Mam takie pytanie do was, bo ostatnio sporo nad tym myślę. Zbliża się kolejny sezon zaćmień i jak co pół roku zaczynam analizować, gdzie mi wypadają. I za każdym razem dochodzę do wniosku, że zaćmienia to chyba najsilniejszy tranzyt, jaki znam. Silniejszy niż retrogradacja Saturna, silniejszy niż kwadrat Plutona. Serio, przy zaćmieniach u mnie zawsze coś się dzieje - i to nie drobnostki, tylko rzeczy, które zmieniają kierunek na długie miesiące. Jak to wygląda u was? Odczuwacie je wyraźnie, czy uważacie że to kwestia autosugestii?
U mnie zaćmienia działają, ale nie zawsze od razu. Czasem efekt przychodzi z opóźnieniem dwóch-trzech miesięcy. Ostatnie zaćmienie Księżyca w Pannie w marcu trafiło mi na koniunkcję z natalnym MC i dokładnie trzy miesiące później dostałem propozycję zmiany pracy, której się kompletnie nie spodziewałem. Nie planowałem żadnych zmian, a tu nagle wszystko się potoczyło. Z kolei zaćmienie solarne z kwietnia w Baranie - cisza, nic się nie stało, bo wypadło mi w pustym domu szóstym bez aspektów do czegokolwiek.
@Betalia Też uważam, że zaćmienia to jedne z najsilniejszych tranzytów. Ale jest pewien haczyk - nie każde zaćmienie działa na każdego tak samo. Kluczowe jest to, czy zaćmienie robi koniunkcję lub opozycję do twojej planety natalnej albo osi. Orb powinien być ciasny, ja stosuję maksymalnie 3 stopnie. Jeśli zaćmienie wypada w pustym miejscu karty, możesz go w ogóle nie poczuć. Dlatego niektórzy ludzie mówią „u mnie nic się nie dzieje podczas zaćmień" - bo po prostu te konkretne zaćmienia nie aktywują ich karty.
Ja mam taką obserwację, że zaćmienia Księżyca odczuwam dużo bardziej niż słoneczne. Przy lunarnych mam wrażenie takiej emocjonalnej fali - kilka dni przed zaćmieniem jestem rozchwiana, mam dziwne sny, a potem nagle coś się klaruje. Przy zaćmieniach Słońca raczej przychodzą wydarzenia z zewnątrz - ktoś do mnie dzwoni z propozycją, coś się zmienia w pracy. Czy to normalne, że tak różnie się je odbiera?
Ja bym dodał jeszcze jedną rzecz, o której mało kto mówi - zaćmienia prenatalne. Ostatnie zaćmienie słoneczne, które miało miejsce przed twoimi narodzinami, to twoje zaćmienie prenatalne i ono działa jak dodatkowy punkt w karcie przez całe życie. Jan Spiller pisała, że znak zaćmienia prenatalnego pokazuje twoje „uniwersalne przeznaczenie" - energię, którą masz aktywnie wyrażać w tym wcieleniu. Kiedy tranzytujące planety robią aspekt do tego stopnia, mogą uruchomić się naprawdę głębokie procesy.
Ja sprawdzałem swoje zaćmienia wstecz i muszę przyznać, że korelacje są zdumiewające. Zaćmienie z października 2023 na mojej natalnej Wenus - i dokładnie wtedy rozpadł mi się trzyletni związek. Zaćmienie z kwietnia 2024 na natalnym Jowiszu - wygrana w konkursie, o którym zapomniałem że brałem w nim udział. Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy typ zaćmienia ma znaczenie? Bo słyszałem, że zaćmienie całkowite działa inaczej niż obrączkowe czy częściowe.
Ja chciałam zapytać o coś innego. Czytałam, że nie powinno się podejmować ważnych decyzji w tygodniu zaćmienia - nie podpisywać umów, nie brać ślubu, nie zakładać firm. Karol III został koronowany kilka godzin po zaćmieniu Księżyca w 2023 i potem zaczęły się jego problemy zdrowotne. Ale czy to nie jest trochę przesada? Bo jeśli sezon zaćmień trwa kilka tygodni, to sporo czasu wyłączonego z normalnego życia.
Mnie bardziej interesuje sprawa cykli Saros niż pojedynczych zaćmień. Każde zaćmienie należy do rodziny - cyklu Saros, który trwa setki lat. Pierwszy zaćmienie w danym cyklu nadaje ton całej serii, a potem co 18 lat wraca zaćmienie z tej samej rodziny. Bernadette Brady świetnie to opisała w „Eagle and the Lark" - każdy cykl Saros ma swój „odcisk energetyczny" oparty na aspektach z pierwszego zaćmienia w serii. To znaczy, że zaćmienie z 2025 roku niesie ze sobą energię sprzed setek lat.
Przyznam, że do tej pory nie zwracałem dużej uwagi na zaćmienia. Skupiałem się głównie na tranzytach planet zewnętrznych. Ale po przeczytaniu tego wątku sprawdziłem i okazuje się, że zaćmienie z marca 2025 w Pannie na 23 stopniu zrobiło mi dokładną koniunkcję z natalnym Słońcem. I faktycznie - w okolicach marca-kwietnia przeżyłem chyba największy kryzys zawodowy od lat. Zupełnie niespodziewany, z dnia na dzień wszystko się posypało, a potem odbudowało w zupełnie nowej formie. Przypadek?
