Dorzucę jeszcze jeden gatunek na sam koniec, którego unikam czysto warsztatowo - dąb na małe runy. Wiem, że dąb to drzewo Thora, mocne, czcigodne. Ale dąb ma tak grube, otwarte słoje, że na małej powierzchni runy linie wychodzą rozmyte, a barwnik wsiąka nierówno przez te pory. Na duże talizmany dąb owszem, na drobne runy do woreczka - odpuszczam. Za gruba struktura na mały format.
To mnie zaskakuje, że dąb mimo całej swojej mocy nie jest najlepszy na małe runy. Myślałam, że im „mocniejsze" drzewo, tym lepiej. A okazuje się, że format i struktura mają swoje wymagania niezależnie od symboliki. Grusza „słabsza" symbolicznie, ale lepsza na mały znak. Dużo się tu uczę o tym, że nie ma prostych odpowiedzi.
Zbierając wszystko, co padło, mam wrażenie, że moja pierwotna czarna lista - market i nieznane pochodzenie - była dziecinnie prosta wobec tego, co tu wyszło. Teraz mam kilka warstw: zatrute, chore z przegniłym rdzeniem, miękkie i paczące, klejone, źle obrabialne na dany format, plus warstwa symboliczna, którą każdy układa sam. To dużo bogatszy obraz, niż wszedłem.
Mam jeszcze jeden gatunek, którego nikt nie ruszył, a u mnie jest na liście - jarzębina. Z szacunku, nie z odrzucenia. Jarzębina to drzewo silnie ochronne w naszej tradycji, „drzewo czarownic", sadzone przy domach przeciw złu. Dla mnie jarzębina jest do ochrony, do amuletów ochronnych, nie do wyroczni. Robię z niej talizmany, nie zestawy do czytania. To rezygnacja przez przeznaczenie, nie przez wadę.
Czyli wychodzą trzy rodzaje rezygnacji - fizyczna (drewno wadliwe), symboliczna albo kulturowa (drewno o złych skojarzeniach), i przez przeznaczenie (drewno dobre, ale do innej roboty). To mi porządkuje cały wątek lepiej niż jedna lista gatunków do unikania. Notuję te trzy kategorie.
Te trzy kategorie pomagają mi też z moją jabłonią. Fizycznie - sprawdziłem rdzeń, zdrowa. Przez przeznaczenie - robię zestaw do wyroczni, jabłoń pasuje. Symbolicznie - drzewo ojca, czyli najlepsze skojarzenie, jakie mogę mieć. Wszystkie trzy osie na zielono. Dopiero teraz, z tymi kategoriami, widzę, czemu to drewno jest tak dobre. Dziękuję za uporządkowanie.
Robi się z tego prawie kompletny sposób oceny każdego drewna, na które się natkniesz. Trzy pytania - czy zdrowe fizycznie, do jakiej roboty się nadaje, jakie niesie skojarzenia. Przejdź drewno przez te trzy pytania i wiesz, czy brać, do czego, i z jaką świadomością. To więcej warte niż lista „bierz to, nie bierz tamtego".
Dla mnie, jako osoby robiącej pierwszy zestaw, ten wątek jest bezcenny. Wchodziłam z pytaniem „jakie drewno", a wychodzę z całym sposobem oceny dowolnego drewna plus konkretnym skarbem, czyli gruszą dziadków, której wartości wcześniej nie widziałam. Trzy osie i grusza. Lepszego startu nie mogłam dostać.
Wrócę jeszcze raz do warsztatu, bo mam pytanie do reszty ekspertów. Czy ktoś z was zwraca uwagę na to, z której części gałęzi bierze drewno na runy? Bo mnie się wydaje, że drewno bliżej rdzenia gałęzi i bliżej kory to dwie różne rzeczy w obróbce i w trzymaniu barwnika. Ciekaw jestem, czy to tylko moje wrażenie.
Tyle subtelności, o których nie miałam pojęcia. Biel i twardziel, gradient koloru, część gałęzi. Myślałam, że drewno to drewno. A tu nawet w obrębie jednej gałęzi są różne drewna o różnych własnościach. To chyba praca na całe życie, żeby to wszystko wyczuć.
Dobrze, że ktoś to mówi, bo łatwo z takiego wątku wyjść z poczuciem, że trzeba być mistrzem stolarki, żeby w ogóle dotknąć drewna. A prawda jest taka, że unikając kilku grubych błędów, można zrobić bardzo dobry zestaw bez znajomości tych wszystkich niuansów. Niuanse są nagrodą za lata praktyki, nie biletem wstępu.
Patrząc na całość, uderza mnie, jak temat „czego unikać" okazał się bogatszy niż setki poradników „co wybierać". Bo rezygnacja wymaga zrozumienia powodu, a wybór można odklepać z listy. Kto wie, czego i czemu nie rusza, ten rozumie drewno. Kto zna tylko listę „polecanych", ten powtarza cudze.
Dla mnie najcenniejsze było zobaczyć, że nawet eksperci się różnią i że te różnice są spójne. Sauwak i Hellan spierają się o projekcję kontra pole zbiorowe i obaj mają rację w swoich ramach. To uczy, że w tej dziedzinie nie ma jednej prawdy, tylko spójne stanowiska, między którymi się wybiera. Cenniejsze niż gdyby wszyscy mówili jednym głosem.
Wychodzę z tego wątku z gotowym planem na jabłoń po ojcu, z trzema kategoriami w głowie i z poczuciem, że trafiłem na rozmowę, która naprawdę czegoś uczy, a nie tylko podaje gotowce. Wszedłem z konkretnym dylematem o jednym drzewie, wychodzę ze sposobem myślenia o każdym. Dziękuję wszystkim, szczególnie za to, że nie kazaliście mi odrzucić mojej jabłoni z marszu.
Ja też zostawię tu ślad, jak zrobię zestaw z gruszy dziadków. Po tej rozmowie traktuję to drzewo zupełnie inaczej, niż gdy tu wchodziłam. Dziękuję, że nie zbywaliście moich podstawowych pytań i że pokazaliście mi, jaki skarb mam w starym sadzie. To było dla mnie więcej niż lekcja o drewnie.
Ten wątek pokazał mi też, ile rzeczy robimy intuicyjnie, nie nazywając. Ja od lat odrzucam drewno „nie czując go", a dopiero tu, słuchając Sauwaka i Hellana, zrozumiałem, że to mieszanka oceny fizycznej i jakiejś warstwy znaczeń, której sam sobie nie tłumaczyłem. Nazwanie tego pomaga nawet komuś, kto robi to od dawna. Czasem trzeba usłyszeć cudze słowa na własną intuicję.
Zostawiam tu jeszcze jeden gatunek do przemyślenia, którego ledwo dotknęliśmy, a wart osobnej uwagi - leszczyna. Bo to drzewo silnie wróżebne i magiczne w naszej tradycji, różdżki różdżkarzy są z leszczyny. Ciekawa jestem, czy ktoś z was robi z niej runy, czy uznaje, podobnie jak ja jarzębinę, że leszczyna ma swoje własne przeznaczenie i do run się jej nie używa. Ale to chyba materiał na osobno.
Po tej rozmowie nie spojrzę już tak samo na żadne drzewo, koło którego przejdę. Zacznę je czytać przez te trzy osie automatycznie. To chyba najlepsze, co rozmowa o drewnie mogła ze mną zrobić - zmienić sposób patrzenia na drzewa w ogóle, nie tylko na te przeznaczone na runy.
Dobrze, że ten wątek zostawia tyle otwartych drzwi - leszczyna, jarzębina, gatunki, których nawet nie tknęliśmy. Bo to znaczy, że jest o czym rozmawiać dalej i że nie domknęliśmy tematu sztucznie. Drewno na runy to studnia bez dna i dobrze, że tak jest. Nudne byłoby rzemiosło, które da się wyczerpać jedną rozmową.
Wezmę się za gruszę, jak tylko będę u dziadków. A tu będę zaglądać, bo widzę, że ciągle ktoś coś dorzuca i ciągle się czegoś uczę. Dziękuję za cały ten wątek, dla mnie jako zaczynającej był jak cały kurs w jednej rozmowie. I to taki, z którego wyszłam nie przytłoczona, tylko z konkretnym planem i z gruszą dziadków, którą wreszcie umiem docenić.
Zostawiam więc leszczynę jako otwarte pytanie dla kogoś, kto zechce ją podjąć osobno, bo zasługuje na własną rozmowę, nie na dopisek. A z tego wątku wynoszę - jak chyba wszyscy - trzy osie oceny drewna i sporo gatunków przemyślanych na nowo. Dobrze, że Czulu zapytał odwrotnie niż wszyscy. Czasem najwięcej widać, patrząc na rzeczy od tyłu.
Niech ten wątek zostanie otwarty dla każdego, kto trafi tu z drzewem, o którym nie wie, czy je ruszyć. Znajdzie trzy osie, znajdzie kilkanaście gatunków przemyślanych, znajdzie spór Sauwaka z Hellanem, który niczego nie zamyka, tylko otwiera. A jak ktoś robi runy z drewna, którego my tu w ogóle nie tknęliśmy - jakiegoś rzadkiego, lokalnego, nietypowego - niech śmiało opisze, bo na pewno jest jeszcze niejedno drzewo i niejedna rezygnacja, o której żadne z nas dziś nie pomyślało.
