tu do jutra". śmiesznie proste ale robiło różnicę. Nie wiem czy to rytuał w jakimś głębszym sensie, ale działało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Wawrzek94 a jak długo zanim zaczęło działać? Pytam bo Lena mówiła że lęk konkretny jest u niej dzienny i wyobrażam sobie że pierwsze próby zamknięcia czegoś czego się naprawdę boisz mogą być po prostu nieskuteczne, bo głowa nie respektuje gestu.


Odpowiedz
(@wawrzek94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 209

@Hortensja_D szczerze? kilka tygodni zanim poczułem że to naprawdę coś zmienia. Pierwsze próby były trochę teatralne i sam siebie nie przekonywałem. Ale po jakimś czasie zaczęło działać właśnie dlatego że robiłem to konsekwentnie nie dlatego że w to wierzyłem od początku.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Wawrzek opisuje pasuje do tego jak działają rytuały graniczne w starszych tradycjach - nie chodzi o przekonanie w momencie wykonania, chodzi o powtarzalność która z czasem buduje skojarzenie. Ciało uczy się że ten gest znaczy koniec. o matko, to trochę jak psy Pawłowa, tylko że w dużo bardziej złożonym kontekście.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dobrusia_60)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 281

@Froen czyli wynika z tego że efekt jest wtórny wobec samej praktyki - im częściej to robisz, tym mocniejsze skojarzenie, niezależnie od tego czy rozumiesz dlaczego to miałoby działać? Mam wrażenie że to trochę podważa cały dyskurs o "świadomej intencji" który się tu przewijał wcześniej.


Odpowiedz
(@judytka04)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 232

@Dobrusia_60 nie podważa, uzupełnia. Intencja jest ważna żeby w ogóle zacząć i żeby nadać kierunek 🙂 Ale mechanizm utrwalania jest warunkowy - powtarzalność. To dwie różne warstwy tego samego procesu. Jedna bez drugiej działa gorzej.


Odpowiedz
Wpisy: 189
(@albitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Czytam to i mam pytanie które może być głupie - czy rytuał zamknięcia musi być w tej samej porze każdego dnia, żeby działał? Bo moje wieczory są totalnie nieprzewidywalne, raz kończę sprawy o osiemnastej, raz o północy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Albitka pora nie musi być stała, ale gest tak. ciało przywiązuje skojarzenie do sekwencji czynności, nie do godziny. Możesz to robić kiedy skończysz - ważne żeby zawsze wyglądało tak samo. Te same słowa, ten sam ruch, ten sam przedmiot jeśli go używasz.


Odpowiedz
Wpisy: 228
(@krwawnik)
Połączone: 1 rok temu

A co z sytuacjami gdzie problem nie jest zamknięty, bo naaprawdę wymaga działania jutro rano? Pytam bo mam wrażenie że przy lęku o coś konkretnego rytuał zamknięcia mógłby być trochę jak zaklejanie dziury w rurze - chwilowo cisza, ale problem zostaje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Krwawnik to uczciwe zastrzeżenie. Rytuał zamknięcia nie usuwa problemu, tylko reguluje kiedy nim pracujesz. Jeśli jutro rano naprawdę coś trzeba zrobić, warto to zapisać osobno, jedenn konkretny krok, i właśnie to zamknąć gestem - nie problem, tylko swoje działanie wobec niego 🙁


Odpowiedz
Wpisy: 919
Rozpoczynający temat
(@lena_77)
Połączone: 1 rok temu

To ma sens. Zapisać krok, nie strach. Próbowałam kiedyś list do strachu pisać, takie trochę konfrontacyjne, i skończyłam z płaczem o drugiej w nocy, więc wiem że nie każda technika pisarska mi odpowiada. Ale "jeden konkretny krok do zrobienia jutro" to coś co mogłabym zamknąć i puścić.


Odpowiedz
Wpisy: 222
(@rozmaryn)
Połączone: 2 lata temu

To co Lena mówi o liście do strachu - to zależy bardzo od tego w jakiej fazie lęku jesteś kiedy go piszesz. Konfrontacja ze strachem wprost działa kiedy jesteś w stanie obserwatora, a nie w środku epizodu. Pisanie do strachu podczas lęku to jak wchodzenie do ognia z wiadrem benzyny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Rozmaryn to jak rozpoznać kiedy jest ten stan obserwatora? Mam wrażenie że w trakcie lęku człowiek nie ma wglądu w to czy jest w środku, czy obok.


Odpowiedz
(@rozmaryn)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Hortensja_D właśnie. Dlatego konfrontacja pisemna najlepiej działa w środku dnia, na spokojnie, kiedy problem jest obecny ale nie dominuje. Nie wieczorem, nie w nocy, nie zaraz po budzeniu. To są pory kiedy kortyzol robi swoje i nic konstruktywnego z tego nie wyniknie.


Odpowiedz
Wpisy: 152
(@diablica_71)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do Leny i jej pytania z początku - o odzyskanie kontroli. Czytając tę całą rozmowę zaczynam myśleć że rytuały w kontekście lęku o przyszłość nie działają na poziomie "zmieniam przyszłość", tylko na poziomie "zmieniam swój stosunek do niepewności". To nie to samo co kontrola, ale może być lepsze niż iluzja kontroli. Tylko nie wiem czy Lenie to wystarczy, bo ona mówiła o czymś bardzo konkretnym - bólu niepewności. Czy to rzeczywiście da się przepracować rytualnie, czy tu potrzeba czegoś więcej?


Odpowiedz
Wpisy: 919
Rozpoczynający temat
(@lena_77)
Połączone: 1 rok temu

To co Diablica napisała na końcu chyba najlepiej podsumowuje to co czuję od początku tej rozmowy - że ja nieświadomie szukałam rytuału który mi zagwarantuje że przyszłość się ułoży, a nie czegoś co mi pomoże żyć z tym że się nie wiem jak się ułoży. To są zupełnie różne rzeczy i trochę głupio że dopiero teraz to widzę.


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@dobrusia_60)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale Lena czy to jest w ogóle możliwe żeby rytuał nauczył kogoś tolerancji niepewności jeśli ta niepewność jest naprawdę poważna? Bo jedno to drobny lęk przed tym co będzie, a drugie to sytuacja gdzie naprawdę coś wisi w powietrzu i nie wiadomo jak spadnie. Mam wrażenie że w tej rozmowie trochę mieszamy te dwa poziomy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@judytka04)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 232

@Dobrusia_60 to ważne rozróżnienie. Myślę że mechanizm jest ten sam, ale intensywność pracy jest inna. Przy dużym, realnym problemie rytuał nie zastąpi działania - może co najwyżej pomóc utrzymać stabilność żeby to działanie w ogóle było możliwe. Ale przy mniejszym, przewlekłym lęku "tłowym" może działać głębiej, bo nie ma tak silnego bodźca który go ciągle podtrzymuje.


Odpowiedz
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Judytka04 czyli de facto przy poważnej niepewności rytuał to bardziej element zarządzania sobą niż coś transformacyjnego? Tzn. nie zmienia stosunku do niepewności, tylko daje chwilową stabilność żeby jakoś funkcjonować?


Odpowiedz
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Hortensja_D nie powiedziałbym że tylko tyle 😉 Regularność rytuału przy dużym stresie może stopniowo zmieniać sposób w jaki układ nerwowy traktuje zagrożenie - nie raz, nie od razu, ale po czasie. To nie jest sprawa jednej sesji. Problem polega na tym że przy poważnym kryzysie ludzie zazwyczaj nie są w stanie utrzymać regularności, bo wszystko się wali i rytuał odpada jako pierwszy.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@wawrzek94)
Połączone: 2 lata temu

To ostatnie Celestyna to jest coś co mi się przydarzyło naprawdę. jak miałem poważny zawodowy kryzys, doslownie przestałem robić wszystko co wcześniej robiłem regularnie - nie tylko rytuały, ale w ogóle jakiekolwiek nawyki. i o dziwo wtedy najbardziej bym tego potrzebował. Nie ma prostej odpowiedzi jak to obejść.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rozmaryn)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Wawrzek94 mam podobne doświadczenie. Zauważyłam że w najtrudniejszych momentach zostaje mi tylko to co jest absolutnie minimalne i nie wymaga żadnego przygotowania. Nie świece nie zeszyty, nie konkretna pora - tylko jeden gest. Dosłownie jedno zdanie powiedziane głośno albo jedno krótkie skupienie. Jakby kryzys redukował wszystko do esencji i okazywało się że właśnie ta esencja wystarczy.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Rozmaryn To co opisuje ma odbicie w tym jak różne tradycje konstruowały rytuały kryzysowe - były prostsze, nie bardziej rozbudowane. W momentach naprawdę granicznych obrzędy były zazwyczaj skrócone do kilku gestów, bo wiedza praktyczna mówiła że człowiek w silnym stresie i tak nie utrzyma uwagi na czymś złożżonym. Uproszczenie nie było zubożeniem, było dostosowaniem.


Odpowiedz
(@lena_77)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 919

@Froen to mnie trochę uspokaja, bo miałam poczucie że jak nie mogę zrobić "pełnego" rytuału to nie ma sensu robić nic. A teraz myślę że może właśnie w tej chwili kiedy wszystko jest niepewne, jedno proste zdanie powiedziane zanim zasnę wystarczy. Nie wiem czy to dobre podejście ale coś w tym jest.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: