To porównanie z szachami jest dobre, ale trohę za mocne chyba. Bo są praktyki które zaczynają się jako zbiorowe a potem stają się solarne i jakoś działają 🙂 Może nie tak samo, ale działają. Więc chyba da się coś z tego wydobyć, tylko inaczej.
To jest bardzo uczciwa obserwacja. I chyba opisuje błąd który popełnia wiele osób kiedy przejmują rytuały z zewnątrz, niekoniecznie tylko z dzieciństwa. Forma jest widoczna, daje się zapamiętać, daje się skopiować. Reszta jest niewidoczna i trzeba ją albo odbudować albo stworzyć samemu. Nikt tego nie mówi wprost kiedy przekazuje praktykę.
Weszłam trochę z boku, bo obserwuję ten wątek od jakiegoś czasu. Mam podobne doświadczenie z innym rytuałem, nie rodzinnym ale przejętym od kogoś. Przez długi czas czekałam że forma zadziała sama. W pewnym momencie zaczęłam rozmawiać z osobą która mi to przekazała i okazało się że ona też go zmodyfikowała po czasie od osoby która jej to dała. Że to co mi przekazała to już była jej wersja. Nie oryginał. To zmieniło moje podejście do całej kwestii wierności formie.
Zofijka ma rację że to nie jest instrukcja. no dobra, ale mi ta perspektywa robi jedno ważne: zdejmuje presję bycia wierną oryginałowi, którego i tak nikt nie zna. Dla mnie to jest odblokowanie a nie tylko historyczny komentarz. Nie wiem czy Bryza tak to czuje.
