Właśnie wchodzę z innej strony, bo ta dyskusja o intencji bez nośnika to jest stara debata. Historycznie runa nie była "naładowana raz i działa". Aktywacja polegała na wypowiadaniu formuły, na geście, na powtarzalności. Dlatego nie jestem pewna, czy proszek da się dobrze wpisać w tradycyjne podejście runiczne, czy to raczej magia ziołowa, tylko z runiczną nazwą.
Przepraszam, że się wtrącam, bo może to naiwne pytanie. Ale jeśli ktoś pracuje z proszkiem i myśli, że to runa Algiz, to czy to nie jest wystarczające, żeby to było "runiczne"? Intencja jest runiczna, symbol jest runiczny, tylko forma jest inna. Gdzie dokładnie przebiega granica?
Mam pytanie trochę z boku. Czy proszek z runą to znaczy, że ktoś bierze kamień z runą i go mieli? Bo jeśli tak, to trochę mnie to niepokoi, bo brzmi jakby się niszczyło coś, co miało energię. Czy to nie jest problem?
Ale zaraz, czy ktoś w ogóle tak robi? Miele gotowe runy? Bo ja myślałam, że proszek runiczny to raczej coś, co jest przygotowane celowo pod proszek, nie że ktoś bierze zestaw i go kruszy. Czy to w ogóle jest tak praktykowane?
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie, może głupie. Jeśli ktoś jest na początku pracy z runami, tak jak ja, czy proszek to dobry punkt startowy, czy lepiej zacząć od czegoś, do czego się wraca i można obserwować przez dłuższy czas? Bo z tej rozmowy wyciągam, że proszek wymaga jakiejś wiedzy o tym, czego się chce, a ja jeszcze nie wiem, czego chcę.
Mam pytanie, bo ta dyskusja między historycznym a współczesnym to mnie zawsze trochę kręci w kółko. Czy dla kogoś z was osobiście ma znaczenie, czy dana praktyka ma historyczne korzenie? Czy jeśli proszek działa dla konkretnej osoby, to historia jest po prostu nieistotna?
To teraz się zastanawiam, czy nie skaczę za szybko. Znaczy, zacząłem od pytania o Pertho w proszku i wychodzi na to, że powinienem najpierw lepiej opanować same runy jako takie, zanim w ogóle bawię się formą. Czy tak to rozumiecie?
Mnie bardziej odpowiada, że coś zostaje. Chyba to jest kwestia stylu. Jak mam coś fizycznego, to mam poczucie, że sprawa jest otwarta, że coś tego pilnuje. Proszek, który rozsypałam i wiatr go zawiał, jakoś nie daje mi tego spokoju.
A jak wy zamykacie rytuał przy proszku? Bo to mi nie przyszło do głowy wcześniej, ale jak rozsypujesz proszek i to jest intencja, to w którym momencie mówisz "skończone"? Jak wychodzisz z przestrzeni rytualnej?
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie. Kiedy mówimy o proszku i zamknięciu, to zakładamy, że zamknięcie jest intencją z zewnątrz nałożoną na ryt. Ale Pertho nie jest posłuszna takim intencjom, ona działa przez odsłonięcie, nie przez decyzję. Czy ktoś myślał o tym, że zamiast zamykać przez nią, może ona pokaże ci, dlaczego jeszcze nie pora? Bo to jest też możliwy wynik.
