Może dobrym krokiem pośrednim byłoby zrobienie czegoś co jest tylko częścią tamtego rytuału ale nie całością i nie w tej samej porze. Np. zapalenie takiej samej świecy ale zupełnie w innym kontekście, przy normalnej czynności. Żeby ciało nauczyło się że ten element nie zawsze prowadzi do tamtego wspomnienia. Nie wiem czy to ma sens w tym konkretnym przypadku, ale słyszałam że tak się rozplątuje skojarzenia.
A jak długo to trwało u ciebie, Felicja? Miesiąc? Dłużej? Pytam bo to ważne żeby mieć jakieś wyobrażenie nie po to żeby porównywać, ale żeby wiedzieć że to nie jest coś na dwa tygodnie.
Czytam to co napisała Felicja i mam mieszane uczucia. Z jednej strony to brzmi prawdziwie, że nie będzie liniowo. z drugiej strony kilka miesięcy to dużo czasu na coś co kiedyś po prostu robiłam bez myślenia. nie wiem czy to mnie uspokaja czy przeraża.
To co mówi Felicja pasuje do tego co wiem o konsolidacji pamięci emocjonalnej. Mózg przetwarza skojarzenia nie w czasie kiedy na tym siedzisz, tylko często właśnie w tłach, podczas snu albo zwykłego dnia. Dlatego postęp nie jest ciągły, bo samo przetwarzanie nie jest ciągłe. Ewuniaa, czy masz wrażenie że po takich gorszych momentach jednak coś się zmienia na dłuższą metę?
To jest bardzo typowe i dobrze że to zauważasz, bo dużo osób myśli że brak poczucia postępu równa się brak postępu. Przez to przerywają za wcześnie. Czy ktoś ci pomaga przez to przejść na bieżąco, czy jesteś z tym sama 😀
To jest dla mnie nowe ujęcie. Zawsze myślałam że muszę wrócić do tego dokładnie tak jak to robiłam, żeby udowodnić sobie że mogę. A tu wychodzi że właśnie to dokładne odtworzenie może mi utrudniać. Trochę mi to miesza w głowie.
A może właśnie dlatego że to "moje" jest tak zakorzenione to trudno z tym pracować? Bo zewnętrzne przekonanie można odrzucić jako narzucone. A własne przekonanie siedzi głębiej i wydaje się prawdziwe nawet jeśli nie służy.
To co napisałaś na końcu jest ważne. Że sama piszesz i widzisz że to bez sensu. To znaczy że jest jakaś część ciebie która to już widzi inaczej. Nie trzeba od razu przekonać całość, wystarczy żeby ta część która widzi zaczęła mieć trochę więcej przestrzeni.
To co napisałaś o strachu jako dowodzie na porażkę to jest sedno problemu, który tu mamy. Bo skąd w ogóle wzięło się przekonanie że rytuał ma zawsze dawać spokój? To nie jest prawo fizyki. Są praktyki które mają wywoływać tarcie, opór, nawet dyskomfort. A spokój to nie jedyna miara że coś działa.
Tak, to był rytuał wyciszający, robiłam go właśnie po to żeby się uspokoić. Więc mózg chyba zapamiętał tamten wieczór jako: robię to żeby się uspokoić, a potem stało się coś złego. I teraz jak chcę się uspokoić to aktywuje tamto. Przynajmniej tak to rozumiem po tym wszystkim co tu piszecie.
A to już brzmi jak kllasyczny paradoks. Próbujesz odzyskać spokój tym samym działaniem, które mózg skojarzył z brakiem spokoju. To trochę jak próbować zgasić ogień benzyną, bo benzyna była wcześniej tylko cieczą w kanistrze i "kiedyś działała". Brzmi brutalnie ale chyba tak to działa.
A może właśnie o to chodzi, żeby na chwilę przestało być rytuałem i stało się tylko zestawem gestów i przedmiotów? Bez ładowania w to niczego. Trochę jak rozebranie czegoś na części, żeby zobaczyć że każda z osobna jest neutralna. Zapach to zapach, świeca to świeca, ruch to ruch.
Ja to właśnie robiłam w tamtej swojej sytuacji, o której pisałam wcześniej. Rozkładałam zioła i parzyłam je osobno, żeby zobaczyć które konkretnie ciągnie tamten nastrój. oj tam, okazało się że to był jeden konkretny składnik i kiedy go wymieniłam na inny to reszta przestała tak mocno działać. Nie wiem czy to jest metoda dla każdego, ale u mnie zadziałało.
To jest konkretna informacja. Skupienie to brama. Ciało zapamiętuje że przez tę samą bramę weszłaś w coś trudnego i teraz reaguje zanim jeszcze cokolwiek złego się dzieje. Więc może warto pobawić się tym co poprzedza skupienie, zmienić właśnie to przejście.
Mam notatki z kilku różnych podejść do tego problemu i jedno z nich mówi o tym żeby świadomie zrobić coś nieoczekiwanego zaraz przed momentem który wywołuje reakcję. Coś drobnego, ale innego. Na przykład wstać, przejść przez pokój, wrócić chodzi o przerwanie sekwencji zanim się uruchomi, bo mózg rozpoznaje ciąg, nie pojedynczy element.
To że jest ta chwila to dobra wiadomość, serio. Napięcie w klatce to sygnał który ciało daje zanim wejdziesz w pełny stan. Pracujesz z tym zanim jesteś w środku, nie kiedy już cię pochłonęło. To dużo łatwiejsze niż próbowanie wyjścia w połowie.
a co robiłaś zanim siadałaś do rytuału? Czy był jakiś wstęp, coś co robiłaś przed, czy wchodziłaś od razu w działanie?
To jest coś. Brak progu wejścia sprawia że ciało nie dostaje sygnału że coś się zmienia, a jednocześnie dostaje go za chwilę w najgorszym możliwym momencie. jakiś krótki, fizyczny gest przed usiadaniem mógłby zupełnie zmienić tę sekwencję.
Chcę go odzyskać. Pisałam o tym na początku i to się nie zmieniło. To był rytuał który naprawdę mi działał przez długi czas i dla mnie ma znaczenie. Nie chcę go odpuszczać tylko dlatego że jeden wieczór go zabrudzil.
Rozumiem, ale Dola i Galaktyka_F dobrze zrobiły że dopytały, bo to zmienia trochę perspektyę. Jeśli motywacja jest silna to pracuje się inaczej niż kiedy ktoś jest ambiwalentny. Ewuniaa, a jak długo ten rytuał był częścią twojej praktyki zanim tamto się wydarzyło?
Kilka lat to dużo pozytywnych wspomnień z tym rytuałem. To jest o dziwo coś z czym można pracować, bo te wspomnienia są gdzieś w ciele, tylko przykryte. Pytanie jak do nich dotrzeć bez wchodzenia przez bramę która aktywuje to złe skojarzenie.
Odpowiadając na pytanie Kuni - samo myślenie o tym wywołuje coś w rodzaju niepokoju, ale dopiero kiedy zaczynam siadać i zapalać świecę to napięcie robi się wyraźniejsze. Jakby ciało wiedziało co za chwilę nastąpi i zaczynało się bronić zanim jeszcze cokolwiek zrobię. oj Nie wiem czy to odpowiada na pytanie bo sama nie jestem w stanie precyzyjnie rozdzielić tych dwóch momentów.
To rozróżnienie akurat dużo mówi. Jeśli sama myśl wywołuje tylko lekki niepokój, a dopiero konkretny gest - siadanie, zapalanie świecy - uruchamia silniejszą reakcję, to znaczy że skojarzenie jest przywiązane do bardzo konkretnych bodźców sensorycznych. ojej, to jest z jednej strony trudniejsze bo ciało reaguje zanim włączy się głowa, ale z drugiej strony daje jakiś punkt zaczepienia. Czy ta świeca to ta sama świeca, znaczy ten sam typ, zapach, kolor? Bo to może być ważne.
To jest bardzo konkretne pytanie i myślę że ważne. Mam wrażenie że w tych rozmowach często omijamy właśnie ten poziom sensoryczny a on bywa kluczowy. Zioła, zapach, światło - to jest pierwsza warstwa która dociera do ciała zanim pojawi się jakakolwiek intencja. Jak to jest zaburzone to cała reszta idzie krzywo.
