Eustachy to co mówisz to bardzo uczciwe. I nie, nie trzeba mieć systemu żeby coś znaczącego zrobić. Rytuał bez systemu to trochę jak modlitwa bez konkretnej religii - może być głęboka albo może być pusta, zależy od tego co w nią wnosisz. Ale tu jest pytanie: co chciałbyś żeby ten rytuał zaznaczył? Bo od odpowiedzi na to wychodzi forma.
Mam tu inne pytanie, bo ten wątek o przemianie płci mi się przewija przez głowę. oj, eustachy, czy mówisz o przemianie tożsamości w sensie płci biologicznej, czy o jakimś wewnętrznym przesunięciu, zmianie tego kim jesteś w środku? Bo mam wrażenie że to dwa różne konteksty dla rytuału.
To co Eustachy powiedział jest ważne i dobrze że to postawił. Wiele tradycji ma rytuały przejścia właśnie dla momentów kiedy tożsamość się zmienia - van Gennep opisywał to jako trzy fazy: separacja, liminalność i inkorporacja. Liminalność to jest dokładnie to o czym mówimy - czas pomiędzy, kiedy stare się rozpadło a nowe nie jest jeszcze w pełni ukształtowane. I tradycyjnie w tym czasie nie robi się wielkich rytuałów woli, tylko rytuały trwania 😀
To mi się kojarzy z czymś innym - w tarocie jest karta Śmierci i Wiszący, i obie są o tym zawieszeniu o którym mówiła Nocnica. ehh, śmierć to transformacja, ale Wiszący to właśnie ta faza liminalności - widzenie świata do góry nogami zanim cokolwiek się zmieni. Zastanawiam się czy zanim Eustachy zrobi jakikolwiek rytuał, nie warto by było po prostu usiąść z jakimś obrazem który opisuje to gdzie jest teraz.
Monisia to powiedziała lepiej niż ja. I dodam tylko że Wiszący w tradycji kabalistycznej jest powiązany z Neptunową solucją - rozpuszczaniem granic ego. To nie przypadek że ta karta pojawia się przy przemianach tożsamości. Nie chodzi o to żeby coś z siebie zrobić, tylko żeby przestać się kurczowo trzymać tego co już było 😉
Czytam to wszystko i mam dziwne uczucie - trochę jak ulga, trochę jak że coś mi umknęło. bo przez całą tę rozmowę szukałem co zrobić, a teraz słyszę żeby nie robić. ale jak to pogodzić z tym że jednak chcę coś zaznaczyć, nie przepuścić tego przez palce?
Eustachy, to nie jest sprzeczność. "Nie robić" nie oznacza "nic nie zrobić" - oznacza nie działać z miejsca "chcę to kontrolować". zaznaczenie może być bardzo proste: zapisać jedno zdanie, zapalić świecę, wziąć przedmiot który będzie pamiętał ten moment razem z tobą. Rytuał trwania nie musi wyglądać jak rytuał.
Almandynka, a ten przedmiot który "pamięta" - to jest myślenie w stronę jakiegoś kamienia, amuletu? Czy dosłownie chodzi o dowolny obiekt do którego przywiązujesz intencję?
eee czytam to o kamieniach i mam mieszane uczucia. Pracuję z przedmiotami od dłuższego czasu i zauważam że ludzie mają tendencję do przywiązywania się do formy - "musi być kamień", "musi być kryształ", "musi być coś specjalnego". A potem okazuje się że najsilniej ze wszystkim wchodzi się w kontakt przez coś zupełnie prozaicznego. Eustachy, masz może jakiś przedmiot który już teraz kojarzy ci się z tym procesem? Niekoniecznie ezoteryczny.
Ale poczekajcie - czy ta całaa rozmowa o przedmiotach nie oddala nas od pierwotnego pytania? Eustachy pytał o to jak w ogóle podejść do rytuałów w momencie przemiany. I mam wrażenie że zamiast odpowiedzieć na to, wchodzimy w szczegóły techniczne które zakładają że już wiemy co robić. może najpierw warto wrócić do: czy w ogóle i po co, a potem jak?
Dorzucę coś od siebie bo pracuję z ciałem i czakrami od lat - ten wymiar fizyczny o którym mówi Nocnica ma swoje odbicie też w tym jak ciało przetwarza zmianę tożsamości. Czakra gardła i czakra splotu słonecznego są pierwszymi kótre reagują na pytanie "kim jestem". nie mówię że trzeba robić cokolwiek specjalnego, ale jeśli Eustachy czuje zacisk, trudność z mówieniem o sobie, wahania w centrum - to jest informacja o tym w którym miejscu przemiana się rozgrywa fizycznie.
A mnie zastanawia jedno - czy te wszystkie metody które tu wymieniamy, van Gennep, czakry, przedmioty, numerologia - czy one muszą być spójne? Czy można wziąć coś z każdej i złożyć własne podejście, czy to się rozłazi?
To zdanie Danka mnie uderzyło - "zbiera metody żeby nie musieć wiedzieć". bo trochę tak to wygląda z tej rozmowy - i trochę tak wyglądało moje pytanie na początku. Szukałem jak a może powinienem był zapytać po co.
Eustachy to jest uczciwa refleksja. I właśnie dlatego ta rozmowa była potrzebna - żeby dojść do pytania pod pytaniem. Co chcesz z tym momentem zrobić? Zapamiętać go? Uczcić? Pożegnać coś? Przywitać? ojej bo od tego zależy czy potrzebujesz rytuału przejścia, rytuału trwania, czy może czegoś w rodzaju wieczoru wspomnień z samym sobą.
I tu wychodzi że pytanie z tytułu wątku - "czy można robić rytuały w trakcie przemiany" - miało w sobie zakodowane coś innego. Nie chodziło o pozwolenie. Chodziło o to jak się w tym odnaleźć. Przynajmniej tak to rozumiem po tej całej rozmowie.
a skąd miałbyś wiedzieć kiedy coś się kończy? Serio pytam, nie retorycznie. Bo w przemianie tożsamości nie ma dnia kiedy budzisz się i myślisz "skończyło się, jestem już gotowy". To nie działa jak gorączka która mija.
Ja to rozumiem inaczej. Lęk przed zepsuciem procesu to nie jest irracjonalne myślenie, tylko wyraz tego że zależy ci na tym co się dzieje. Problem pojawia się kiedy ten lęk zaczyna decydować za ciebie. Bo wtedy zamiast świadomie wchodzić w przemianę, chowasz się za czekaniem.
Myślę że pytanie Eustachy ego o "czy zacząć teraz czy poczekać" zakłada że te dwie opcje są różne. A jak Wega mówi - przemiana już trwa. Nie ma stanu przed. Więc jedyne co możesz zrobić teraz to zaznaczyć ten moment jako coś, co zauważyłeś. Nie musisz czekać na koniec.
Rytuał środka. To nie jest moje określenie, ale mam wrażenie że to jest właśnie to. W tradycjach inicjacyjnych faza liminalna miała własne praktyki, nie tylko rytuał wejścia i wyjścia. To co van Gennep opisywał jako "margin" - środek - był regulowany przez konkretne powtarzalne działania właśnie dlatego żeby osoba w przemianie miała jakiś kościec w czasie gdy tożsamość jest płynna. Eustachy, to może jest odpowiedź na twoje pytanie o "kiedy" - nie po, ale teraz i właśnie dlatego że trwa.
To zdanie Nocnicy o kośćcu w czasie gdy tożsamość jest płynna - to jest dokładnie to co chciałem powiedzieć i nie potrafiłem. Szukałem czegoś co trzyma mnie razem kiedy nie wiem jeszcze kto jest ten "ja" który to trzyma.
