Ostatnio trafiłem na wzmiankę o tym, że niektórzy praktycy mielą runy na proszek i używają go w różnych celach. Głównie chodziło o drewniane runy, ale podobno robi się to też z kamiennymi. Zastanawiam się, czy taki sproszkowany materiał w ogóle zachowuje jakiekolwiek właściwości runy, czy to już zupełnie coś innego? Bo z jednej strony symbol znika, z drugiej może energia pozostaje w samym materiale?
To ciekawe pytanie, ale zanim odpiszę szerzej, doprecyzuj mi jedną rzecz: czy chodziło o mielenie konkretnej runy i używanie jej proszku do konkretnego celu, czy może o tworzenie mieszanki kilku run? Bo to są dość różne zastosowania i trochę inaczej bym do nich podchodziła.
Ja nigdy nie słyszałam o mieleniu run, szczerze mówiąc trochę mnie to zaskoczyło. Zawsze myślałam, że runa musi być jako symbol, żeby działała. Bez formy nie ma runy, nie? Albo się mylę?
Ale po co w ogóle mielić? Nie można po prostu nosić runy przy sobie? Pytam bo nie rozumiem, jaki jest cel tego całego procesu mielenia.
Ja mam pytanie trochę z boku: czy takie mielenie nie jest traktowane jako zniszczenie runy? Zastanawiam się, czy nie powinno być jakiegoś rytuału przed rozdrobnieniem, żeby uwolnić energię w odpowiedni sposób, zamiast po prostu kłaść do młynka.
Dobra, to może ktoś zebrać to w całość? Czyli bezpieczne do mielenia to przede wszystkim: sosna, lipa, buk, brzoza? A co z dębem? Bo dąb to drzewo mocno obecne w tradycji nordyckiej i słowiańskiej, a nie słyszałam, żeby był toksyczny.
Ale skąd wiadomo, jakie drewno z jaką runą pasuje? Czy to jest gdzieś opisane, czy każdy decyduje po swojemu?
A właściwie wracając do początku tego wątku: Karrot pytał, czy proszek ma inne właściwości niż runa w tradycyjnej formie. Po tym wszystkim, co tu piszecie, mam wrażenie, że odpowiedź jest: zależy. Zależy od materiału, intencji, sposobu zastosowania. Ale czy ktoś może powiedzieć wprost: czy jest coś, co proszek robi lepiej niż runa w postaci fizycznej?
Ja cały czas mam z tyłu głowy to pytanie o formę. Jeśli runa to symbol i ten symbol ma znaczenie, to po zmieleniu symbol przestaje istnieć. Znaczy: nie możesz już na proszek spojrzeć i zobaczyć Fehu. Czy to komuś nie przeszkadza?
Mam wrażenie, że to sprowadza się do fundamentalnego pytania o to, co tak naprawdę jest nośnikiem energii. Symbol jako kształt, czy materiał, który był z tym kształtem związany? Czy ktoś ma na to jakiś pogląd oparty na konkretnej tradycji, a nie tylko własną interpretację?
To jest ciekawe, bo w kontekście galdrów proszek mógłby być wręcz spójnym rozszerzeniem tej logiki. Materiał był traktowany, był intencjonalnie naładowany, więc zachowuje ten ładunek niezależnie od formy. Ale czy ktoś zna przykłady historyczne albo choćby z literatury etnicznej, gdzie proszek z czegoś naładowanego był stosowany w ten sposób? Pytam serio, bo to mogłoby wiele wyjaśnić.
Żeby nie było, że tylko kiwamy głowami: czy ktoś tu w ogóle próbował proszku runowego w praktyce i może opisać co konkretnie zrobił i czy zauważył różnicę w stosunku do pracy z fizyczną runą? Bo cała ta rozmowa jest trochę teoretyczna i chętnie bym usłyszał coś z pierwszej ręki.
Ale to jest chyba właśnie sedno problemu z oceną proszku jako formy. Nie da się tego przetestować "czysto", bo sama praktyka runowa zakłada świadome działanie. Więc może zamiast pytać, czy proszek działa "sam z siebie", powinniśmy zapytać, do czego jest lepszy niż inna forma? Ja na przykład myślę o konkretnym zastosowaniu, i to mnie interesuje.
Poczekajcie, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Jak robi się proszek z kości? Znaczy, skąd się bierze tę kość i jak to fizycznie wygląda? Pytam zupełnie poważnie, bo to brzmi dla mnie mocniej niż drewno.
Chcę tu trochę zamieszać, bo słucham tej rozmowy o odnawianiu i zastanawiam się, czy to nie jest przypadkiem projekcja naszych oczekiwań. W starszych źródłach runicznych nie ma wzmianek o "ładowaniu" runicznych przedmiotów. Działanie runy wynikało z wyrytego znaku i towarzyszącej mu galdrowej pieśni. Sama forma proszku to chyba bardziej twórcza adaptacja niż coś historycznie udokumentowanego.
Mnie też ciekawi to samo. Ale z drugiej strony, skąd inaczej się zaczyna, jeśli nie od teorii? Ja na przykład dopiero zaczynam pracę z runami i ta rozmowa daje mi bardzo dużo kontekstu, nawet jeśli nie ma prostych odpowiedzi.
Ja też jestem raczej na początku drogi z runami i chciałam zapytać, bo może to naiwne pytanie: czy proszek z jednej runy można mieszać z proszkiem z innej? Czy to ma sens, czy to raczej coś, czego się unika?
Słucham tej wymiany i mam wrażenie, że tu wychodzi coś ważniejszego niż dobór runy. Czy w przypadku proszku w ogóle ma znaczenie, którą interpretację zastosujesz, skoro proszek nie ma jednej fizycznej formy do odczytania? Przy wyrytej runie masz konkretny kształt. Przy proszku rozrzuconym przy progu to kształt przestaje istnieć po chwili.
Mnie też to zastanawia. Bo z jednej strony mówimy, że proszek "oddaje intencję przestrzeni", a z drugiej, że trzeba to odnawiać. To trochę ze sobą nie gra, nie?
Przepraszam, że wejdę z takim podstawowym pytaniem, ale co to jest "risting"? Spotkałam to słowo w kilku postach, ale nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem.
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że próbujemy dopasować proszek do schematu, który po prostu dla niego nie powstał. Może zamiast szukać kategorii w tradycji nordyckiej, trzeba spojrzeć na to, jak proszki runiczne były używane w tradycjach, gdzie w ogóle nie ma podziału na risting, galdr i stav. Bo takie tradycje też istnieją.
Trochę się tu zagubiłem, bo zaczęliśmy od tego, czy powinienem połączyć Algiz z Othalą, a skończyliśmy na klasyfikacji proszku jako formy runizmu. Ale właściwie ta dyskusja odpowiada mi na coś ważniejszego: może zamiast myśleć, co posypać w przestrzeni, powinienem najpierw zdecydować, jak chcę z tą przestrzenią pracować, aktywnie czy biernie?
Muszę tu wejść, bo podział na aktywne i bierne jest popularny w neopogańskich podejściach do run, ale historycznie nie ma za nim wiele. Większość zachowanych zastosowań run w kontekście magicznym to właśnie ryty, słowa, formuły, wszystko to wymaga aktywnego udziału. Bierne działanie symbolu to raczej amuletowa tradycja, która nie jest specyficznie runiczna.
A skąd wiadomo, czy kamień był kiedyś aktywowany, czy nie? Bo kupuję gotowe runy w sklepie i nigdy nie byłam pewna, czy to, że ktoś je zrobił, wystarczy, czy muszę sama coś z nimi zrobić.
Więc wracając do proszku z tej strony: jeśli aktywacja jest po stronie osoby, a nie formy, to może nie ma dużej różnicy między proszkiem a runą na kamieniu? Różnica jest tylko w tym, jak długo fizycznie trwa, nie w tym, czy zadziała.
Ja bym zapytał inaczej: czy ktoś z was rzeczywiście pracował z proszkiem runicznym przez dłuższy czas i może powiedzieć, co zaobserwował? Bo ta dyskusja jest bardzo konceptualna, a chciałbym wiedzieć, jak to wyglądało w praktyce. Karrot zaczął temat, więc jego doświadczenie mnie najbardziej ciekawi.
Ja pracowałam z proszkiem kilka razy, głównie przy rytuałach wejścia, posypywałam próg. Nie twierdzę, że widzę spektakularne efekty, ale jest coś w tym akcie samym w sobie. To, że robisz coś fizycznego z intencją, zostawiasz ślad, nawet jeśli ślad jest niewidoczny potem. Nie wiem, czy to proszek "działa", czy raczej to, że wzięłam udział w czymś symbolicznym.
