Wielki Piątek, spędzamy razem. My jutro też jedziemy do jego rodziców na Wielkanoc.
Jutro Wielka Sobota, jedziemy do jej rodziny, w poniedziałek do mojej. Zobaczymy jak to będzie.
Wielka Sobota, jesteśmy już u moich rodziców. Mama go uwielbia, tata trochę na dystans ale to normalne. Zaraz idziemy święcić.
Wielka Sobota. Jestem u rodziców, pomagam przy przygotowaniach. Wszyscy szczęśliwi, świąteczna atmosfera. A ja udaję że wszystko ok.
Wielka Sobota, u jego rodziców. Wszyscy bardzo mili. Jutro śniadanie wielkanocne razem. To takie dziwne i piękne jednocześnie.
U jej rodziny. Przyjęli mnie super. Jutro wielkanocne śniadanie.
Wieczór, wszyscy poszli spać. Siedzę i myślę o nim. Ciekawe czy on też myśli o mnie w te Święta. Pewnie nie. Pewnie nawet nie pamięta że istnieję.
Śniadanie wielkanocne u moich rodziców. On się świetnie dogaduje z moją mamą, gadają o gotowaniu. Tata się przełamuje powoli. Jest pięknie.
Wesołych Świąt. Siedzę z rodziną, jem, uśmiecham się. A w środku pusto. Siedemnasty dzień i dalej nic. Wszyscy pytają co u mnie, mówię że dobrze. Kłamię.
Wesołych wszystkim! U jego rodziny super, wszyscy szczęśliwi. Coś pięknego 🙂
Wesołych! U jego rodziców super. Jego mama mnie uwielbia, dała mi przepis na sernik. Takie zwykłe rzeczy a tak cieszą.
Wesołych Świąt wszystkim! Piękny dzień z jej rodziną. Jutro jedziemy do mojej. Tyle jedzenia że chyba pęknę.
Poniedziałek Wielkanocny u mojej rodziny. Wszyscy zachwyceni że w końcu kogoś przyprowadziłem. Mama cała szczęśliwa, tata podpytuje ją o pracę. Normalnie.
Osiemnasty dzień. Święta się kończą, wracam do domu. Zero wiadomości, zero oznak że o mnie pamięta. Trzy dni zostały. Chyba muszę się pogodzić że to koniec.
Czym się różni Feniks od Lustra?
Poniedziałek Wielkanocny, wracamy do domu. Święta były piękne. W końcu czuję się naprawdę szczęśliwa. Życzę wam wszystkim tego samego.
Wracamy z Świąt. Zmęczeni ale szczęśliwi. Wszystko się układa. Jeszcze niedawno płakałam że to koniec.
Dziewiętnaście dni. Dwa dni zostały. Wróciłam do pracy po Świętach, próbuję się skupić. Ale myśli ciągle przy nim. Chyba zaczynam akceptować że to nie zadziała.
Wtorek po Świętach, wieczorem się widzimy. Trzeba wrócić do normalności.
Powrót do pracy po Świętach taki ciężki. Ale wieczorem wpadnie do mnie więc jest na co czekać.
Po 14 miesiącach walki, odzyskałam męża.
W ostatnim czasie miałam rytuał feniksa u Pana Roberta, zmiany w zachowaniu męża wobec mnie zauważyłam już po tygodniu od rozpoczęcia, co ciekawe doszło też sytuacji, która potencjalnie mogła mieć negatywny wpływ na rytuał, po konsultacji z Panem Robertem dołożyliśmy egipski. Po tym zdarzeniu, miałam wrażenie, że mąż trochę zaczął zabiegać o mnie (sam przyznał, że szukał kontaktu ze mną, dzwonił codziennie, żeby mnie usłyszeć). Kiedy zobaczyłam, że może zależeć mu na mnie tylko się boi, delikatnie dawałam mu do zrozumienia, że może wrócić (nie chciałam za bardzo naciskać) i wrócił.
Przez te wszystkie miesiące miałam wiele rytuałów, zmiany często pojawiały się szybko, później się wycofywał, więc były kolejne rytuały, czasem po kilka na raz i obowiązkowo separacyjny. W sumie trudno było stwierdzić, który rytuał akurat przynosi efekty, ale myślę że każdy zrobił swoje w swoim czasie. Przed feniksem miałam wiccański i Lilith u Pana Eryka, jeszcze wcześniej czarne wesele u Pani Ani, przed czarnym weselem egipski u Pani Ani, krwi u Pana Eryka, lustra u Pana Roberta i wiele innych wcześniej.
Tym razem postawiłam na feniksa i chyba to właśnie ten rytuał dokończył dzieła, ponieważ widziałam realną zmianę w zachowaniu męża wobec mnie, jednak brakowało mi jego decyzji, dlatego po konsultacji z Panią Anią dołożyłam rytuał krwi, który dopiero się zaczął, ale myślę, że nie zaszkodzi ☺️
Nie traćcie wiary. Mimo, iż mój przypadek był bardzo trudny, a walka długa i ciężka, jednak się udało. Pewnie jeszcze wiele trudności przed nami, ale czuję się jeszcze silniejsza i wiem, że będzie dobrze.
Życzę powodzenia i wytrwałości wszystkim walczącym❤️
Wróciliśmy do domu, do naszego wspólnego życia. Lodówka pełna świątecznych resztek.
Dzięki za wsparcie. Święta były ciężkie, udawanie przed rodziną że wszystko ok. Teraz siedzę sama w domu i myślę. Mam nadzieję na cud ale już chyba nie wierzę.
Dwudziesty dzień. Jutro koniec ale ja chyba się poddaję. Dwa tygodnie związku to chyba za mało żeby ktokolwiek tęsknił.
Miał ktoś Czarne Wesele u Pana Roberta ? Ja dziś drugi dzień i chciałbym pogadać z kimś, kto też mial Czarne Wesele.
Środa, połowa tygodnia. Wieczorem się widzimy, już tak na stałe chyba. Dziwne jak szybko życie się zmienia.
U nas wszystko dobrze. Spotykamy się regularnie, piszemy codziennie. Takie normalne życie w związku. Jeszcze niedawno wydawało mi się nieosiągalne.
