Wróciłam ostatnio do czegoś, co od dawna mi chodzi po głowie, ile tej swojej energii, emocji, skupienia trzeba naprawdę włożyć w rytuał miłosny, żeby w ogóle miał sens? Pytam serio, bo słyszałam totalnie różne podejścia. Jedni mówią, że emocje to paliwo i bez nich nic nie drgnie. Inni twierdzą, że za duże zaangażowanie wręcz przeszkadza, bo przywiązanie do wyniku blokuje przepływ. I szczerze, po różnych własnych doświadczeniach nie wiem, które bliżej prawdy. Macie jakieś swoje spostrzeżenia?
To jedno z tych pytań, gdzie prosta odpowiedź będzie myląca. Emocje są potrzebne, ale nie każde i nie w dowolnym natężeniu. Strach, desperacja, obsesja, to nie jest żadne paliwo, to szum. Rytuał z pozycji "muszę to mieć, bo inaczej się posypię" rzadko idzie w dobrą stronę. Natomiast to, co bym nazwała spokojną intencją, takie pełne, pewne chcenie bez trzęsących się rąk, to zupełnie inna jakość. Problem w tym, że większość ludzi sięga po rytuały miłosne właśnie gdy są emocjonalnie roztrzęsieni. Trochę błędne koło.
Właśnie to mnie zastanawia, bo jak robiłam swoj pierwszy rytuał, to byłam totalnie roztrzesiona. Nie byłam w stanie być spokojna, zalezało mi za bardzo. I teraz myślę, czy dlatego nic się nie wydarzyło, czy moze po prostu za mało czekałam. Akacja.x, a skąd wiadomo ze ta intencja jest "spokojna" a nie tylko udawana? Bo mozna sobie wmowic spokój, a w środku nadal być w rozsypce.
Mam pytanie bo się tu trochę gubię. Mówicie o emocjach jako o czymś co albo napędza albo blokuje, ale na jakiej zasadzie emocje miałyby w ogole wpływać na efekt rytuału? Chodzi o koncentracje uwagi, jakiś przekaz energetyczny, czy cos jeszcze innego? Bo jak mi ktoś mówi "bądź spokojny", to mogę się postarać, ale bez zrozumienia dlaczego to trochę strzelanie w ciemno.
To zależy od systemu w którym pracujesz. W tradycji ceremonialnej punkt ciężkości leży na precyzji działania, skupieniu woli i jasności intencji, emocje są wtedy tłem, nie centrum. W magii opartej na tradycjach ludowych, albo w części podejść neopogańskich, emocja jest dosłownie tym co "ładuje" przedmiot, zaklęcie, świecę. Tak jakby informacja zakodowana w uczuciu przekazywała się w materię lub przestrzeń. Ale żadne z tych podejść nie zakłada, że płakanie nad świecą przynosi lepszy efekt niż spokojne skupienie. Emocja jako jakość, nie jako intensywność.
Ale jak to "puścić i nie patrzeć"? To brzmi jak teoria którą łatwo powiedzieć, a w praktyce jest niemożliwa. Jak mi zależy na konkretnej osobie, to nie jestem w stanie po prostu przestac sie tym zajmowac po jednym rytuale. Ktos to faktycznie osiągnął?
Ten wątek z zapomnieniem po rytuale przewija się w różnych miejscach, nie tylko tu. Czytałam o koncepcji "lust for result", termin chyba od Austina Osmana Spare'a, maga z początku XX wieku. Chodzi mniej więcej o to, że pragnienie uzyskania efektu jest samo w sobie sabotażem, bo utrzymuje w swiadomości przekonanie o braku. Trochę przewrotne, ale ma sens, jeśli non stop myślisz "chcę żeby to zadziałało", to zarazem potwierdzasz że tego nie masz.
Mam pytanie do całej tej dyskusji, czy ktoś zauważył zależność między tym ile sie zna obiekt rytuału, a jakoscią tej intencji o której tu mówicie? Teoretycznie emocja do kogoś bliskiego powinna być inna, pełniejsza niż do kogoś kogo sie ledwo zna.
O tym w ogóle nie myślałam. Robiłam ostatnio cos dla kogoś kogo znam krótko i teraz sie zastanawiam, czy skupiałam sie faktycznie na nim, czy na tym co sobie o nim wyobraziłam. Trudno to odróżnić w trakcie. Jest jakis sposób żeby zweryfikować z czym sie faktycznie pracuje podczas rytuału?
Chcę dorzucić jedno do tej dyskusji, bo trochę nam sie wszystko zlewa. Rozmawiamy o emocjach jakby były jedną kategorią. Ale w pracy z czakrami rozróżniamy skąd emocja pochodzi, czy z poziomu solarnego czyli wola i ego, czy z poziomu sercowego czyli miłość bez kontroli. I te dwie rzeczy dają radykalnie różne efekty w rytułach miłosnych. Ktoś pracujący z poziomu woli może cos uruchomić, ale to nie będzie to samo co u kogoś pracującego z miejsca autentycznego uczucia. Nie mówię ze jedno jest złe, ale to są różne intencje i różne efekty.
