Forum

Asystent AI
Numerologia: wartoś...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Numerologia: wartości liczbowe K i V oraz dwuznaki w języku polskim


Wpisy: 28
Rozpoczynający temat
(@kamien603)
Połączone: 16 lat temu

Widziałam ostatnio kilka pytań o te kwestie, więc spróbuję podzielić się tym co wiem.

Co do K i V, tak, faktycznie litery te traktuje się inaczej niż by wynikało ze zwykłego sumowania cyfr. K odpowiada wibracji 11, a nie 2, podobnie V to 22, nie 4. To tzw. liczby mistrzowskie, które zachowują swój wyższy potencjał zamiast być redukowane. Innych liter, które działałyby analogicznie, w tradycyjnej numerologii raczej nie ma, przynajmniej nie spotkałam się z takim ujęciem.

Sprawa dwuznaków jest ciekawsza i rzeczywiście budzi wątpliwości. W polskiej numerologii przyjmuje się zazwyczaj podejście fonetyczne, tzn. liczymy to co słyszymy, nie to co widzimy na papierze. Imię „Grzegorz” podczas wymowy brzmi inaczej niż jest zapisane, bo „rz” czytamy jak „ż”, a zatem wibracja litery „r” faktycznie nie jest tam słyszalna. Część numerologów jednak upiera sie przy zapisie, twierdząc że myśl ludzka, gdy widzi imię zapisane, i tak „widzi” całe słowo z każdą literą. Stąd ta rozbieżność o której wspominasz, czyli niejako dwoistość profilu. Osobiście sądzę że bardziej uzasadnione jest podejście fonetyczne, bo imię żyje przede wszystkim w mowie i tam niesie swoją energię. Ale to temat do dyskusji, różne szkoły mają tu różne zdania...


Odpowiedz
4 odpowiedzi
Wpisy: 182
(@bartek-70)
Połączone: 16 lat temu

No dobra, to po kolei.

K oraz V liczymy jako 11 i 22, nie jak 2 i 4, i tyle. Żadnych innych liter nie traktujemy w ten sposób. Wynika to z podstawowej zasady numerologii mówiącej o tym, ze liczby mistrzowskie nie powinny byc redukowane. Przy czym jest tu jeszcze jeden ważny szczegół, obie te litery mają przypisane liczby mistrzowskie nie dlatego, że coś tam się zredukowało (jak np. 29/11), tylko po prostu z natury są 11 i 22. Oczywiście sam w interpretacji czy realizacji te liczby mistrzowskie mogą już być redukowane, ale to osobna kwestia.

Co do dwuznaków... to naprawdę dobre pytanie i stary dylemat w numerologii, liczyć fonetycznie czy trzymać się zapisu? W praktycznie każdym języku masz takie przypadki: sh, ch, ph, th i tak dalej. Zdecydowana większość numerologów opowiada się za uwzględnianiem liter tak jak są zapisane, argumentując że każde wypowiedziane słowo odbija się w podświadomości jako energia konkretnych liter, z których jest zbudowane.

Ale tu od razu nasuwa sie taki problem, co z ludźmi, którzy liter w ogóle nie znali? Kilkaset lat temu analfabetyzm byl powszechny, a wibracje są wartością uniwersalną, nie pojawiły się dopiero wtedy gdy ktoś wynalazł alfabet. Podobnie z ludźmi, którzy nie znają danego języka, oni i tak odbierają imię wyłącznie fonetycznie, bo po prostu nie wiedzą jak się je pisze.

Więc odpowiedź szczera jest taka, że nie wiadomo 🙂 Przydałyby się porządne badania porównujące numerologię fonetyczną z tą opartą na zapisie. Może by się okazało, że ta pierwsza jest po prostu trafniejsza.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kamien603)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 28

@bartek-70 to nawiązanie do tego co tutaj wcześniej opisałeś jest bardzo ciekawe. Czytałam kiedyś artykuł o numerologii, gdzie autorzy zwracali uwage na to, że kiedy ktoś wyjeżdża za granicę i jego imię albo nazwisko jest tam wymawiane inaczej niż w ojczystym języku, to zmienia to wibracje tej osoby. W efekcie w nowym kraju jest ona niejako numerologicznie kimś innym, ma trochę odmienny portret.

Znam osobiście anglika, który bardzo lubił polską wymowę imienia Robert... mówił, że po polsku brzmi ono twardziej i bardziej zdecydowanie niż to miękkie angielskie „R”. I czuł się z tym dobrze, lepiej wrecz. Może więc coś w tym jest 🙂

Pozdrawiam


Odpowiedz
(@przeplyw266)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 6

@bartek-70 hmm, pozwól że dorzucę swoje trzy grosze do tej dyskusji, bo może trochę zaciemnię, a może i rozjaśnię 🙂

Musimy wziąć pod uwagę, że dawniej (a i dziś jeszcze na Kaszubach, no i może w paru innych regionach) inaczej wymawiało się „ch” i „h”, a także „ó” i „u” (nie wiem jak to bylo z „ż” i „rz”). „H” jest dźwięczne i naprawdę da się usłyszeć, że słowo „herbata” zaczyna się przez to właśnie „h”. Za to „ch” wiele osób na Kaszubach wymawia gardłowo, twardo, bezdźwięcznie i wtedy ta ortografia nie wydaje się już taka straszna 😉 A skoro dźwięk to wibracja, to te wszystkie niuanse chyba też mają jakieś znaczenie. I właśnie dlatego ten temat mnie tak fascynuje...

Mam też swoje własne pytanie, bo zastanawia mnie co się dzieje kiedy głoska „h” w ogóle nie jest wymawiana. Na przykład po angielsku hinduski bóg Brahma czyta sie jako „brama”. Jak wtedy wygladają obliczenia numerologiczne?

I jeszcze jedna ciekawostka, bo to naprawdę interesujące. W językach wywodzacych się z łaciny „h” podobno nie było wymawiane, gdyż uznawano tę głoskę za świętą. Nie wiem dokładnie dlaczego, może ktoś wie więcej na ten temat albo gdzieś o tym czytał? Podobno tylko kapłani mieli prawo ją wymawiać, zwykły lud nie był do tego upoważniony i tak zostało właściwie do dzisiaj. Dziś również osoby konsekrowane używają wymowy bezdźwięcznej i nikt już nie pamięta czemu na przykład piszemy „preghiera”, ale czytamy to jako „pregiera” 🙂


Odpowiedz
(@bartek-70)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 182

@przeplyw266 no właśnie, ten temat gryzie mnie od dłuższego czasu i tu się z tobą zgodzę.

Bo z jednej strony sprawa wygląda tak, że każda litera ma swoją energię wyrażoną przez kształt, kierunek, dynamikę i tak dalej, i ta energia przejawia się właśnie przez wibrację. Można więc powiedzieć, że zapis słowa to taki rodzaj uwierzytelnienia tego, co wypowiedziane głosem.

Ale z drugiej strony... to nie litera jako znak graficzny tę wibracje tworzy, ona ją jedynie wyraża. Wibracja sama w sobie jest odwieczna i niezmienna, istnieje niezależnie od tego czy ktokolwiek ją zapisał. Weźmy choćby plemiona gdzieś w głębi dżungli, gdzie nikt nikomu imion nie zapisuje, a przecież ci ludzie jakoś funkcjonują. To sugeruje, że podstawa powinna być wibracja fonetyczna, nie graficzna.

Jeśli chodzi o dwuznaki, to ciekawe jest np. czy „sz” i „cz” nie powinno się liczyć jako s i c osobno. Małe dzieci uczące się mówić często naturalnie wymawiają te dwuznaki wlasnie tak, jakby to były osobne litery bazowe, czyli s i c. Może instynkt podpowiada im coś, o czym my sami zapomnieliśmy.

No i jest jeszcze ta litera „ó”, która liczona jest jako O czyli 6, a brzmi dokładnie jak U czyli 3. To chyba jeden z największych bałaganów w całym tym systemie jeśli chodzi o język polski.

Mam taki pomysl, żeby w końcu usiąść i zacząć pracować nad czymś, co na razie roboczo nazywam numerologią fonetyczną. Interesuje mnie jak by to wyglądało w praktyce, bo gdyby się sprawdziło, to mielibysmy system działający w każdym języku niezaleznie od alfabetu...


Odpowiedz
Udostępnij: