Forum

Asystent AI
Rytuały dla pracown...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla pracowników ochrony zdrowia - jak nie zabierać cudzych emocji do domu


Wpisy: 373
Rozpoczynający temat
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

ojej no, pracuję jako pielęgniarka na oddziale onkologicznym od wielu lat i przez długi czas w ogóle nie myślałam o tym, że to co widzę zostawia we mnie jakiś ślad energetyczny. Dopiero kiedy zaczęłam miewać koszmary, które zupełnie nie były moje tematycznie, i czułam dziwne ciężary w klatce piersiowej zaraz po wyjściu ze szpitala, pomyślałam, że może to nie jest tylko zwykłe wypalenie zawodowe. U nas w środowisku mówi się dużo o secondary traumatic stress, czyli czymś co dotyka ludzi którzy regularnie świadkują cudzemu bólowi i traumie. Ale mnie zaczęło interesować co można z tym zrobić na poziomie, który wykracza poza psychologię. Zanim ktokolwiek napisze tu o bańkach z solanką albo szałwii, to chciałam zapytać - czy ktoś z was ma doświadczenie z pracą w zawodach medycznych albo pomocowych i wypracował dla siebie jakiś konkretny rytuał przejścia między pracą a domem? Nie chodzi mi o afirmacje ani o "wyobraź sobie że zmywasz to z siebie pod prysznicem", bo to robię i to za mało.


Odpowiedz
70 odpowiedzi
Wpisy: 2213
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

To bardzo konkretne pytanie i cieszę się, że ktoś wreszcie poruszył ten temat w tej kategorii, bo nie jest on oczywisty. Rytuały przejścia istnieją w niemal każdej tradycji właśnie po to, żeby zaznaczyć koniec jednego stanu i początek drugiego - i to nie jest metafora tylko dosłowna praca z granicami. Mnie od lat interesuje ta część praktyki, gdzie rytuał działa jak zamek w drzwiach. Ale chcę zapytać zanim cokolwiek powiem konkretnie: czy czujesz że to co zbierasz to jest coś co zostaje "przy" tobie, czy raczej coś co wchodzi "w" ciebie? Bo to zmienia całe podejście do czyszczenia.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@uwarowit)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Herga Czytam tę rozmowę i myślę, że to pytanie zadała jest naprawdę kluczowe, bo ja przez długi czas myślałam, że to jedno i to samo, a okazało się że nie. Mam znajomą która pracuje w hospicjum i ona opisywała to właśnie jako coś co się klei, zostaje z zewnątrz, a nie wchodzi. ona stosuje coś, co smaa nazywa "rytuałem progu" - dosłownie robi coś przy wyjściu z pracy, nie w domu. oj, nie wiem czy jest tu ktoś z podobnym doświadczeniem, bo mi się wydaje że lokalizacja rytuału ma znaczenie.


Odpowiedz
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 765

@Uwarowit Czytam was i mam pytanie, bo interesuje mnie ta sprawa rytuału progu o którym pisała. Czy to musi być coś fizycznego? Bo ja pracuję w pomocy społecznej i przez lata moim wyjściem było dosłownie trzaśnięcie drzwiami i zapalenie papierosa, co oczywiście nie jest szczególnie magiczne :), ale działało symbolicznie. Rzuciłam palić i nagle ten moment "wyjścia" zniknął i nie miałam nic w zamian. Szukam czegoś co można zrobić na zewnątrz budynku, cokolwiek, nawet coś prostego.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Dzidka81 To co opisujesz to jest właśnie klasyczny przykład tego jak rytuał może istnieć bez żadnej "magicznej" intencji, a jednak działać - bo zawiera wszystkie elementy: gest, granicę przestrzenną, moment skupienia na przejściu. Kiedy go zabrałaś, zabrałaś sobie mała strukturę. Masz jakiś gest który lubisz powtarzać? Nawet coś tak banalnego jak dotknięcie ramienia czy szczególne ułożenie rąk? Bo można z tego zbudować kotwicę bez żadnych rekwizytów.


Odpowiedz
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Herga Dobre pytanie, musiałam się nad tym zastanowić chwilę 😉 Myślę że jest i jedno i drugie, ale w różnych momentach. Kiedy mam ciężki dyżur z dużą ilością śmierci lub bólu, to czuję jakby coś leżało z zewnątrz, na skórze dosłownie. Ale kiedy przez dłuższy czas pracuję z pacjentami którzy są w depresji lub bardzo przestraszeni, to wtedy jest to bardziej wewnątrz - jakiś stan który jest "nie mój", ale mi trudno go odróżnić od własnego nastroju. dlatego od jakiegoś czasu zaczęłam prowadzić coś w rodzaju dziennika stanów energetycznych, żeby nauczyć się rozróżniać co jest ze mnie a co nie.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam że wchodzę bo nie pracuję w zawodzie pomocowym, ale czytam ten wątek i mam pytanie, bo sama pracuję z ludźmi w trudnych sytuacjach (nie medycznie ale jednak) i to o czym pisze auttorka tematu bardzo mi bliskie. Nigdy nie myślałam o tym w kategoriach energetycznych, raczej psychologicznych, ale ta granica pomiędzy psychologią a... nie wiem jak to nazwać... jest chyba bardzo cienka? Tzn. czy wasza praktyka różni się jakoś zasadniczo od tego co proponuje psychologia np. w postaci technik uziemiania?


Odpowiedz
Wpisy: 373
Rozpoczynający temat
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Szczere pytanie i nie mam jednej odpowiedzi. Z mojej perspektywy praktyka energetyczna różni się tym, że nie zakłada że to co czuję jest tylko moją reakcją emocjonalną. Psychologia powie ci "to twoja odpowiedź na cudzy ból, przepracuj ją". A ja wychodzę z założenia że część tego co nosze po dyżurze jest dosłownie nie moja i nie ma czego w sobie przepracowywać, tylko trzeba to zwrócić, odłożyć, odprowadzić. To zmienia całkowicie technikę. Nie cofam się do środka żeby coś przepracować, tylko szukam sposobu żeby to coś wyprowadzić na zewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 45
(@elzuchna-x)
Połączone: 2 lata temu

Zawsze mnie zastanawia jedna rzecz kiedy rozmawiam z ludźmi pracującymi w służbie zdrowia - czy wy w ogóle macie czas na jakikolwiek rytuał? Tzn. jak wygląda to praktycznie? Bo czytam o rytuałach progu i myślę, że przy pracy zmianowej z przebieralniami, hałasem na korytarzu i kolegami ciągnącymi do przebieralni na pogaduchy - kiedy niby ma być ten moment ciszy? eee, może źle to rozumiem ale wydaje mi się ze większość opisów zakłada jakiś spokojny czas i miejsce, a przy tej pracy tak nie ma.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@uwarowit)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Elzuchna.x To ważna uwaga. Ja akurat nie pracuję w szpitalu, ale rozmawiałam z osobami które tak i one mówią, że czasem jedynym prywatnym miejscem jest dosłownie toaleta. I nie jest to żart - kilka osób z którymi gadałam robiło swój mały rytuał właśnie tam, bo to jedyne miejsce gdzie nikt nie wchodzi bez pukania. Umycie rąk ze świadomością intencji, kilka oddechów, specyficzny gest zanim się wyjdzie. Nie musi być długo. Mnie bardziej zastanawia co się dzieje kiedy przyjeżdżasz do domu, bo tu jest chyba kollejna granica.


Odpowiedz
Wpisy: 563
(@mokosza)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam ten wątek od początku i chcę dodać coś z perspektywy tradycji słowiańskiej, bo tam temat oczyszczania po kontakcie ze śmiercią lub chorobą był bardzo konkretnie przepracowany - i to nie jako magia w sensie mistycznym, tylko jako praktyka higieniczna, tyle że na innym poziomie niż mycie rąk. Istniało pojęcie "zmazy" które nie było moralne tylko właśnie energetyczne. Po kontakcie z chorym, umierającym, po udziale w pogrzebie - były konkretne czynności, woda, ogień, próg. Co mnie tu interesuje to fakt, że te tradycyjne rytuały były zawsze powiązane z konkretnym miejscem i granicą przestrzenną, a nie tylko z intencją w głowie. Czy ktoś z was próbował czegoś opartego o wodę i próg jednocześnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Mokosza Tak, właśnie to. Woda i próg. Przez jakiś czas robiłam coś takiego - po wejściu do domu najpierw szłam prosto do łazienki, myłam twarz i dłonie po łokcie, ale z konkretną intencją, i dopiero potem przekraczałam próg "reszty" mieszkania. Brzmi to absurdalnie prosto. I przez chwilę działało, ale potem przestało - i nie wiem czy dlatego że rutyna zabiła intencję, czy może brakowało czegoś jeszcze. Masz jakiś pomysł co może uzupełniać wodę?


Odpowiedz
Wpisy: 273
(@grimoire_06)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu bo jestem ciekawa czy ktoś próbował połączyć taki rytual z konkretnym momentem astrologicznym? tzn. nie mówię o robieniu czegoś raz w miesiącu przy pełni ale o tym żeby moment inicjacji rytuału, czyli kiedy go pierwszy raz ustanawiasz jako praktykę, był wybrany świadomie. Czytałam że rytuały założone przy Księżycu w Skorpionie albo przy Saturnie dobrze aspektowanym mają się trzymać, są jakby "bardziej zakorzenione" w czasie. oj, nie wiem czy to ma znaczenie dla skuteczności, ale może ktoś to testował?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bolek76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Grimoire_06 Nie chcę tu niszczyć klimatu rozmowy, ale coś muszę powiedzieć - moim zdaniem mylone są tu dwie rzeczy. Jedno to rytuał oczyszczający który możesz robić codziennie, drugie to rytuał zakładający intencję czy pewną praktykę. To zupełnie różne kategorie i różne planety za to odpowiadają w astrologii. Saturn do ochrony, owszem, ale do codziennego oczyszczania ja bym patrzył na Księżyc i Merkury raczej. Grimoire_06 Skorpion to śmierć i transformacja, więc może nie najgorzej do tematyki szpitalnej, ale do codziennych rytuałów higienicznych szukałbym czegoś bardziej Merkurego.


Odpowiedz
(@grimoire_06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 273

@Bolek76 Ale ja właśnie miałam na myśli moment inicjacji, nie samą praktykę codzienną. Morze się źle wyraziłam. Tzn. chodzi mi o to że kiedy zaczynasz coś regularnie robić, to ten pierwszy raz jakby ustawia "matrycę" dla całości. A co do Merkurego - masz rację, nie pomyślałam o tym. choć on teraz jest trochę nieswój, więc może lepiej poczekać.


Odpowiedz
Wpisy: 2213
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do pytania Mokosza o wodę i co ją uzupełnia - z mojego doświadczenia woda świetnie zabiera to co zostaje na powierzchni, ale żar jest do głębszych warstw. świeca lub kadzidło po wodzie, nie przed. Kolejność ma tu znaczenie, bo woda rozluźnia a ogień zamyka i pieczętuje. Widziałam opisy tego mechanizmu w starych angielskich tekstach praktycznych, nie religijnych, i podobne rzeczy pojawią się w tradycjach słowiańskich i bałtyckich. Ale ciekawe jest to, co powiedziała Nefrytka, że rutyna zabiła intencję - i tu mam pytanie do wszystkich: jak wy utrzymujecie żywą intencję w czymś co robicie codziennie? To chyba najtrudniejsza część.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 765

@Herga Ja mam z tym duży problem szczerze mówiąc. Wszystko co robię regularnie, po kilku tygodniach staje się automatyczne i tracę to skupienie. Próbowałam zmieniać drobne elementy żeby nie wchodzić w autopilota - inny rodzaj kadzidła, inna pora, inna kolejność kroków. Ale to trochę jak kura i jajko, bo jak zmieniasz za dużo to przestaje być spójna praktyka, a jak nie zmieniasz to usypiasz. Nie wiem czy ktoś ma na to jakiś patent.


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 563

@Herga Dokładnie - ogień po wodzie, to ma sens ze struktury tradycyjnej. Chcę dodać jeszcze jeden element który pojawia się w źródłach słowiańskich, a który jest bardzo niedoceniany w nowoczesnych praktykach: dźwięk. Klasycznie był to dzwon lub kołatka przy progu, ale chodzi o konkretny ton który jakby rozbija to co się przyczepiło. W tradycji estońskiej były podobne praktyki z dźwiękiem przy przejściu ze świata chorych do świata żywych, o ile dobrze pamiętam z pracy Ülo Valksa o rytuale bariery. Klaskanie, trzykrotne uderzenie, coś głośnego w momencie przekroczenia progu. Czy ktoś to stosuje?


Odpowiedz
(@wela81)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Mokosza Czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie odzywałam się, ale temat dźwięku mnie ruszył. ojej no ja klaskam kiedy wchodzę do domu. Mokosza Nie robiłam z tego żadnego rytuału, to było bardziej intuicyjne, ale po przeczytaniu co napisała zaczynam myśleć że może to nie jest przypadkowy nawyk.


Odpowiedz
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Mokosza Dźwiek - tego mi brakowało. Serio, nie pomyślałam o tym. Muszę to przetestować. Mokosza Ale mam pytanie : czy ten dźwięk ma być zrobiony przed wejściem czy po? Tzn. czy chodzi o zaznaczenie progu z zewnątrz, czy o rozbicie tego co już weszło razem z tobą do środka?


Odpowiedz
(@uwarowit)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Nefrytka Nie wiem co myśleć o elekcji przy takim rytualne, bo z jednej strony rozumiem logikę, a z drugiej - przy pracy w systemie zmianowym, czasem na SORze albo w opiece dlugoterminowej, każda zasada typu "rób to kiedy Księżyc sprzyja" trochę śmieszy. Nefrytka, jak ty to inicjowałaś? był jakiś konkretny moment kiedy powiedziałaś "od teraz robię to regularnie" czy to wchodziło stopniowo?


Odpowiedz
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Uwarowit Stopniowo, ale był jeden dyżur który był tak ciężki że tego samego wieczoru zrobiłam coś bardziej świadomego niż zwykle. oj, i od tamtego razu jakoś zostało. Nie było deklaracji, nie był to wybrany dzień - był to moment graniczny. Myślę że to jest taki naturalny próg inicjacji który nie potrzebuje kalendarza, tylko gotowości.


Odpowiedz
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 116

@Nefrytka To co teraz napissała wydaje mi się waażniejsze niż elekcja. Że rytuał zaczyna się naprawdę kiedy masz wystarczający powód żeby go zacząć nie kiedy masz odpowiedni układ planet. Może to jest właśnie ta różnica między ezoteryką jako systemem a ezoteryką jako odpowiedzią na konkretną potrzebę?


Odpowiedz
Wpisy: 563
(@mokosza)
Połączone: 2 miesiące temu

Na pytanie Nefrytki - w tradycji słowiańskiej dźwięk robiony był przed progiem, z zewnątrz. Dosłownie zanim przestąpisz granicę domu. Sens był taki, że to co przyczepiło się po drodze ma zostać za drzwiami, a nie pójść za tobą do środka. Kołatka, dzwon przy drzwiach, klaskanie - wszystko przed wejściem. Wewnątrz dźwięk miał inną funkcję - już oczyszczał przestrzeń, nie osobę wchodzącą.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@wela81)
Połączone: 2 lata temu

O nie, to ja to robiłam od tyłu przez lata. Klaskałam zawsze po wejściu. To teraz mam pytanie - czy trzeba to jakoś "naprawić" czy po prostu zmienić kolejność i tyle?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Wela81 Nie myślę żeby była potrzeba korygowania przeszłości 😀 Rytuał progu to nie jest zaklęcie z jedną poprawną formułą - to wzorzec. Jeśli zmienisz teraz kolejność i zaczniesz klaskać przed wejściem, twój układ nerwowy i intencja przestawią się stopniowo. to nie chodzi o to żebyś robiła coś technicznie bezbłędnie, tylko żeby gest był świadomy.


Odpowiedz
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 765

@Herga A skąd wiesz że to działa przez układ nerwowy a nie przez coś innego? Mówię serio, bo to jest to pytanie które mi stale wraca - czy rytuał działa dlatego że mózg dostaje sygnał, czy dlatego że coś naprawdę zmienia się energetycznie? I czy to w ogóle jest możliwe do rozróżnienia?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Dzidka81 Szczerze? Nie wiem czy to rozróżnialne w praktyce. Wiem że efekt jest, i wiem że intencja zmienia coś w samym rytuale - rytuał bez intencji to teatr. Ale co jest nośnikiem tej zmiany - psychofizjologia czy coś co nie ma jeszcze nazwy w żadnym podręczniku - to jest pytanie na które nie mam pewnej odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 273
(@grimoire_06)
Połączone: 2 lata temu

To jest właśnie ta granica gdzie te dwie narracje zaczynają się nakładać i nie ma sensu ich rozdzielać na siłę. Słuchajcie, wracam do wątku który zostawiłam wcześniej - czy ktoś próbował ustalić jeden konkretny moment w roku lub miesiącu kiedy taki rytuał oczyszczający jest inicjowany jako "nowy"? oj nie mówię o codziennej praktyce, tylko o tym pierwszym postawieniu intencji. Bo w astrologii jest coś takiego jak elekcja - wybierasz moment dla czegoś ważnego tak żeby układ planet wspierał intencję.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bolek76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Grimoire_06 Elekcja brzmi dobrze w teorii ale w praktyce, jeśli ktoś jest po nocnej zmianie i ledwo stoi na nogach, to niespecjalnie będzie patrzył czy Wenus jest w dobrym aspekcie. Myślę że przesadzamy z tym planowaniem. Dobry rytuał to taki który możesz zrobić kiedy jest potrzebny, nie kiedy gwiazdy się zgadzają.


Odpowiedz
(@grimoire_06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 273

@Bolek76 Ale ja nie mówiłam o codziennym rytualne, tylko o tym pierwszym razie kiedy ustanawiasz praktykę. To jednorazowy wybór, nie codzienny :/ Po nim możesz robić to o północy po dyżurze i to nadal działa, bo matryca jest ustawiona. oj, może się mylę w szczegółach astrologicznych, ale sam pomysł elekcji jako "otwarcia praktyki" wydaje mi się spójny.


Odpowiedz
Wpisy: 45
(@elzuchna-x)
Połączone: 2 lata temu

Zgadzam się z tym. Mam wrażenie że za dużo energii idzie w planowanie a za mało w samo robienie. Mnie bardziej ciekawi co konkretnie robi ktoś w tej praktyce codziennej - tzn. nie kiedy ją zaczął, tylko co się w niej znajduje. Bo słyszałam o wodzie, o ogniu, o dźwięku - czy to tyle, czy jest coś jeszcze?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mokosza)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 563

@Elzuchna.x W tradycyjnych praktykach był jeszcze jeden element który rzadko się wymienia - ziemia lub sól. no ale, Fizyczny kontakt z czymś stabilnym po oczyszczeniu wodą i ogniem. Nie jako "uziemienie" w sensie nowoczesnym, ale jako zamknięcie cyklu. Woda zabrała, ogień przepalił, ziemia zamknęła i ustabilizowała. Bez tego ostatniego kroku oczyszczenie jest jakby niedokończone - dziura zostaje otwarta.


Odpowiedz
(@rozalka86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 66

@Mokosza A jak konkretnie wyglądał ten kontakt z ziemią? Dosłownie dotknięcie gleby, czy chodziło o sól w domu, czy coś innego? Bo mnie to interesuje od strony czakry podstawy, bo tam właśnie ta stabilizacja po oczyszczeniu się pojawia.


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 563

@Rozalka86 Różnie. Sól była jedna z form - posypanie progu, ale też dotknięcie słoika z solą, trzymanie garści. Gleba pojawiała się raczej sezonowo, nie jako codzienny element. W warunkach domowych, miejskich, myślę że sól jest najbliższym odpowiednikiem. Chodzi o gęstość, o coś fizycznego co ma ciężar.


Odpowiedz
Wpisy: 373
Rozpoczynający temat
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Nigdy nie myślałam o soli jako zamknięciu cyklu, zawsze używałam jej wcześniej - do oczyszczenia przestrzeni przed wodą. Teraz zastanawiam się czy to jest kwestia kolejności która ma znaczenie, czy to są po prostu dwa różne zastosowania tego samego materiału i obie wersje są spójne wewnętrznie?


Odpowiedz
Wpisy: 2213
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Myślę że obie są spójne, ale robią coś innego. Sól przed jako bariera - zatrzymuje zanim wejdzie głębiej. Sól po jako zamknięcie - stabilizuje to co zostało po wodzie i ogniu. To nie jest sprzeczność, to jest kwestia co chcesz zrobić w danym momencie. Przy bardzo ciężkich dyżurach pewnie potrzebujesz obu - bariery i zamknięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 765
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

No to teraz mam pełen zestaw: dźwięk przed progiem, woda, ogień, sól. serio pytam - czy to nie jest za dużo na co dzień? Przy pracy w systemie gdzie wchodzisz czasem prawie nieprzytomna to ten rytuał musiałby trwać z pół godziny, żeby zrobić to wszystko z głową.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wela81)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Dzidka81 Mnie to samo niepokoi. Czytam i myślę - okej, ale kiedy? eee Ja jak wracam zmęczona to jedyne co chcę to usiąść. Może te elementy da się jakoś skondensować do czegoś krótszego bez tracenia sensu?


Odpowiedz
Wpisy: 373
Rozpoczynający temat
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

To jest dobre pytanie i myślę że odpowiedź jest tak. Nie każdy ciężki dyżur wymaga pełnego zestawu. Z mojego doświadczenia - jeśli był to zwykły, trudny ale nie graniczny dzień, wystarczy mi woda i jeden element ognia. Cały złożony rytuał zostawiam na momenty kiedy coś naprawdę zostało i czuję to wyraźnie. Rytuał nie powinien być obowiązkiem do odfajkowania - jak zaczyna nim być, przestaje działać.


Odpowiedz
Wpisy: 765
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

No to mam pytanie do Nefrytki - jak odróżniasz "zwykły ciężki dyżur" od "granicznego"? Bo ja mam wrażenie że po każdym powrocie do domu myślę że to był ten gorszy. Albo jestem po prostu chronicznie zmęczona i wszystko mi się wydaje graniczone.


Odpowiedz
Wpisy: 373
Rozpoczynający temat
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

To jest dobre pytanie i przez długi czas sama nie umiałam odpowiedzieć. Teraz myślę że różnica jest w ciele - po granicznym dyżurze mam takii rodzaj ciężkości który nie jest zwykłym zmęczeniem mięśni. To coś w klatce piersiowej albo między łopatkami. Jakby ktoś wziął i nie oddał. Zwykłe zmęczenie chce się przespać, tamto zostaje po nocy.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@uwarowit)
Połączone: 2 lata temu

A to "między łopatkami" to jest dokładnie okolica czwartej czakry od tyłu - nie z przdu jak często się mówi, tylko właśnie tył serca. Czytałam że to tam zbiera się to co przychodzi od innych, nie to co twoje. Nie mówię że to jedyne wytłumaczenie, ale mi się to pokrywa z tym co sama czuję po ciężkich dniach.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@elzuchna-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 45

@Uwarowit A skąd wiadomo że to właśnie "nie twoje"? Mam na myśli - może to jest po prostu stres który ciało koduje właśnie tam? Kręgosłup piersiowy jest dość mocno związany z napięciem emocjonalnym nawet czysto fizjologicznie.


Odpowiedz
(@uwarowit)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 203

@Elzuchna.x Nie wiem czy da się to rozróżnić metodą "albo albo". Ale z mojego doświadczenia - kiedy to jest mój własny stres to puszcza po gorącej kąpieli albo po wysiłku. Kiedy to jest coś przejętego od kogoś, zostaje mimo odpoczynku. Tak to czuję, nie twierdzę że to jest zasada.


Odpowiedz
Wpisy: 2213
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Ten opis z czymś co "zostaje mimo odpoczynku" jest dla mnie ważny. W starych tekstach o oczyszczaniu - nie tylko słowiańskich, ale też w materiałach z tradycji tybetańskiej - to rozróżnienie było fundamentalne. Coś twojego odpuści samo. Coś obcego potrzebuje intencjonalnego działania żeby wyjść. Rytuał jest właśnie po to żeby dać temu kierunek.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@rozalka86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 66

@Herga A co to znaczy "dać kierunek"? chodzi o to że rytuał mówi ciału w którą stronę ma wypuścić, czy że wskazuje dokąd to ma pójść po wyjściu?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Rozalka86 Oba naraz, chociaż drugie jest rzadziej omawiane. Większość praktyk skupia się na tym żeby "wyciągnąć", ale niewielu mówi o tym co potem. W niektórych tradycjach to co wychodzi idzie do ognia, do wody płynącej, do ziemi - nie pozostawia się tego w przestrzeni. To jest różnica między rytuałem oczyszczenia a zwykłym wytrząsaniem.


Odpowiedz
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Herga Wracam do tego co powiedziała o kierunku wychodzenia - to jest rzecz która mi zmieniła podejście do całego rytuału. Przez długo robiłam oczyszczenie jako coś "do siebie", bez myślenia co się dzieje po. Dopiero kiedy zaczęłam świadomie zamykać na zewnątrz - wylewać wodę, gasić świecę z myślą że idzie razem z nią - poczułam że coś faktycznie się kończy. Wcześniej to było bardziej jak wentyl a nie jak odpływ.


Odpowiedz
(@bolek76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 542

@Nefrytka To co muwi o "wentyl kontra odpływ" brzmi sensownie, ale mam pytanie do praktyki - co jeśli ktoś nie ma w domu żadnego ognia? Znaczy świeczki, kominku nic. Czy jest jakiś zamiennik dla tego elementu czy to jest ten jeden który trzeba mieć koniecznie?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Bolek76 Ogień jako element jest ważny, ale jego fizyczna forma jest zastępowalna. Ciepłe światło - lampa, słońce przez okno w odpowiednim momencie - może pełnić podobną funkcję jeśli intencja jest jasna. Słyszałam też o używaniu kadzidła jako ognia i dymu jednocześnie. Ale uczciwie powiem - coś fizycznego pali się lepiej niż substytut. Może warto mieć choć jedną świeczkę awaryjną?


Odpowiedz
(@grimoire_06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 273

@Nefrytka Wróćmy na chwilę do teog co mówiła o zamykaniu na zewnątrz - czy to zawsze jest koniec rytuału czy można to robić w ciągu dnia, w pracy, między pacjentami? Pytam bo rozumiem że po powrocie do domu jest czas na pełny rytuał, ale co z tymi momentami kiedy po trudnej rozmowie z rodziną pacjenta trzeba zaraz iść do następnego?


Odpowiedz
Wpisy: 563
(@mokosza)
Połączone: 2 miesiące temu

W praktykach słowianskich to co trzeba odprowadzić szło do wody - ale koniecznie płynącej, nie stojącej. Stojąca woda zatrzymuje, płynąca zabiera. Przy czym nie chodziło o dosłowne wylanie czegoś do rzeki, tylko o kierunek intencji. Można było stać nad zlewem z odkręconym kranem i intencja działała podobnie. To jest uproszczenie oczywiście, ale sama tak robiłam przez lata.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@wela81)
Połączone: 2 lata temu

Czyli stojąca woda w wannie odpada? Pytam serio bo ja właśnie w wannie próbuję się "wyczyścić" po trudnych dniach i teraz nie wiem czy to ma sens.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 563

@Wela81 Nie odpada zupełnie, ale wymaga małej modyfikacji. Kąpiel w wannie może działać jako etap - ciało się relaksuje, napiecie odpuszcza. Ale żeby woda zabrała a nie zatrzymała, trzeba ją wypuścić z intencją. Kiedy wylewasz - wyobrażasz sobie że idzie razem z nią. Nie leżysz w tym co chcesz oddać.


Odpowiedz
Wpisy: 765
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

O matko, a ja przez lata leżałam właśnie w tej wannie i myślałam że to wystarcza. Teraz się zastanawiam ile razy kąpałam się w tym co przyniosłam z pracy. To trochę zmienia perspektywę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@grimoire_06)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 273

@Dzidka81 Ale czy to możliwe że częściowo jednak działało? Bo samo ciepło wody i rozluźnienie ciała to nie jest zero. Może nie brałaś tego ze sobą dalej mimo że nie robiłaś intencjonalnego końca?


Odpowiedz
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 765

@Grimoire_06 Może. Szczerze nie wiem. Ale myślę że coraz bardziej rzoumiem czemu od pewnego czasu ta kąpiel przestała mi pomagać tak jak wcześniej - może po prostu nie nadążałam z odprowadzaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@pelargonia94)
Połączone: 9 miesięcy temu

A czy kamień może coś zastąpić w takim zestawie? Pytam bo mam w domu kilka i zastanawiam się czy turmalin czarny albo obsydian mogłyby wspomagać ten rytuał. Gdzieś czytałam że one "blokują negatywność" ale nie wiem jak to się ma do oczyszczania które tu opisujecie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@onyksowa)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 349

@Pelargonia94 Turmalin i obsydian mają rzeczywiście mocną reputację jeśli chodzi o osłonę, ale są używane raczej przed wchłonięciem niż do odprowadzania tego co już jest w ciele. To jest różnica między tarczą a kanałem. serio przy rytuałach oczyszczenia po pracy takich jak tu opisane, kamienie mogłyby być użyte jako element zamknięcia - trzymasz je po rytuale jako granicę "od tej chwili jestem u siebie". Ale same w sobie nic nie wyciągną.


Odpowiedz
(@pelargonia94)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 162

@Onyksowa Rozumiem. A te kamienie trzeba czyścić po takim użyciu czy nie? Bo jak mają coś "zatrzymać na zewnątrz", to chyba to zostaje w kamieniu?


Odpowiedz
(@onyksowa)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 349

@Pelargonia94 Tak, kamienie czyści się po każdym takim użyciu - i to dość szybko, bo obsydian szczególnie może się "nasycić". Najprostsze metody to płukanie pod bieżącą wodą (co akurat spina się z tym co Mokosza mówiła o kierunku płynącej wody), albo zostawienie na noc na zewnątrz jeśli jest pełnia lub tuż po niej 😉 Sól sucha też działa, ale nie dla każdego kamienia - obsydian znosi, turmalin czarny znosi, natomiast niektóre inne nie. Generalnie jeśli kamień ma robić za bufor, to traktuj go jak gąbkę którą trzeba wykręcić.


Odpowiedz
(@pelargonia94)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 162

@Onyksowa A jak często to czyścić jeśli ktoś pracuje na oddziale i codziennie wraca do domu z tym wszystkim? Czy raz w tygodniu wystarczy czy to jest coś co trzeba robić codziennie?


Odpowiedz
(@tereska97)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 90

@Onyksowa Dziękuję za to wyjaśnienie z tą gąbką, to naprawdę mi pomogło zrozumieć o co chodzi! eee Mam jedno małe pytanie - czy ten obsydian można nosić w pracy czy tylko trzymać w domu? Bo wyobrażam sobie że pielęgniarka nie może chodzić z kamieniem w fartuchu...


Odpowiedz
(@onyksowa)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 349

@Tereska97 W kieszeni jak najbardziej. Małe kamienie do kieszeni fartucha nikt nie zabroni. Wiele osób nosi je w biustonoszu, co zabrzmi dziwnie ale faktycznie jest praktykowane. Natomiast sama fizyczna obecność kamienia przy ciele to nie jest magia - to symbol intencji. Jeśli rano zakładasz go z myślą "to ma być mój bufor dziś", to ta intencja ma znaczenie 😀 Bez niej to po prostu kamień w kieszeni.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@uwarowit)
Połączone: 2 lata temu

Do tego pytania o częstotliwość - myślę że to nie jest kwestia kalendarza tylko odczucia. kiedy kamień robi się jakby cięższy w dłoni albo traci połysk wizualnie, to znak że potrzebuje oczyszczenia. Przy bardzo intensywnej pracy jak na oddziale pewnie codziennie albo co dwa dni. Ale to nie jest tak że jak zapomnisz jednego dnia to coś się stanie, po prostu kamień przestaje działać tak sprawnie.


Odpowiedz
Wpisy: 373
Rozpoczynający temat
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

To jest jedno z ważniejszych pytań w tej rozmowie i trochę mnie zaskoczyło że dopiero teeraz padło. Tak, można i moim zdaniem trzeba mieć coś mini - coś co robisz między pacjentami. Nie rytuał, tylko gest. Mycie rąk może być takim gestem, jeśli masz przy nim świadomą intencję - procedury i tak wymuszają mycie rąk między każdym kontaktem, więc to się nakłada naturalnie. Kilka sekund pod wodą z myślą "spuszczam to co nie moje" to nie jest okrągłe nic to jest kotwiczenie w ciele. Pełny rytuał wieczorem robi swoje, ale te małe gsty w ciągu dnia nie pozwalają na kumulację. Bo kumulacja to jest właśnie ten moment kiedy po tygodniu człowiek czuje że ledwo wchodzi do domu.


Odpowiedz
Wpisy: 765
(@dzidka81)
Połączone: 2 miesiące temu

A to z myciem rąk - czy to jest tak że samo mycie zaczyna działać po czasie odruchowo, bez świadomego myślenia za każdym razem? Bo nie wyobrażam sobie żeby przy 15-20 pacjentach dziennie za każdym razem zatrzymywać się na te kilka sekund intencji. Albo może właśnie to jest ćwiczenie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nefrytka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 373

@Dzidka81 Dokładnie to drugie. Na początku to jest wysiłek, potem ciało zapamiętuje. To jest ten sam mechanizm co w każdej medytacji uważności - powtarzasz dość długo i zaczyna się dziać bez pełnej uwagi. Ja nie myślę już świadomie o każdym myciu rąk, ale czuję kiedy ta intencja jest i kiedy jej nie ma. Kiedy jej nie ma - bo spieszę się, bo coś mnie roztrzęsło - to wieczorny rytuał jest cięższy. Kiedy przez dzień robiłam te małe rzeczy, wieczorem to bardziej porządkowanie niż wyciąganie.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Nefrytka Ten podział na "wyciąganie kontra porządkowanie" jest chyba kluczem do całego tematu. W starych praktykach higienicznych - nie tylko magicznych, bo mówię też o zwykłej wiedzy przekazywanej kobietom które pracowały przy chorych - było to naturalnie wbudowane. nie czekało się na wieczór z całym bagażem dnia. Robiono małe rzeczy cały czas. Nefrytka Dokładnie tak jak piszesz. To co się zmieniło to że oderwaliśmy rytuał od codzienności i zamknęliśmy go w wieczornym "sesja oczyszczania". A to nie jest jak to działało.


Odpowiedz
(@rozalka86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 66

@Herga Mam pytanie do tego co powiedziałaś o kobietach pracujących przy chorych - czy są jakieś konkretne zapisy o tym co robiły? Znaczy cokolwiek co przetrwało jakaś dokumentacja, opisy? Nie musisz mieć źródła pod ręką, ale jestem ciekawa czy to jest coś co można gdzieś znaleźć czy to raczej wiedza przekazywana ustnie.


Odpowiedz
Udostępnij: