Lena, za każdym razem kiedy czujesz że tego potrzebujesz. Rytuał nocny traci sens jeśli go wykonujesz z obowiązku gdy jesteś spokojna - on ma być odpowiedzią na konkretny stan, nie harmonogramem.
Dobra, czyli mam już jakiś zarys - świeca albo lampka, kilka zdań szeptem, zeszyt. Ale mam jeszcze jeden problem który jakoś przeskakujemy. Mówiłam o lęku bez konkretnej treści, ale jest też drugi rodzaj, który mam w dzień - to lęk jak najbardziej konkretny, o pracę, o pieniądze, o to co będzie za rok. I tam zapisywanie nic nie daje, bo jak zapisuję "boję się że stracę pracę", to zamiast tego oddzielić, to jakby to wzmacniam. Czy to jest kwestia tehniki, czy po prostu to nie jest właściwe podejście do tego rodzaju lęku?
To jest ważne rozróżnienie które zrobiłaś. Lęk beztreściowy i lęk konkretny to zupełnie inne stany i rzeczywiście nie odpowiadają na to samo. Przy konkretnym lęku zapisywanie samego problemu rzeczywiście może go zakotwiczyć zamiast oddzielać. Ciekawe jest to co mówisz o wzmacnianiu - masz wrazenie że słowo pisane przykleja do problemu, tak?
Rytuał zamknięcia to coś czego mi brakowało przez długi czas. prowadziłem notatki z problemami i wracałem do nich wieczorami, co było bez sensu, bo nakręcałem się zamiast kończyć dzień. w końcu zacząłem dosłownie zamykać zeszyt z jednym prostym zdaniem mówionym na głos, coś w stylu "to zostaje tu do jutra". śmiesznie proste ale robiło różnicę. Nie wiem czy to rytuał w jakimś głębszym sensie, ale działało.
To co Wawrzek opisuje pasuje do tego jak działają rytuały graniczne w starszych tradycjach - nie chodzi o przekonanie w momencie wykonania, chodzi o powtarzalność która z czasem buduje skojarzenie. Ciało uczy się że ten gest znaczy koniec. o matko, to trochę jak psy Pawłowa, tylko że w dużo bardziej złożonym kontekście.
Czytam to i mam pytanie które może być głupie - czy rytuał zamknięcia musi być w tej samej porze każdego dnia, żeby działał? Bo moje wieczory są totalnie nieprzewidywalne, raz kończę sprawy o osiemnastej, raz o północy.
A co z sytuacjami gdzie problem nie jest zamknięty, bo naaprawdę wymaga działania jutro rano? Pytam bo mam wrażenie że przy lęku o coś konkretnego rytuał zamknięcia mógłby być trochę jak zaklejanie dziury w rurze - chwilowo cisza, ale problem zostaje.
To ma sens. Zapisać krok, nie strach. Próbowałam kiedyś list do strachu pisać, takie trochę konfrontacyjne, i skończyłam z płaczem o drugiej w nocy, więc wiem że nie każda technika pisarska mi odpowiada. Ale "jeden konkretny krok do zrobienia jutro" to coś co mogłabym zamknąć i puścić.
To co Lena mówi o liście do strachu - to zależy bardzo od tego w jakiej fazie lęku jesteś kiedy go piszesz. Konfrontacja ze strachem wprost działa kiedy jesteś w stanie obserwatora, a nie w środku epizodu. Pisanie do strachu podczas lęku to jak wchodzenie do ognia z wiadrem benzyny.
Wracając do Leny i jej pytania z początku - o odzyskanie kontroli. Czytając tę całą rozmowę zaczynam myśleć że rytuały w kontekście lęku o przyszłość nie działają na poziomie "zmieniam przyszłość", tylko na poziomie "zmieniam swój stosunek do niepewności". To nie to samo co kontrola, ale może być lepsze niż iluzja kontroli. Tylko nie wiem czy Lenie to wystarczy, bo ona mówiła o czymś bardzo konkretnym - bólu niepewności. Czy to rzeczywiście da się przepracować rytualnie, czy tu potrzeba czegoś więcej?
To co Diablica napisała na końcu chyba najlepiej podsumowuje to co czuję od początku tej rozmowy - że ja nieświadomie szukałam rytuału który mi zagwarantuje że przyszłość się ułoży, a nie czegoś co mi pomoże żyć z tym że się nie wiem jak się ułoży. To są zupełnie różne rzeczy i trochę głupio że dopiero teraz to widzę.
Ale Lena czy to jest w ogóle możliwe żeby rytuał nauczył kogoś tolerancji niepewności jeśli ta niepewność jest naprawdę poważna? Bo jedno to drobny lęk przed tym co będzie, a drugie to sytuacja gdzie naprawdę coś wisi w powietrzu i nie wiadomo jak spadnie. Mam wrażenie że w tej rozmowie trochę mieszamy te dwa poziomy.
To ostatnie Celestyna to jest coś co mi się przydarzyło naprawdę. jak miałem poważny zawodowy kryzys, doslownie przestałem robić wszystko co wcześniej robiłem regularnie - nie tylko rytuały, ale w ogóle jakiekolwiek nawyki. i o dziwo wtedy najbardziej bym tego potrzebował. Nie ma prostej odpowiedzi jak to obejść.
