Przedmioty rodzinne porzucone - czy można je przywrócić do mocy magicznej?
Przy runach to jest akurat dość jasno określone - talizman runiczny ma konkretną intencję wpisaną w moment tworzenia i reaktywacja to powrót do tej warstwy. Ale szkatułka nie miała jednej intencji, miała dziesiątki lat nawarstwiania. Reaktywacja do czego konkretnie? Do której babci, do którego roku, do której emocji?
@Berkana To jest naprawdę dobre pytanie. Przy czakrach mamy podobny problem z blokami - energia nie znika, ale zmienia charakter z czasem. Czy przy przedmiocie rodzinnym mówimy o reaktywacji tego co było najsilniejsze, czy najpóźniejsze, czy może ostatniego intensywnego śladu przed opuszczeniem?
@Edek Właśnie zastanawiam się czy szkatułka Bursztynki po opróżnieniu z listów miała jakiś intensywny moment - może babcia otwierała ją świadomie ostatni raz w konkretnym celu, może była przy czymś ważnym. Bursztynka, czy wiesz jak szkatułka wyglądała w ostatnich latach życia babci? Czy była używana, czy stała odłożona?
@Majka01 Nie wiem za dużo, mama mówiła że babcia trzymała ją na komodzie w sypialni do końca. Czyli nie była schowana, była widoczna. To coś znaczy?
@Bursztynka Że była widoczna to dla mnie dużo mówi. Rzeczy które trzymamy na widoku to rzeczy do których wracamy wzrokiem. Moja mama miała porcelanową figurkę na parapecie przez całe życie, nigdy jej nie dotykała, ale potem kiedy jej nie stało to pierwsza rzecz którą zabrałam. Coś w tym jest.
@Krysia_58 Babcia mówiła że na komodzie to najbezpieczniejsze miejsce, blisko łóżka, pod ręką. Takie rzeczy były jak straż nocna. Nie wiem czy to ludowe czy po prostu jej przekonanie, ale ona bardzo dbała o to co stoi przy łóżku.
@Wandzia To ciekawe z tym miejscem przy łóżku. Wracając do wahadełka - próbowałam nie tylko nad zegarkiem ale i nad miejscem gdzie dziadek go trzymał, na stoliku nocnym. I nad miejscem reagowało mocniej niż nad zegarkiem. To chyba znaczy że energia miejsca zatrzymuje się dłużej niż energia przedmiotu?
@Oksanka63 Nie koniecznie mocniej, to kwestia gęstości osadzenia. Miejsce jest nieruchome, gromadzi wielowarstwowo, przedmiot był noszony więc "rozmazuje" energię na różnych przestrzeniach. Właśnie dlatego przedmioty które całe życie stały w jednym miejscu są często silniejsze energetycznie niż te noszone - mają wyraźny punkt kotwiczenia.
@Nikodem71 Poczekaj, to nie do końca tak. Przedmioty noszone mogą mieć bardzo intensywny ślad właśnie dlatego że były w bezpośrednim kontakcie ze skórą, z ciałem energetycznym osoby. Zegarek kieszonkowy noszony codziennie przez trzydzieści lat to coś innego niż zegarek leżący na stoliku. Kontakt fizyczny to zupełnie inny rodzaj śladu.
@Eliksira No tak, ale kontakt z wieloma miejscami rozcieńcza. Można dyskutować czy intensywność jest ważniejsza czy skupienie. Moim zdaniem skupienie daje wyraźniejszy sygnał przy odczytywaniu.
@Wandzia Wracając do tego co Wandzia opisała z broszką - że palce nie chciały puścić. Czy to jest powszechny sygnał? Przy tarocie mówi się o kartach które "wyskakują", o podobnym mechanizmie zatrzymania uwagi. Zastanawiam się czy to ta sama zasada.
@Fanar Zatrzymanie jest zatrzymaniem, niezależnie od przedmiotu. Różni ludzie opisują to różnie - karta wyskakuje, wahadełko staje, ręka nie chce się cofnąć. Ale przy przedmiotach rodzinnych jest jeszcze jeden element którego przy tarocie nie ma - ten ślad jest twój, związany z konkretną osobą którą znałaś. To zmienia jakość zatrzymania. Wandzia, to uczucie z broszką - czy było spokojne czy trochę niepokojące?
@Anusia67 Spokojne. To ważne że pytasz bo myślałam o tym potem. Nie było w tym nic co by mnie spięło. Raczej jakiś ciepły opór, jeśli to ma sens. I jeszcze jedna rzecz - miałam nagle bardzo żywy obraz jak ta broszka jest przypinana, konkretny ruch palców. Skąd to?
@Wandzia O Wandzia to jest niesamowite, że tak to poczułaś! Ja mam po babci różaniec i zastanawiam się teraz czy siedzieć z nim tak jak ty z broszką, ale boję się że nic nie poczuję. Jak się w ogóle przygotowałaś? Czy robiłaś coś specjalnego przed?
@Dzidka.2 Nie robiłam nic specjalnego wcześniej, Dzidka. Usiadłam wieczorem, było cicho, i po prostu wzięłam broszkę do ręki. Może to i była ta "przygotowanie" - że nie spieszyłam się, nie miałam nic zaplanowanego na potem. Różaniec po babci to zupełnie inna warstwa chyba niż broszka, bardziej osobista może? Dlatego pytam - czy babcia go rzeczywiście używała, czy stał?
@Wandzia O dziękuję że tak dokładnie opisujesz, to mi bardzo pomaga! Babcia używała go codziennie, miała swój rytuał wieczorny z nim. Nie stał, był żywy w jej rękach przez lata. Teraz leży w szufladzie i jakoś żal mi go tam trzymać, ale nie wiem co z nim robić.
@Dzidka.2 To że był w codziennym użyciu to bardzo istotna informacja. Przedmiot modlitewny noszący taki ślad praktyki jest innym przypadkiem niż szkatułka czy zegarek - tam wchodzi jeszcze warstwa intencji powtarzanej regularnie przez lata. To nie jest jeden intensywny moment, to dziesiątki lat budowania. Pytanie do ciebie - czy boisz się go dotknąć, czy tylko nie wiesz od czego zacząć?
@Eliksira Chyba bardziej nie wiem od czego zacząć, choć trochę jest też jakiś respekt. Tak jakby to było coś za dużego dla mnie. Czy to normalne?
@Dzidka.2 Ten respekt który opisujesz Dzidka to moim zdaniem dobry znak. Gorszy byłby brak jakiejkolwiek reakcji albo poczucie obojętności wobec przedmiotu. Respekt świadczy o tym że coś czujesz, że rozumiesz wagę nawet jeśli nie potrafisz tego nazwać. Wracając do różańca - tu jest jeszcze jeden wątek który chciałam poruszyć. Przedmioty powiązane z praktyką duchową są trochę inaczej "załadowane" niż świeckie. Nie chodzi o to że lepiej albo gorzej, ale inaczej. Czy ktoś miał doświadczenie z takim rozróżnieniem?
@Anusia67 Ja miałam różaniec mamy i medaliki i to było coś innego niż jej kolczyki czy chustka. Nie umiałabym powiedzieć dokładnie czym, ale były jakby bardziej skupione. Jakby wiedzące. Może to dlatego że przy modlitwie skupiamy się mocniej niż przy noszeniu biżuterii?
@Krysia_58 To co opisujesz - "bardziej skupione" - ma sens z perspektywy czakr. Przy regularnej, intencjonalnej praktyce energia nie jest rozlana po całej aurze, jest kierowana. Może dlatego przedmioty modlitewne przechowują coś inaczej skondensowanego. Ale nie wiem czy to wszystko tłumaczy. Berkana, ty co o tym myślisz? Przy runach przecież też jest regularna praca z intencją.
@Majka01 Przy runach mamy coś jeszcze - świadomą waloryzację przy każdym użyciu. Osoba która wie co robi, przywołuje znaczenie runy za każdym razem, nie tylko przy tworzeniu. Jeśli babcia Dzidki modliła się świadomie, to podobny mechanizm. Ale tu pojawiają się pytania których nikt jeszcze nie zadał - czy ta energia jest dostępna dla kogoś kto nie dzieli tej samej wiary albo praktyki?
@Berkana Właśnie to chciałam zapytać ale nie wiedziałam jak. Bo ja na przykład nie modlę się w żaden sposób, a dostałam po babci krzyżyk. Czy to znaczy że ta energia jest dla mnie zamknięta? Czy można ją jakoś... przełożyć na coś co ja rozumiem?
@Golta To nie jest proste pytanie i nie ma tu jednej odpowiedzi. Jedni powiedzą że energia miłości i intencji jest uniwersalna niezależnie od formy. Inni że symbolika ma znaczenie i krzyżyk bez rezonansu z jego symboliką jest pustym metalem. Moje doświadczenie jest takie że babcina miłość wpisana w ten przedmiot jest dostępna bez względu na twoje przekonania. Ale intencja modlitewna - już nie jestem pewna.
@Golta U nas babcia mówiła że przedmiot świętości nie pyta o wyznanie, tylko o szacunek. Nie wiem czy to mądrość ludowa czy co, ale jakoś mi to zostało. Golta, czy ty masz szacunek do tej pamiątki po babci? Bo może od tego jest ważniejsze zacząć niż od pytania o dostęp do energii.
To zależy też od tego co chcemy robić z przedmiotem - odczytywać czy reaktywować. Jeśli chcemy reaktywować, to może przedmiot z rozległym śladem ma więcej do obudzenia. Szkatułka Bursztynki stała w jednym miejscu - to skupienie o którym mówił Nikodem. Zegarek Oksanki był noszony - to intensywność o której mówi Eliksira. Różne materiały do pracy.
Przepraszam ale tu muszę wejść bo mam inne zdanie. Energia wpisana w obiekt o konkretnej symbolice nie jest "neutralna" tylko dlatego że my mamy szacunek. To trochę jak powiedzieć że mogę używać talizmanu runicznego bez znajomości run bo przecież szanuję runy. Szacunek to za mało. Potrzebne jest rozumienie.
@Nikodem71 Połowicznie się zgadzam. Przy celowym tworzeniu talizmanu runicznego - owszem, rozumienie jest kluczowe. Ale przy przedmiocie rodzinnym mówimy o czymś innym - nie o użytkowaniu funkcji, tylko o połączeniu z osobą. Rozumienie runiczne jest tu nieistotne, istotna jest relacja z osobą która ten przedmiot ładowała. To różne pytania.
@Berkana No dobrze, to rozróżnienie przyjmuję. Ale nadal uważam że ktoś bez żadnego aparatu rozumienia symboliki będzie miał trudność z "dostrojeniem się" do intencji modlitewnej. Szkatułka to co innego, różaniec to co innego.
@Nikodem71 Mnie ta dyskusja o różańcu i krzyżyku uświadomiła coś innego. Rozmawiamy o reaktywacji, a może część tych przedmiotów wcale nie potrzebuje reaktywacji? Może one cały czas mają swoją energię i pytanie brzmi czy my jesteśmy gotowi ją odebrać, a nie czy ona tam jest? Bursztynka, twoja szkatułka stała na widoku do końca babcinego życia - to nie brzmi jak coś co straciło energię.
@Henia64 Nie myślałam o tym tak. Myślałam że skoro stoi zamknięta od tyle czasu to coś z niej uszło. Ale może masz rację że to ja jestem ta nieaktywna strona? To zmienia perspektywę. Tylko - jak wtedy się "otworzyć" na to co tam jest, zamiast próbować coś wkładać od nowa?
@Bursztynka To bardzo dobre pytanie i moim zdaniem jeden z kluczowych problemów przy pracy z przedmiotami rodzinnymi. Mamy tendencję do działania - oczyszczam, ładuję, programuję - bo to daje poczucie sprawczości. A czasem wystarczyłoby usiąść i nie robić nic. Pozwolić żeby to co tam jest samo się ujawniło. Przy szkatułce Bursztynki zaczęłabym właśnie od siedzenia z nią bez agendy.
A czy to nie jest to samo co robiłam przy stoliku dziadka? Siedziałam i czekałam. I wahadełko reagowało. Może ten bierny odbiór jest ważniejszy niż myślimy przy reaktywacji? Bo ja próbowałam nad zegarkiem różnych rzeczy - wizualizacji, oddychania - a najsilniej zareagowałam kiedy po prostu siedziałam i patrzyłam na niego.
@Oksanka63 To co opisujesz jest bardzo zbliżone do tego jak pracuje się z zablokowanymi czakrami - nie pchasz, nie ciągniesz, tylko tworzysz przestrzeń i obserwujesz co się pojawia. Może reaktywacja przedmiotów rodzinnych działa na podobnej zasadzie. Aktywne działanie może wręcz blokować odbiór bo jesteś wtedy w trybie nadawania a nie odbierania.
To ma sens, ale mam pytanie praktyczne do tych co to przeżyli - jak długo trwa takie "siedzenie bez agendy" zanim coś się pojawi? Bo wyobrażam sobie że po pięciu minutach zaczynam myśleć o liście zakupów. Oksanka, Wandzia - jak wy to robiłyście żeby utrzymać uwagę bez kierowania jej?
@Edek U mnie to nie było żadne ćwiczenie medytacyjne, po prostu siadałam przy tym stoliku i robiłam coś innego - naprawiałam coś, piłam herbatę. Nie "skupiałam się", tylko byłam obok. I coś zaczynało się pojawiać samo. Babcia mówiła że przedmioty mówią kiedy my milczymy, a nie kiedy pytamy.
@Edek Mnie też lista zakupów dopadała. Ale zauważyłam że jak przestałam walczyć z tymi myślami i po prostu pozwalałam im przepłynąć, zegarek jakby "czekał" cierpliwiej niż ja. Nie wiem ile czasu minęło zanim coś poczułam - może kwadrans, może więcej. Trudno powiedzieć. Czy ty w ogóle próbowałeś z jakimś konkretnym przedmiotem czy na razie pytasz teoretycznie?
@Oksanka63 Na razie pytam teoretycznie, bo mam po dziadku zegarek kieszonkowy i trochę się waham czy w ogóle coś z nim robić. Twoje kwadrans to dużo mniej niż się spodziewałem. Ale to co mówisz o "czekaniu" zegarku - to brzmi jakby po twojej stronie był ruch, a po jego stronie gotowość. Jak to rozróżniłaś?
@Edek A ja chcę zapytać o coś praktycznego, bo ta rozmowa robi się trochę bardzo subtelna. Czy jest jakaś metoda szybszego otwarcia na taki przedmiot? Bo siedzenie bez agendy brzmi pięknie, ale co jeśli ktoś naprawdę nie czuje absolutnie nic, żadnego ciągnięcia, żadnej zmiany - czy to oznacza że przedmiot jest wygaszony?
@Bursztynka A jak długo próbowałaś? I przy jakim przedmiocie? Bo zanim odpowiem o metodach, wolę wiedzieć co konkretnie się dzieje, albo raczej nie dzieje.
@Eliksira Mam po babci bransoletę z bursztynów, kilka minut trzymałam w dłoniach, nic. Próbowałam z wizualizacją białego światła, też nic. Myślałam że bursztyny są z natury "żywe" energetycznie, a ta jakby uśpiona.
@Bursztynka Kilka minut to za mało żeby cokolwiek oceniać, szczerze mówiąc. Ale bardziej mnie ciekawi co rozumiesz przez "nic" - bo to może być brak fizycznych odczuć, albo brak emocji, albo cisza mentalna podczas trzymania. To są różne rzeczy i każda z nich mówi co innego o stanie przedmiotu i o stanie odbiorcy.
@Berkana Właśnie, to jest ważne rozróżnienie. Ja kiedy trzymałam różaniec babci, nie czułam żadnego ciepła ani mrowienia, ale miałam bardzo dziwne poczucie spokoju, takie nieswoje, nie moje. Czy to też się liczy jako "odbiór"? Bo wcześniej myślałam że nic nie czuję, a teraz jak to opisuję to chyba jednak coś było.
@Dzidka.2 Dzidka, właśnie takie rzeczy jak to co opisujesz - spokój który nie jest twój - są często pierwszym sygnałem że coś jest. Problem w tym że spodziewamy się doznań spektakularnych, a energia przedmiotów rodzinnych działa subtelniej. Bursztynka, a co konkretnie czułaś kiedy "nic"? Bo "nic" rzadko jest naprawdę niczym.
@Dzidka.2 To co opisujesz pasuje do tego jak odczuwamy energię obcą naszemu polu - właśnie przez różnicę, nie przez intensywność. Twoja własna energia jest tłem, którego nie zauważasz, a ta z różańca mogła wybrzmieć właśnie jako ta "nieswoja" warstwa. Czy to pojawiało się tylko kiedy trzymałaś, czy też potem, jak odłożyłaś?
