Siedzę nad tym problemem od jakiegoś czasu i zastanawiam mnie jedna rzecz: czy w ogóle jesteśmy w stanie obiektywnie wróżyć sobie runami? Pytam poważnie, bo za każdym razem kiedy rzucam dla siebie, mam wrażenie, że moje oczekiwania jakoś "ciągną" interpretację w określonym kierunku. Nie wiem, czy to kwestia ego, lęku, czy po prostu tego, że zbyt dobrze znam kontekst własnej sytuacji. Jak wy sobie z tym radzicie? Czy ktoś w ogóle uważa, że to jest rozwiązywalne?
Mam dokładnie ten sam problem i szczerze mówiąc nie wiem czy to da się całkowicie wyeliminować. Kiedy pytam o coś, na czym mi bardzo zależy, to nawet jak wyciągnę Hagalaz, jakoś potrafię sobie wmówić, że "no tak, ale to może oznaczać też oczyszczenie, więc może nie jest tak źle". Chyba każdy tak robi, tylko mało kto to przyznaje.
To co opisujecie to klasyczny problem projekcji. Tylko że w przypadku run jest on może nawet bardziej widoczny niż w tarocie, bo runy są dość zwięzłe w znaczeniach i bardzo łatwo jest "dobrać" interpretację pod tezę. Mam pytanie do was obu: czy próbowaliście kiedyś zapisywać interpretację zanim w ogóle przyłożycie ją do swojej sytuacji? Tzn. najpierw piszesz co dana runa oznacza generalnie, a dopiero potem zestawiasz z pytaniem?
Ja osobiście wolę jak ktoś mi czyta, bo czuję wtedy że wynik jest bardziej... niezależny? Ale nie zawsze mam kogoś, kto umie. Dlatego pytam: jak długo w ogóle ćwiczysz runy żeby zacząć im trochę ufać we własnym odczycie? Bo może to jest kwestia doświadczenia i po prostu z czasem człowiek mniej filtruje?
Trochę się gubię - to co rozumiecie przez "projekcję" w tym kontekście? Że człowiek widzi to co chce widzieć? Bo jak tak, to mam pytanie: jak w ogóle odróżnić prawdziwą intuicję od myślenia życzeniowego? Dla kogoś kto zaczyna to brzmi jakby to była nierozwiązywalna pułapka.
Mam taką hipotezę do sprawdzenia: może wróżenie dla siebie jest obiektywne tylko kiedy zadajesz pytania o rzeczy, co do których nie masz wyrobionego zdania? Tzn. jak pytasz "co przyniesie mi ten miesiąc w kwestii pracy" bez żadnych konkretnych oczekiwań, to może wynik jest czystszy niż kiedy pytasz o konkretną sytuację, w której już masz emocje zaangażowane. Czy to ma sens czy nie?
Słuchajcie, jest jeden sposób który mi naprawdę dał dużo w tej kwestii i to nie jest żadna technika interpretacji. Chodzi o to żeby przed rzutem dosłownie zapisać czego się boisz że wyciągniesz i czego się spodziewasz. Kiedy to masz na papierze przed sobą, potem możesz sprawdzić czy twoja interpretacja idzie właśnie w tamtym kierunku. To nie eliminuje problemu ale go ujawnia, co już jest coś.
nie rzucam drugi raz, bo to jest droga donikąd - będziesz rzucał aż dostaniesz co chcesz. Jeśli widzę, że interpretacja idzie zgodnie z moim strachem, to traktuję to jako sygnał żeby w ogóle nie decydować nic w tej sprawie na podstawie tego odczytu. Odkładam i wracam po kilku dniach, kiedy emocje opadną.
Mam wrażenie że podobny problem jest z kartami i może tam łatwiej go zauważyć, bo tarota więcej osób używa. Kiedy sama sobie czytam, to prawie zawsze "wiem jak to będzie wyglądało" zanim skończyłam interpretować. Chyba właśnie dlatego część osób mówi żeby nie czytać sobie w sprawach ważnych. Ale to też jest dziwne podejście, nie?
Czytam ten temat i mam proste pytanie: czy w takim razie wróżenie dla kogoś innego jest faktycznie bardziej obiektywne? Bo wydaje mi się że jak komuś czytam i nie znam jego sytuacji, to mogę wyciągnąć co wyciągnę i powiedzieć co runa oznacza bez filtrowania. Czy to jest realna różnica czy też złudzenie?
Próbowałam raz takiego układu z koleżanką. Ona nic nie mówiła, ja wyciągnęłam runy i interpretowałam. Potem powiedziała o co chodziło i... kompletnie nie trafiłam. Ale czy to znaczy że coś jest nie tak z metodą, czy że po prostu nie jestem dość dobra? Nie wiem jak to ocenić.
Nie nazwałabym tego "problemem". Kontekst pomaga budować interpretację, to jest normalne. Tylko wróćmy do sedna tego wątku, bo trochę odpłynęliśmy - pytanie jest o obiektywność przy czytaniu dla siebie. I tu kontekst działa odwrotnie: masz go za dużo i to przeszkadza, nie pomaga.
Shangie trafia w coś ważnego. Ale mam jedno "ale": czy nie jest tak, że to co nazywamy "własnym strachem i nadzieją" to właśnie jest to, do czego runy mają ci dać dostęp? Tzn. może te emocje nie są zakłóceniem odczytu, tylko są materiałem do pracy? Pytam serio, bo nie jestem pewny jak to traktuję.
Mam na to tylko jedno wyjście, które mi działa: zapisuję interpretację słowo po słowie zanim zacznę myśleć "co to dla mnie znaczy". Tzn. najpierw piszę co runa obiektywnie oznacza, potem co ta kombinacja mówi, i dopiero na końcu jak to się ma do mojej sytuacji. Jak skaczę od razu do ostatniego kroku, zawsze idę po linii oporu.
no tak, i to samo jest z tarotem. Wieża może być katastrofą albo uwolnieniem, Śmierć przemianą albo stratą... Ale właśnie przez to zastanawiam się: może wróżenie w ogóle nie jest po to żeby dać odpowiedź, tylko żeby wymusić na tobie że musisz wybrać jak interpretujesz - i ten wybór mówi więcej o tobie niż sama runa?
Czytam ten temat od dłuższego czasu i mam takie podstawowe pytanie, bo troszkę się gubię: czy wy w ogóle wierzycie że runy "mówią" cokolwiek obiektywnego poza tym co projektuje rzucający? Tzn. czy jest jakaś siła która układa te runy, czy to jest po prostu losowe i tylko interpretacja jest "nasza"? Bo to chyba zmienia całą dyskusję.
Słuchajcie, to może głupie pytanie, ale: czy ktoś z was próbował zapisywać wszystkie swoje odczyty przez jakiś czas i potem wracać do nich po kilku tygodniach żeby sprawdzić jak wypadły? Bo to by chyba był jeden z niewielu sposobów na weryfikację czy jesteś obiektywny, zamiast tylko zgadywać.
To znaczy, że ktoś to jednak robi? Bo ja parę miesięcy temu zaczęłam coś takiego próbować - zapisywałam datę, pytanie, runy które wypadły i krótką interpretację. Ale po jakimś czasie przestałam, bo nie wiedziałam jak "sprawdzać" wyniki. Jak rozstrzygnąć że odczyt był trafny, a nie że po prostu dopasowałam co się potem stało do tego co napisałam?
I właśnie tu wracamy do oryginalnego pytania, bo "obiektywność" w tytule wątku może znaczyć dwie różne rzeczy. Jedno to: czy wynik jest niezależny od moich emocji w momencie ciągnięcia. Drugie to: czy wynik jest trafny w sensie przepowiedni. To są kompletnie inne pytania i przez całą rozmowę trochę nam się mieszają.
Właśnie dlatego kontekst intencji przed ciągnięciem jest ważniejszy niż samo ciągnięcie. Jak wchodzisz z konkretnym, sformułowanym pytaniem i chwilą skupienia, to runy odpowiadają na tamten moment skupienia, nie na twój aktualny poziom niepokoju. Przynajmniej tak to u mnie wygląda. Ale rozumiem że to brzmi jak trochę circular reasoning.
Słucham tej rozmowy i mam takie naiwne pytanie: a czy to nie jest po prostu kwestia doświadczenia? Tzn. im dłużej pracujesz z runami, tym lepiej umiesz oddzielić co mówi runa od tego co ty chcesz żeby mówiła? Czy to jest nierealistyczne założenie?
Przepraszam, że się wtrącam bo nie pisałam wcześniej w tym wątku, ale mam pytanie do bardziej doświadczonych: czy wy macie jakiś konkretny sposób formułowania pytania do siebie który zmniejsza ryzyko projekcji? Bo czytam tę rozmowę i rozumiem problem, ale nie wiem jak z tym pracować w praktyce.
Ja mam może głupie pytanie, ale wychodzi mi że cała ta dyskusja kręci się wokół tego, czy my w ogóle możemy być obiektywni wobec siebie. I to dotyczy nie tylko run - to chyba ogólniejszy problem? Jak wy w ogóle rozwiązujecie kwestię że interpretujecie runę dla osoby która jest jednocześnie pytającym i czytającym?
Słuchajcie, czy ktoś z was kiedyś próbował celowo "zaślepić" ciągnięcie? Tzn. ciągnąć runy dla pytania które zapisałeś na kartce nie patrząc na nie w momencie ciągnięcia, żeby zobaczyć co wychodzi bez aktywowania pytania w głowie? Ciekawi mnie czy ktoś to testował.
Czytam to od początku i mam pytanie może bardzo podstawowe: czy jest jakaś technika albo ćwiczenie które robicie żeby w ogóle nauczyć się rozpoznawać kiedy interpretujecie a kiedy projektujecie? Bo dla mnie jako osoby która zaczyna, to brzmi jak coś co wymaga lat praktyki, a chciałabym jakoś zacząć.
A czy ktoś próbował po tygodniu wracać do zapisanych skojarzeń i sprawdzać jak się mają do tego co się wydarzyło? Bo mi się wydaje że to ćwiczenie które Shangie opisuje jest świetne właśnie jako materiał do późniejszej weryfikacji, nie tylko jako moment refleksji przy ciągnięciu.
Zatrzymajcie się chwilę - czy tu nie rozmawiamy już głównie o nauce samoświadomości, a nie o obiektywności odczytu run? Tzn. czy to nie jest tak, że wszystkie te techniki pomagają lepiej poznać siebie, ale nie rozwiązują pierwotnego pytania o obiektywność? Bo mi się wydaje że te dwa cele są różne.
