Zaczęłam się nad tym zastanawiać po tym, jak koleżanka powiedziała mi, że jej poranny rytuał zajmuje już półtorej godziny i nie wyobraża sobie dnia bez każdego z tych kroków. Mnie samej to trochę zabiło do myślenia, bo też mam swoje stałe rzeczy rano, ale... serio, gdzie jest granica między rytualnym zakotwiczeniem a zwykłą rutyną, która zaczyna cię więzić? Czytałam gdzieś, że Victor Turner pisał o rytuałach jako o przejściach, liminalności, a nie o codziennych schematach, które po prostu się powtarzają mechanicznie. Macie poczucie, że czasem sami sobie nakładacie kaftan, zamiast rytuał czemuś służył?
To jest napawdę dobre pytanie i sam kilka razy się nad tym łapałem. jest takka różnica między rytuałem, który ma napięcie intencyjne, a tym, który dziala już wyłącznie na zasadzie przyzwyczajenia mięśniowego. Jak rano zapalasz świeczkę i myślisz głównie o tym, czy zdążysz do pracy, to już nie jest rytuał, to jest tik. Tyle że... niektórzy twierdzą, że samo wykonywanie formy ma wartość niezależnie od stanu umysłu podczas. To podejście jest np. dość charakterystyczne dla pewnych nurtów shinto, gdzie ważna jest forma, nie intencja w danej chwili. Nie wiem, czy do tego się przekonuję, ale argument jest ciekawy.
Zastanawiam się, czy to nie jest sprawa tego, czemu rytuał oryginalnie służył. Jeżeli ktoś zaczyna rytuały, żeby ogarnąć lęk albo niepewność, to istnieje ryzyko, że mechanizm, który miał pomagać w przejściu przez trudny czas, zaczyna sam generować lęk przy każdym pominięciu. To się dzieje. i to nie jest specyficzne dla ezoteryki, to samo dotyczy pewnych form modlitwy, codziennych rytuałów OCD, nawyków sportowych. Gdzie kończy się struktura dająca stabilność, a zaczyna uzależnienie od tej struktury?
Przepraszam że może powiem coś naiwnego, ale nie rozumiem, dlaczego rytuał miałby być problemem, skoro to właśnie on pomaga? Znaczy, wstajecie, robicie swoje rzeczy, czujecie się lepiej, i nagle to jest zła wiadomość? Czy ja czegoś nie łapię?
mi to kojarzy sie z tym co robił jeden znajomy, powiedzmy że miał swoją wieczorną procedurę przed tarotem, zapalenie kadzidła, kryształy, konkretna pozycja i tak dalej, i w pewnym momencie zaczął twierdzic że karty nie działają bez tego wszystkiego. no i tu sie pytam, co właściwie zadziałało, rytuał czy interpretacja? eh, bo jak coś bez kadzidła nie działa, to może problem jest gdzie indziej
Mam zapisany fragment z Mircea Eliade, że rytuał to "odtworzenie czasu świętego" ale w praktyce codziennej prywatnej to chyba nie do końca to samo, co miał na myśli. bo Eliade pisał o rytuałach zbiorowych, kosmogonicznych, a nie o tym, że ktoś codziennie rano układa kamienie w określonej kolejności. Tylko że te kamienie mogą mieć dla tej osoby taką samą funkcję psychologiczną, tyle że bez wspólnoty. I tu właśnie jest pytanie, czy prywatny rytuał bez kontekstu wspólnotowego w ogóle spełnia te same funkcje?
Czytam tę rozmowę i myślę sobie, że patrząc na to trochę z perspektywy liczb, wzorców, cykli, to każda silna regularność zostawia ślad. Nie oceniam, czy to dobrze czy źle, ale widzę, że kiedy ktoś powtarza te same czynności przez długi czas, to one zaczynają go definiować. I wtedy pominięcie jednej z nich nie jest neutralne, bo naruszyłoby pewien wewnętrzny wzorzec. To może być stabilizujące, ale może też blokować wejście w nowe cykle.
dobra, ale jak to w ogóle zmienić jeśli już się w tym jest? bo ja na przykład czuję dokładnie to co opisała pierwsza osoba w temacie i totalnie nie wiem co z tym zrobić. nie mogę po prostu rzucić wszystkiego, bo próbowałam i to nie działało wróciłam do tych samych rzeczy po kilku dniach
Nawiązójąc do tego co piszecie, chcę dodać jedną rzecz, bo chyba umyka w tej dyskusji. Wiele tradycji celowo projektuje rytuały tak, żeby były zmienne, żeby miały w sobie element, który zaskakuje. W niektórych tradycjach sufickich improwizacja jest częścią praktyki. w pewnych rytuałach indiańskich masz stałą strukturę, ale treść wewnątrz niej jest żywa i reaguje na moment. Ten model zakłada, że forma nie jest celem, ona jest naczyniem na coś, co ma być żywe. Kiedy naczynio staje się jedyną treścią, to jest sygnał, że coś się wypaliło.
to wszystko brzmi trochę filozoficznie, ale mam konkretne pytanie, bo sam przez to przeszedłem. jak właściwie rozpoznać ten moment, kiedy rytuał zaczyna ograniczać? bo z zewnątrz to chyba nie widać, a od środka też chyba nie, skoro człowiek ciągnie to dalej automatycznie. co jest tym sygnałem ostrzegawczym?
Czytam to i myślę, że brakuje tu jednej perspektywy. A mianowicie, co z rytuałami, które po prostu się przeterminowują? Miałam kiedyś rytuał związany z pewnym etapem życia i przez dłuższy czas pomagał. Potem ten etap minął, a ja dalej to robiłam, z siły przyzwyczajenia. I to nie był żaden duchowy problem, po prostu nie zaktualizowałam sobie, że to już się skończyło i teraz mogę zacząć coś innego. Może to jest właśnie ta pułapka, nie że rytuał jest zły, tylko że się go nie odpuszcza, gdy przestaje odpowiadać temu, kim jesteś teraz?
A co z rytuałami, które ktoś przejął z zewnątrz, z jakiejś tradycji, kursu, od kogoś, i nigdy naprawdę nie sprawdził, czy to w ogóle do niego pasuje? Bo to też jest chyba częsty scenariusz. Ktoś zaczyna robić coś, bo tak się robi, bo tak jest poprawnie, bo system tak mówi, i po kilku latach siedzi w czymś, co nie jest jego. Tylko skąd wiedzieć, czy rytuał jest twój czy cudzy?
To co Marchewka napisała o zmienianiu się razem z rytuałem bardzo do mnie trafia. Bo ja miałam dokładnie taki moment, kiedy zorientowałam się, że robię coś na autopilocie i nawet nie wiem po co. Nie lęk, nie oczekiwanie, po prostu mechaniczne odtwarzanie. I to właśnie wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy to nadal jest mój rytuał, czy już tylko nawyk.
Ten wątek z nawykową obecnością jest ważny. Bo ja mam wrażenie, że właśnie to jest sedno całego problemu, który opisałam na początku. Nie chodzi o to, że rytuał jest zły, tylko o to, że gdzieś po drodze wychodzi z niego cała treść i zostaje tylko forma. I wtedy życie staje się właśnie takim ciągiem form bez treści.
Patrzę na tę rozmowę i myślę sobie, że to co opisujecie ma taki wzorzec, który pojawia się w różnych obszarach. Kiedy coś powtarzamy bez świadomości, to z czasem energia tego działania maleje. Numerologicznie można by powiedzieć, że numer cyklu przestaje współgrać z aktualnym etapem życia. Ale to może być za daleka analogia.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale nie jestem do końca pewna co masz na myśli mówiąc "energia działania maleje". Czy to jest coś, co można jakoś odczuć fizycznie, czy bardziej chodzi o takie ogólne wrażenie, że coś nie gra?
Do tej rozmowy o obecności i treści rytuału chcę dodać jedną rzecz 🙂 W tradycjach ceremonialnych bardzo często istnieje rozróżnienie między rite of passage a rite of maintenance. Pierwsze jest jednorazowe i służy przejściu, drugie podtrzymuje coś, co już zostało ustanowione. Problem pojawia się, kiedy rite of maintenance stosuje się do czegoś, co już nie istnieje. Podtrzymujesz coś, czego nie ma. I wtedy to faktycznie zaczyna ciążyć.
Dobra, ale ja chcę wrócić do czegoś praktycznego, bo ta dyskusja robi się coraz bardziej teoretyczna. Mam konkretną sytuację: robię codziennie te same rzeczy rano od prawie dwóch lat i ostatnio czuję dokładnie tę pustkę, o której mówi Zina i Faustynka. Tylko że jak próbuję cokolwiek zmienić, to czuję się jeszcze gorzej, jakbym coś psuła. Co z tym zrobić?
ja miałem podobnie i powiem szczerze że notatki to słaby pomysł dla mnie bo i tak pisałem te same zdania w kółko haha. mi bardziej pomogło jak zmieniłem jedną małą rzecz, nie całość, tylko jeden element i przez chwilę obserwowałem co się zmienia. takie małe zaburzenie systemu. ale to chyba działa różnie u różnych osób.
To co Leszek mówi o małym zaburzeniu systemu jest chyba kluczowe. Bo nie chodzi o to, żeby wszystko wywrócić, tylko o to, żeby sprawdzić, czy system w ogóle reaguje. Jeśli zmienisz jeden element i nic się nie zmieni ani wewnątrz, ani w tym jak rytuał działa, to jest informacja. Jeśli zmiana wywołuje dyskomfort, to też jest informacja, tylko inna.
No dobra, to co Faustynka mówi o sprawdzaniu czy system reaguje jest dla mnie trochę przerażające, bo co jeśli zmienię i naprawdę nic się nie stanie :/ To znaczy że co, że cały ten czas to było puste działanie? Nie wiem czy chcę to wiedzieć.
To co Leszek opisuje trochę przypomina mi coś z badań nad rytuałami przejścia, bo tam też jest taki moment "liminalny", dosłownie próg, gdzie stare już nie działa a nowe jeszcze nie istnieje. Van Gennep to opisywał jako stan separacji od starego statusu. I może właśnie ta pustka, którą Nagietka czuje, to jest właśnie ten próg, a nie koniec.
Ten pomysł z datą nie jest wcale taki sztuczny. Zrobiłam coś podobnego raz, wyznaczyłam sobie okno czasowe, przez które obserwuję bez ingerowania, i sam fakt że był koniec tego okresu sprawił że w ogóle zaczęłam to analizować zamiast dryfować dalej. Może właśnie tego brakuje w solowej praktyce, jakiegoś zewnętrznego punktu, niekoniecznie osoby, ale choćby daty, kamienia milowego, czegokolwiek.
Jest jeszcze jeden aspekt, który tutaj nie padł. W antropologii rytuału mówi się o "ritual frame", czyli ramie, która oddziela czas rytuału od czasu codziennego. Kiedy rytuał rozlewa się na całe życie, tak jak Faustynka opisywała na początku, ta rama znika. I wtedy rytuał nie może już działać jako rytuał, bo nie ma granicy która go wyodrębnia. Faustynka, czy to brzmi znajomo w tym co opisywałaś?
Tak, Marchewka to jest dokładnie to. Przestałam czuć różnicę między "przed" i "po". Wcześniej wchodziłam w rytuał i wychodziłam z niego. Teraz to jest jak gdyby nieprzerwalny stan gotowości. Nie ma momentu kiedy rytuał się zaczyna, bo nigdy właściwie się nie kończy. I teraz widzę że to może być właśnie ten problem z ramą o którym piszesz.
A co jeśli ktoś nie ma miejsca? Mieszkam w jednym pokoju i naprawdę nie mam jak wydzielić kąta który jest "tylko rytuałem". Pytam bo chętnie bym spróbowała tej ramy, ale nie wiem jak to zrobić bez przestrzeni.
Czytam tę rozmowę i mam takie pytanie morze trochę z boku: czy ten problem z ramą i rozlewaniem się rytuału na całe życie dotyczy tylko osób które mają dużo rytuałów, czy może się zdarzyć nawet przy jednym małym codziennym działaniu?
