Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób ci...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób cierpiących z samotności - praktyki dla siebie

Strona 2 / 2

Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

To rozróżnienie, które Nekromanta.ka wprowadza, jest moim zdaniem kluczowe dla całej tej rozmowy. w tradycjach kontemplacyjnych mówi się o dwóch rodzajach pracy: via positiva i via negativa, upraszczając trochę. Jedna polega na budowaniu, dodawaniu, aktywnym kształtowaniu przestrzeni wewnętrznej. Druga na opróżnianiu, przyjmowaniu, byciu ze stanem takim jaki jest. Wieczór naturalnie ciągnie ku tej drugiej, bo energia spada. Ale nie każdy jest gotowy na via negativa bez wcześniejszej pracy. Irenka.1 ma rację, że to może być sprawa etapu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@teodorka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 180

@Pustelnik Powiedz więcej o tej via positiva w kontekście wieczoru. Bo jak mam rozumieć "aktywne kształtowanie przestrzeni wewnętrznej" w praktyce? Jakiś konkretny przykład jak to wygląda wieczorem, gdy jest się samemu i jest ciężko?


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Teodorka Na przykład pisanie. Nie dziennik w stylu "co dzisiaj robiłam", tylko pisanie intencyjne. Siadasz i piszesz odpowiedź na jedno pytanie, które sobie zadajesz. Może być cokolwiek, coś w stylu: czego dzisiaj doświadczyłam i co z tego zostaje? Albo: co jest teraz we mnie żywe? Nie szukasz odpowiedzi, która ma dobrze wyglądać. Piszesz to, co wychodzi. To jest aktywne, bo wymaga skupienia i kierowania uwagi, ale nie ucieka od sttanu, w którym jesteś.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

To pisanie, o którym mówi Pustelnik, to jest coś, co sama robię od dłuższego czasu i mogę powiedzieć, że naprawdę zmienia perspektywę. Ale chciałam dodać do pytania Morion o porę coś, o czym nikt jeszcze nie wspomniał. Wczesny ranek, zaraz po przebudzeniu, też jest momentem, gdy granica między tym co wewnętrzne a zewnętrzne jest cienka. I o dziwo praca z samotnością rano, zanim wejdziesz w dzień, może być łatwiejsza niż wieczorem, bo nie jesteś jeszcze zmęczona.


Odpowiedz
36 Odpowiedzi
(@morion)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 187

@Chryzoprazkaa Rano mam zupełnie inny problem, bo jestem wtedy w trybie "wstawaj i działaj" i trudno mi się zatrzymać. Wieczorem naturalnie zwalniam. Ale to co mówisz o granicy między wewnętrznym a zewnętrznym jest ciekawe. Masz na myśli coś podobnego do tego stanu przed całkowitym przebudzeniem?


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Morion Tak, to jest stan hipnagogiczny albo jego poranny odpowiednik, hipnopompiczny. Mózg jest jeszcze w częściowo obniżonej częstotliwości fal, coś międzyy snem a czuwaniem. w tym stanie sugestia i intencja mają łatwiejszą drogę, bo krytyczny filtr nie jest jeszcze w pełni aktywny. To nie jest mit, to jest dość dobrze opisane w literaturze dotyczącej neurologii snu. Pytanie, czy to oznacza, że poranek jest lepszy do rytuałów niż wieczór, jest moim zdaniem błędnie postawione. oba mają inne właściwości i do różnych celów.


Odpowiedz
(@galaktyka72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 140

@Simargl96 Okej, ale jak ktoś ma pracować z samotnością to w praktyce co wybiera? Poranek bo łatwiej zapaść się w intencję, czy wieczór bo tam jest problem najsilniejszy i trzeba go tam gonić? Bo ta teoria jest jasna, ale co z niej wynika dla kogoś kto nie wie od czego zacząć?


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Galaktyka72 Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie , ale można podejść do tego empirycznie. Zrób jedno i drugie przez kilka dni z rzędu i zapisz, co po każdym z nich czujesz. ehh, nie chodzi o to, żeby oceniać, czy to zadziałało, tylko żeby zobaczyć, w której porze twoje ciało i głowa są bardziej otwarte na tę pracę. Pora nie jest dogmatem.


Odpowiedz
(@eufemia02)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 218

@Mikolajek To jest naprawdę dobra praktyczna rada i coś, czego mi brakowało w tej rozmowie. Mam tendencję do tego, żeby szukać jednej właściwej odpowiedzi zamiast sprawdzać na sobie. Dziękuję, że to tak prosto postawiłeś! Ale mam jeszcze jedno pytanie w tym kontekście: czy jak sprawdzam, co działa, to też powinienem zwracać uwagę na to, co robię, czy raczej na to jak się czuję po?


Odpowiedz
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Eufemia02 Zdecydowanie na to, jak się czujesz po. Możesz zrobić techniczne idealnie i nic nie poczuć, albo zrobić coś bardzo prostego i mieć poczucie, że coś się przestawiło. To, co robisz, jest raczej warunkiem niż gwarancją. Stan po jest jedyną informacją, która naprawdę coś mówi.


Odpowiedz
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 130

@Morion Wrócę na chwilę do pytania o porę, bo poruszyła coś, co mnie dotyczy bezpośrednio. Wieczory są u mnie najtrudniejsze, bo to jest czas, gdy inni są z rodzinami albo z partnerami, a ja siedzę sama. I nie chodzi tylko o smutne myśli, to jest fizyczne uczucie jakby czegoś brakowało. Czy rytuał wieczorny jest w stanie coś zrobić z tym fizycznym wymiarem? Bo te wszystkie praktyki o których piszecie brzmią bardziej mentalnie, psychologicznie.


Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Henryka02 To co opisujesz , to jest coś, o czym warto pomyśleć od strony ciała nie tylko głowy. W wielu tradycjach właśnie praca z samotnością zaczynała się od ciepła, dosłownie fizycznego. Ciepły napój, ciepła kąpiel, coś, co angażuje zmysł dotyku i temperatury. To nie jest metafora, ciało rejestruje ciepło społeczne i fizyczne podobnymi ścieżkami neurologicznymi. Badania Johna Bargh'a z Yale pokazywały, że trzymanie ciepłego kubka wpływa na poczucie bliskości. Więc wieczorny rytuał z czymś ciepłym ma sens nie tylko symbolicznie.


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Agatka03 To jest niesamowite, że to ma podkład neurologiczny, a nie tylko symboliczny. ojej, ale chcę zapytać, czy sama stosujesz coś takiego? I czy to wystarczy jako całość rytuału, czy to raczej element czegoś większego?


Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Irenka.1 Stosuję jako element, nie jako całość. Sama kąpiel albo sam kubek to za mało, bo po chwili jesteś z powrotem w głowie 🙂 Ale jako próg, o którym mówił wcześniej Nekromanta.ka, działa bardzo dobrze. Wchodzę w ciepłą wodę z intencją, że to jest czas dla siebie. I potem wychodzę i siadam, albo piszę, albo zapalam świecę i po prostu patrzę przez chwilę. Ciepło otwiera, potem można coś z tym zrobić.


Odpowiedz
(@kupalo95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 149

@Agatka03 Nawiązując do tego co mówi o cieple, w tradycji nordyckiej myta, rytualna łaźnia parowa, była właśnie czymś takim. To nie był tylko zabieg higieniczny, to był moment przejścia, oczyszczenia, wyjścia ze stanu który był przed wejściem. Interesujące, że niezależnie od tradycji pojawia się ten sam element. Może ciało naprawdę jest pierwszym miejscem, w którym zaczyna się rytuał.


Odpowiedz
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Kupalo95 To jest trop, który mnie przekonuje, bo jest w nim coś ponadkulturowego. Ale mam pytanie do tej rozmowy w ogóle, bo trochę nam uciekł temat. Zaczynaliśmy od samotności, potem przeszliśmy do pory, teraz jesteśmy przy ciele. Czy ktoś mógłby połączyć te wątki? Bo Henryka02 pytała o coś bardzo konkretnego i chciałabym zobaczyć, czy doszłyśmy do jakiejś praktycznej propozycji dla niej.


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Zawilec Spróbuję podsumować, ale bez zamykania, bo rozmowa jest dobra. Wydaje mi się, że to, do czego doszłyśmy, to wieczorny rytuał dla kogoś, kto cuje samotność fizycznie, powinien mieć trzy momenty: coś ciepłego jako próg wejścia, coś aktywnego żeby uwaga miała się na czym zawiesić, na przykład pisanie albo świeca, i coś, co wyznacza koniec, sygnał dla ciała że czas dla siebie się zakończył. Czy to brzmi spójnie z tym, co reszta miała na myśli?


Odpowiedz
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Chryzoprazkaa Dobra, to jest jakiś szkielet, ale chcę dopytać o ten środkowy element, coś aktywnego żeby uwaga nie szła w dół. Co masz na myśli konkretnie? Bo Pustelnik mówił o pisaniu, ale ty chyba masz coś innego na myśli?


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Zawilec Miałam na myśli cokolwiek, co angażuje uwagę w sposób twórczy, a nie konsumpcyjny. Pisanie jest jedną opcją, ale też rysowanie, głośne mówienie czegoś do siebie, nawet recytowanie czegoś z pamięci. Chodzi o to, żeby mózg coś wytwarzał, a nie tylko odbierał. W stanie samotności wieczornej bardzo łatwo wpaść w tryb pasywny i zacząć przeglądać cokolwiek byle nie siedzieć z tym co jest.


Odpowiedz
(@morion)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 187

@Chryzoprazkaa Mam pytanie do tego schematu , bo mnie coś nie gra. ciepło jako próg, potem coś aktywnego, potem co? Bo nie dokończyłaś chyba, a to jest dla mnie ważna część.


Odpowiedz
(@chryzoprazkaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 280

@Morion Racja, nie dokończyłam. Trzecia część to było coś w stylu wyciszenia z intencją, żeby zostawić sytuację jaka jest, nie rozwiązywać jej tamtej nocy. Ale to jest właśnie ta część, która wymaga według mnie czegoś bardziej osobistego. eh, Jednej osobie wystarczy kilka minut ciszy, innej potrzebna jest jakaś formuła słowna, jeszcze inna musi po prostu zasnąć przy czymś konkretnym. Nie wiem czy da się tutaj powiedzieć co jest trzecim krokiem bez znajomości osoby.


Odpowiedz
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Henryka02 eee, właśnie to mnie zastanawia w tym całym układaniu shematu. Czy schemat w ogóle pomaga komuś, kto ma samotność jako coś bardzo konkretnego, bo na przykład wie, że o tej godzinie inni są z kimś, a ona nie jest? Henryka02 napisała, że to jest fizyczne, że to jest uczucie w ciele. Schemat jest abstrakcją, a uczucie jest konkretne. czy nie powinniśmy zacząć od tego, jak w ogóle można wejść w kontakt z tym uczuciem bez natychmiastowego uruchamiania jakiejś procedury?


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Nekromanta.ka To co mówisz brzmi rozsądnie, ale mam opór. Bo jak ktoś jest w środku tego uczucia i ktoś mu mówi: zostań z tym, to to może być bardzo trudne albo niemożliwe. Schemat daje coś do trzymania. Nie mówię, że schemat jest celem, ale jest jakimś mostem.


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Nekromanta.ka Ale powiedz więcej bo chcę zrozumieć co masz na myśli przez wejście w kontakt bez procedury. To znaczy dosłownie nic nie robić, tylko siedzieć z tym?


Odpowiedz
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Mikolajek Nie dokładnie nic. Ale najpierw rozpoznać, co to jest. nie walczyć, nie opakowywać w rytuał od razu. Ktoś, kto przez lata omijał to uczucie procedurami, rytuałami, aktywnościami, może w pewnym momencie odkryć, że uczucie jest cały czas pod spodem i żaden rytuał go nie dotknął. To jest różnica między rytuałem jako kontaktem a rytuałem jako ucieczką. Obie wyglądają z zewnątrz tak samo.


Odpowiedz
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 130

@Nekromanta.ka To jest dla mnie ważne co napisał , bo ja nie wiem szczerze do której kategorii należę. Nie wiem, czy jak robię cokolwiek wieczorem, to robię to żeby dotknąć czegoś, czy żeby tego nie czuć. I nie jestem pewna, czy da się to w ogóle ocenić z zewnątrz, czy tylko od środka.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Henryka02, myślę, że ta niepewność jest sama w sobie odpowiedzią. Ktoś, kto ucieka, zazwyczaj nie zatrzymuje się, żeby zapytać, czy ucieka. wiesz co, ten moment zatrzymania i pytania jest już czymś innym niż ucieczka. nie twierdzę, że to rozwiązuje problem, ale to jest inne wejście w ten wieczór.


Odpowiedz
(@teodorka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 180

@Pustelnik Ale skąd wiedzieć że to pytanie do siebie nie jest kolejną formą ucieczki? bo można w nieskończoność analizować, zamiast cokolwiek czuć.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Teodorka No i tu jest rzecz, której nie rozwiąże się słowami, tylko praktyką. Ale powiem tak: jest rużnica między myśleniem o uczuciu a przebywaniem z uczuciem. Pisanie, o którym mówiłem wcześniej, ma być mostem między tymi dwoma stanami, a nie kolejną pętlą myślenia. Jeśli pisząc dalej analizujesz, to nie to. Jeśli pisząc zaczynasz coś czuć w ciele, to to.


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Henryka02 Wracając do wątku, który trochę uciekł pisała o fizyczności tego uczucia. to jest ważne, bo w pracy z ciałem jest coś, co w somatic experiencing nazywa się oknem tolerancji. Chodzi o to, że są stany pobudzenia emocjonalnego, w których system nerwowy jest jeszcze w stanie je pżetwarzać, i stany, w których system jest już przeciążony 🙂 Każda praca z trudnym uczuciem powinnna zaczynać się od oceny, gdzie się teraz jest. Nie w głowie, tylko w ciele. ojej no, Czy oddech jest, czy zanika, czy mięśnie są napięte, czy jest zawrót głowy. To jest informacja o tym, co jest możliwe danej nocy.


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Simargl96 To jest dla mnie jasne jako koncepcja, ale jak się to robi praktycznie bez terapeuty? Bo ocena własnego stanu, gdy jest się w środku trudnego stnau, to brzmi jak proszenie kogoś żeby obserwował własne topienie się.


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Irenka.1 Dlatego ta ocena musi być bardzo prosta i zakotwiczona w czymś konkretnym nie "jak się czuję", tylko "czy czuję podłogę pod stopami". Dosłownie. Postawić stopy płasko, poczuć twardość podłogi, poczuć ciężar ciała na krześle albo łóżku. To jest orientacja sensoryczna i zajmuje może trzydzieści sekund. Jak system nerwowy jest przeciążony, to ta prosta informacja fizyczna może wystarczyć żeby trochę wyjść z głowy. Nie rozwiązuje problemu, ale otwiera możliwość pracy.


Odpowiedz
(@eufemia02)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 218

@Simargl96 To co opisuje jest piękne w swojej prostocie i jestem za to bardzo wdzięczna, bo tak szukałam czegoś, co mogę zrobić dosłownie natychmiast, bez przygotowania. Ale mam pytanie, czy to działa tak samo u różnych osub? Pytam, bo mam wrażenie, że u mnie zakotwiczenie w ciele czasem działa i czasem kompletnie nic nie robi.


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Eufemia02 Tak, bo skuteczność zakotwiczenia zależy od indywidualnego profilu pobudzenia. Niektóre osoby dysocjują, czyli wychodzą z ciała, i dotyk stóp do podłogi działa 🙂 oj tam, inne są hiperwyczulone sensorycznie i każde skupienie na ciele nasila napięcie. Dlatego warto mieć kilka opcji. Dla jednych to jest dotyk, dla innych dźwięk, na przykład słuchanie czegoś konkretnego, dla jeszcze innych ruch, powolne kołysanie się. Nie ma jednej techniki, jest zestaw i metoda prób.


Odpowiedz
(@galaktyka72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 140

@Simargl96 Dobra, ale to co mówiłeś o profilu pobudzenia, to jak w ogóle człowiek ma to u siebie rozpoznać? Bo to nie jest tak, że ktoś siedzi i wie, że jest hiperwrażliwy sensorycznie albo że dysocjuje. Jak to wygląda w praktyce, zanim jeszcze zaczniesz cokolwiek robić?


Odpowiedz
(@simargl96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Galaktyka72 Najprostszy test jest taki: kładziesz rękę na piersi i skupiasz się przez minutę. Jeśli po tym minucie czujesz się gorzej, bardziej napięty albo jakbyś miał uciekać, to skupienie na ceile cię aktywuje, nie uspokaja. Jeśli czujesz się trochę spokojniej albo neutralnie, to zakotwiczenie działa. To nie jest diagnoza, to jest obserwacja. I można ją zrobić samemu.


Odpowiedz
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 130

@Simargl96 Tak, chodzenie mi pomagało na pewno bardziej niż siedzenie. Jak chodziłam, to czułam, że coś się odprowadza, nie wiem jak to inaczej nazwac. Jak siedziałam z tym uczuciem, to ono rosło. Simargl96 Więc może jestem w tej kategorii, o której mówił , że ciało w ruchu to coś innego niż ciało w bezruchu.


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Henryka02 To jest zresztą stara wiedza, nie nowa. w wielu tradycjach rytualnych hodzenie było integralną częścią praktyki, nie dodatkiem. labirynty chrześcijańskie, obejścia grobów przodków, procesje. Ruch jako forma skupienia nie rozproszenia. Henryka02 zastanawiam się, czy to co opisuje nie jest dokładnie tym samym mechanizmem, tylko bez ramy religijnej.


Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Mikolajek A to jest ciekawy punkt, bo jak jesteś w labiryncie albo w procesji, to masz coś zewnętrznego co wyznacza rytm. jesteś prowadzony przez formę, nie musisz sam decydować kiedy skręcić, kiedy stanąć. I może właśnie to jest ważne, nie sam ruch, ale to, że forma decyduje za ciebie i ty możesz być tylko w środku tego.


Odpowiedz
(@teodorka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 180

@Henryka02 To mi trochę zmienia perspektywę całej tej rozmowy, bo ja zawsze zakładałam, że jak ktoś czuje się gorzej po ćwiczeniu, to znaczy, że źle je robi. A tu wychodzi, że to może być sygnał, że po prostu inaczej reaguje. Henryka02, jak pisałaś o tej fizyczności, to robiłaś kiedyś coś z ciałem, jakiś ruch, chodzenie, cokolwiek? Ciekawi mnie czy to u ciebie działało inaczej niż siedzące ćwiczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Dodam coś do tej rozmowy o ucieczce versus kontakcie, bo mi przyszło do głowy coś z tradycji tybetańskiej. Tam jest pojęcie tonglen, które jest praktyką odwróconą do tego, co intuicyjnie robimy. Zamiast oddychać spokój i wydychać ból, robisz odwrotnie, wdychasz cierpienie, swoje i innych, a wydychasz ulga. Na początku to brzmi absurdalnie, ale chodzi właśnie o to, żeby nie omijać bólu, tylko przez niego przejść świadomie. Nie wiem, czy to jest dla każdego, ale w kontekście wieczornej samotności, zamiast próbować poczuć się lepiej, można spróbować poczuć to w pełni i zobaczyć co się dzieje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@galaktyka72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 140

@Agatka03 Hm, ale to brzmi jak coś co może człowieka bardziej wkopać niż pomóc, nie? Jeśli ktoś jest w bardzo ciemnym miejscu, to celowe koncentrowanie się na cierpieniu...


Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 264

@Galaktyka72 Tak, to nie jest dla każdego etapu i każdej intensywności. Masz rację, że są stany, w których to nie powinno być stosowane 🙂 Tonglen jest praktyką dla kogoś, kto ma już jakś grunt pod nogami, nie dla kogoś, kto właśnie traci równowagę. Dlatego wcześniej mówiłam o progu ciepła jako wejściu. Najpierw trzeba w ogóle poczuć się bezpiecznie, żeby robić cokolwiek intencjonalnego.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Irenka ma sens, bo jeśli chodzi o praktyki mówi się o tym jako o trzymaniu formy zamiast treści. Kiedy umysł jest przytłoczony, nie dasz mu kolejnej decyzji do podjęcia. Dajesz mu ścieżkę. labirynt jest fizyczną ścieżką, mantra jest dźwiękową ścieżką, ale zasada jest ta sama: nie pytasz co teraz, bo forma już odpowiedziała. Pytanie do Henryka02: to twoje chodzenie było gdzieś konkretnym, po tym samym śladzie, czy losowo?


Odpowiedz
Wpisy: 130
Rozpoczynający temat
(@henryka02)
Połączone: 2 lata temu

Szczerze, to był chaos 🙂 Chodziłam gdzie oczy poniosą, bez trasy. Ale teraz jak to czytam, to myślę, że może właśnie dlatego to nie całkowicie działało, bo po pewnym czasie zaczynałam podejmować decyzje, gdzie iść dalej, i to mnei wyrywało z tego stanu. Może gdyby trasa była ustalona z góry, to byłoby inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nekromanta-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 267

@Henryka02 I tu jesteśmy chyba w samym ceentrum tego, o co chodzi z rytuałem przy samotności. Nie chodzi o magię w sensie dosłownym, chodzi o to, że forma przejmuje ciężar myślenia i zostawia miejsce na coś, co normalnie jest zakryte przez decyzje. Henryka02 trafiła na to intuicyjnie, tylko bez struktury. Pytanie teraz brzmi: czy jak dasz tej samej osobie gotową trasę, to pojawi się opór, bo to nie będzie już jej?


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: