To rozróżnienie, które Nekromanta.ka wprowadza, jest moim zdaniem kluczowe dla całej tej rozmowy. w tradycjach kontemplacyjnych mówi się o dwóch rodzajach pracy: via positiva i via negativa, upraszczając trochę. Jedna polega na budowaniu, dodawaniu, aktywnym kształtowaniu przestrzeni wewnętrznej. Druga na opróżnianiu, przyjmowaniu, byciu ze stanem takim jaki jest. Wieczór naturalnie ciągnie ku tej drugiej, bo energia spada. Ale nie każdy jest gotowy na via negativa bez wcześniejszej pracy. Irenka.1 ma rację, że to może być sprawa etapu.
To pisanie, o którym mówi Pustelnik, to jest coś, co sama robię od dłuższego czasu i mogę powiedzieć, że naprawdę zmienia perspektywę. Ale chciałam dodać do pytania Morion o porę coś, o czym nikt jeszcze nie wspomniał. Wczesny ranek, zaraz po przebudzeniu, też jest momentem, gdy granica między tym co wewnętrzne a zewnętrzne jest cienka. I o dziwo praca z samotnością rano, zanim wejdziesz w dzień, może być łatwiejsza niż wieczorem, bo nie jesteś jeszcze zmęczona.
Dodam coś do tej rozmowy o ucieczce versus kontakcie, bo mi przyszło do głowy coś z tradycji tybetańskiej. Tam jest pojęcie tonglen, które jest praktyką odwróconą do tego, co intuicyjnie robimy. Zamiast oddychać spokój i wydychać ból, robisz odwrotnie, wdychasz cierpienie, swoje i innych, a wydychasz ulga. Na początku to brzmi absurdalnie, ale chodzi właśnie o to, żeby nie omijać bólu, tylko przez niego przejść świadomie. Nie wiem, czy to jest dla każdego, ale w kontekście wieczornej samotności, zamiast próbować poczuć się lepiej, można spróbować poczuć to w pełni i zobaczyć co się dzieje.
To co mówi Irenka ma sens, bo jeśli chodzi o praktyki mówi się o tym jako o trzymaniu formy zamiast treści. Kiedy umysł jest przytłoczony, nie dasz mu kolejnej decyzji do podjęcia. Dajesz mu ścieżkę. labirynt jest fizyczną ścieżką, mantra jest dźwiękową ścieżką, ale zasada jest ta sama: nie pytasz co teraz, bo forma już odpowiedziała. Pytanie do Henryka02: to twoje chodzenie było gdzieś konkretnym, po tym samym śladzie, czy losowo?
Szczerze, to był chaos 🙂 Chodziłam gdzie oczy poniosą, bez trasy. Ale teraz jak to czytam, to myślę, że może właśnie dlatego to nie całkowicie działało, bo po pewnym czasie zaczynałam podejmować decyzje, gdzie iść dalej, i to mnei wyrywało z tego stanu. Może gdyby trasa była ustalona z góry, to byłoby inaczej.
