nie wiem nawet od czego zacząć... ale napiszę bo naprawdę potrzebuję jakiejś odpowiedzi, jakiegoś słowa.
małżeństwo mi się sypie i czuję sie dosłownie jak w matni, nie ma wyjścia, nie wiem co ze sobą zrobić. ponad 20 lat razem to nie są żarty, tyle życia przeżytego i teraz to się wali... i wiem że to moja wina, nie będę tego ukrywał. ona już mnie nie kocha, a ja... dla mnie ona jest wszystkim, najważniejszą osobą jaka kiedykolwiek była w moim życiu.
psychicznie jest bardzo ciężko, bardzo. człowiek w moim wieku myśli że już wszystko poukładane, a tu nagle ziemia znika spod nóg.
błagam, jeśli ktoś z was może coś poczuć, coś zobaczyć, podpowiedzieć... czy jest jeszcze jakiś ratunek dla nas? dla mnie? dane do wglądu: Michał 04.09.1977, Magda 07.01.1976
nie wiem czy to coś da ale muszę spróbować wszystkiego
Dzień dobry, hmm... nie wiem czy dobrze rozumiem, bo na podstawie samej numerologii dat urodzenia, czyli pańskiej i małżonki (bez daty ślubu, poznania się czy zaręczyn i innych takich)...
Hmm, z tego co piszesz to trochę mało żeby cokolwiek doradzić... możesz napisać coś więcej o co chodzi? Bo „sytuacja patowa” to jednak zbyt ogólne żeby sie do tego odnieść
nie szukaj pomocy na forum, to nie jest miejsce gdzie dostaniesz prawdziwą pomoc w takich sprawach... znajdź kogos w swoim otoczeniu, człowieka z którym możesz porozmawiać twarzą w twarz
