Zaczęłam ostatnio zwracać uwagę na liczbę kolumn w kościołach, które mijam, i coś mnie tknęło. W jednym kościele barokowym w moim mieście jest dokładnie 12 kolumn po każdej stronie nawy. 12 apostołów, 12 znaków zodiaku, 12 miesięcy. Czy to przypadek? Zaczęłam szperać i okazuje się, że starożytne świątynie greckie też nie były projektowane przypadkowo, Partenon ma 8 kolumn na fasadzie i 17 po bokach, a 8 to liczba nieskończoności i równowagi w numerologii. Czy ktoś zajmował się tym głębiej? Mam wrażenie, że architektura religijna to jeden wielki kod, który większość ludzi po prostu przechodzi obok.
Myślałam o tym samym kiedy byłam ostatnio w pewnej starej kaplicy. Ale powiem szczerze, zanim pójdziemy dalej: masz pewność co do tych 8 kolumn w Partenonie? Bo pamiętam, że gdzieś czytałam o 8 od frontu i dokładnie taka sama liczba z tyłu, ale to by oznaczało symetrię 8-8, nie 8-17. I co wtedy robimy z tą 17? Bo 17 to 1+7=8, więc wychodzi nam 8 i z przodu i z numerologicznego rozkładu boku. To już jest nieprzypadkowe. 😉
Partenon ma 8 kolumn na krótszych bokach i 17 na dłuższych, to się zgadza. Ale chcę dorzucić coś, co mnie uderza od lat: świątynie egipskie były projektowane według zasady, że każdy element architektoniczny miał swój odpowiednik w ciele człowieka i w kosmosie jednocześnie. Liczby nie były ozdobą, były językiem. Pytanie do autorki tematu: czy zauważyłaś, że te 12 kolumn w tym kościele barokowym jest po obu stronach? Bo wtedy mamy 24, a to zupełnie inna energia niż 12.
Zatrzymajcie się na chwilę. Ten sposób liczenia mi trochę nie gra, bo można tak manipulować sumami żeby wyszło co się chce. Masz 24? Sumujesz do 6. Masz 17? Sumujesz do 8. A gdyby wyszło 13 albo 11, też by pasowało do jakiejś symboliki. Nie mówię że świątynie nie mają zakodowanych liczb, bo mają, to pewne. Tylko pytam: skąd wiemy który poziom liczenia jest właściwy? Czy samodzielna kolumna, czy para, czy suma całości?
Eee, czytam tę rozmowę i chcę dorzucić własne skojarzenie. Byłam kilka lat temu w pewnym kościele romańskim na zachodzie Polski i miałam tam bardzo specyficzne odczucie przy wejściu do nawy. Jakby próg między kolumnami był miejscem gdzie coś się zmienia. Teraz gdy czytam o liczbach, zastanawiam się, czy to odczucie miało związek z geometrią i liczbą tych kolumn. Czy ktoś z was czuł coś podobnego w konkretnym miejscu?
No nie, dorzucę trochę chłodniejszy głos, bo inaczej to się robi filozofia bez gruntu. Architekci świątynni, zarówno greccy jak i gotyccy, rzeczywiście pracowali z systemami proporcji. Tylko że te systemy były matematyczne i estetyczne, niekoniecznie numerologiczne w takim sensie jak tu rozmawiamy. Witruwjusz opisuje proporcje kolumn przez stosunek średnicy do wysokości, nie przez magię liczby. Pytanie które naprawdę mnie interesuje: czy jest jakiś antyczny tekst który wprost łączy liczbę kolumn z duchowym przeznaczeniem budynku, a nie tylko z jego proporcjami?
Przejęli i to niekoniecznie świadomie. Katedry gotyckie były projektowane przez mistrzów budowlanych, którzy należeli do bractw z własną tradycją ezoteryczną. Liczba 7 pojawia się tam bardzo często, siedem sakramentów, siedem grzechów, ale też siedem poziomów nieba w kosmologii neoplatońskiej którą ci budowniczowie znali. Nie twierdzę że każda kolumna to świadomy kod, ale że pewne liczby były w powietrzu i wchodziły w projekt naturalnie.
Przepraszam, że się wtrącę, ale jestem trochę zagubiona. Rozumiem że liczby mają znaczenie, ale jak w praktyce można odczytać świątynię? Czy chodzi o to żeby po prostu zliczyć kolumny i sprawdzić jaka liczba wychodzi, czy jest jakaś metoda? Bo boję się że bez metody każdy wyciągnie inne wnioski.
Wejdę w to co Auric powiedziała o powtarzaniu liczb. W kabale jest coś podobnego, mianowicie że jeśli liczba pojawia się w kilku niezależnych elementach tej samej przestrzeni sakralnej, to nie jest zbieżność tylko celowe działanie budowniczego-inicjata. I teraz pytanie do wszystkich, bo mam je od początku tej rozmowy: czy ktoś sprawdzał świątynie masońskie albo różokrzyżowe, bo tam intencja kodowania jest pewna, nie domyślna?
Jest kilka dawnych lóż w Polsce które po wojnach stały się czymś innym, bibliotekami, domami kultury. W Warszawie i we Wrocławiu. Architektura została, intencja zakodowana w murach też. Zresztą to co mnie bardziej uderza w tym wątku: cały czas mówimy o liczeniu z zewnątrz. Ale stare tradycje mówiły że żeby odczytać świątynię, trzeba stanąć w jej centrum i poczuć od środka. Liczenie jest tylko pierwszym krokiem.
Zgadzam się z Pogodnicą. Mam takie doświadczenie ze snów, dosłownie, że w snach lucydnych wchodziłam do budowli które miały wyraźną architekturę rytualną i liczba kolumn lub filarów zawsze dawała mi wskazówkę co do energii przestrzeni. 7 filarów to było miejsce przejścia, 4 to stabilność i zamknięcie, 9 to otwartość na wyższe plany. Nie wiem czy to moje własne zakodowanie czy coś głębszego, ale wzorzec był powtarzalny w wielu snach.
Właśnie to jest dla mnie kluczowe pytanie w tym wątku, czy liczba zakodowana w budowli działa tylko wtedy gdy jesteś fizycznie w środku, czy też dociera do ciebie przez obraz, sen, rysunek? Bo jeśli działa przez sen, to architektura jest tu tylko formą zapisu, a nie samym przekaźnikiem energii. I wtedy numerologia świątyń staje się czymś w rodzaju pisma.
Grecki dokument projektowy to marzenie, bo Grecy przekazywali wiedzę ustnie w ramach bractw. Ale jest pewien pośredni ślad. Witruwiusz opisuje że liczba kolumn w świątyni była powiązana z dedykacją bóstwa, Hefajstosowi inaczej niż Artemidzie. I te różnice nie były przypadkowe. Tylko że on sam nie tłumaczy dlaczego, co sugeruje że powód był oczywisty dla wtajemniczonych.
Ale przecież to nie wyklucza ezoteryki, wręcz przeciwnie. Jeśli ustalono i wszyscy wiedzą, to skąd wzięło się to ustalenie? Coś musiało być pierwotną przyczyną wyboru akurat tej liczby dla tej bogini. I właśnie to jest pole dla numerologii, szukamy tej pierwotnej logiki. Sama liczba 6 przy Afrodycie to przecież wprost Wenus, 6 to liczba Wenus w każdym systemie.
O rany, to mnie bardzo uderza bo ten kościół romański o którym mówiłam był pod wezwaniem Marii. I teraz zastanawiam się, Maria w tradycji ezoterycznej to często odpowiednik Izydy albo Afrodyty, tzn. żeńska zasada boska. Więc może architekci, nawet chrześcijańscy, zachowali jakiś kod który był starszy niż chrześcijaństwo?
Czytam i mam takie pytanie do osób które wiedzą więcej ode mnie, czy jest jakaś metoda żeby świadomie to zbadać? Tzn. pojechać do konkretnej świątyni z nastawieniem numerologicznym i coś faktycznie z tego wynieść? Jak się do tego przygotować, co zliczać oprócz kolumn?
No nie, przeczytałam cały wątek i mam takie głupie pytanie, czy to ma znaczenie że sama jestem numerologiczną szóstką? Tzn. moja liczba życiowa wychodzi 6. Czy odczuwałabym inaczej świątynię zbudowaną na liczbie 6 niż ktoś kto jest na przykład dziewiątką? 😛
W tradycji pitagorejskiej pojęcie sympatii między liczbami jest opisane, ale nie w kontekście architektonicznym, raczej muzycznym i kosmogonicznym. Jednak logika jest ta sama: harmonia następuje gdy liczby są tożsame lub są swoimi wielokrotnościami. Więc szóstka wchodząca do przestrzeni zorganizowanej wokół 6 lub 12 powinna teoretycznie doświadczać wzmocnionego kontaktu. Czy ktoś to sprawdzał na sobie?
No nie, ale wracając do tej ósemki w loży, bo to mi nie daje spokoju. Osiem to w numerologii liczba cyklu, powrotu, nieskończoności. I teraz myślę o tym w kontekście naszego wątku, bo świątynia masońska to nie kościół, tu intencja projektanta była świadoma i udokumentowana, przynajmniej częściowo. Czy to nie czyni jej lepszym materiałem badawczym niż katedra gotycka, gdzie zawsze możemy się spierać o intencję? 🙁
Właśnie to chciałam powiedzieć. Loże to jest ten moment gdzie przestajemy gdybać. Mamy rytuały, mamy stopnie wtajemniczenia, mamy symbole, i mamy architekturę która temu służy. Jeśli gdzieś liczba kolumn jest zakodowana świadomie, to właśnie tam. Pogodnica, te osiem filarów, czy były ustawione w okrąg czy w dwa rzędy?
Zatrzymajcie się chwilę bo to co opisuje Pogodnica pasuje do bardzo konkretnego układu rytualnego. W tradycji salomonowej sala jest podzielona na trzy części, podobnie jak świątynia Salomona miała przedsionek, hekal i debir. Dwa rzędy kolumn to wyznaczenie hekal, środkowej przestrzeni. Czy ta sala miała wyraźny koniec, coś w rodzaju apsydy lub podwyższenia po jednej stronie?
Ojejku, okej ale tu pojawia się pytanie które mnie gryzie od początku wątku. mówimy o lożach masońskich jakby to była jedna tradycja, a to nie jest. Obediencji jest kilkanaście, rytuały się różnią. Czy liczba filarów jest zunifikowana we wszystkich lożach, czy to zależy od rytu? Bo jeśli różne ryty dają różne liczby, to gdzie tu jest ta stała, kosmiczna numerologia? 😛
Przepraszam że wchodzę w środek, ale Halny77 powiedział coś co mnie zatrzymało. jeśli różne tradycje wybierają różne liczby, to może nie ma jednej kosmicznej tablicy gdzie 8 zawsze znaczy jedno. Może liczba działa dlatego że grupa ludzi wierzy że działa? Tzn. czy wiara zbiorowa może aktywować energię liczby nawet jeśli ta liczba nie ma obiektywnej mocy?
A ja mam pytanie które chyba nikt jeszcze nie zadał wprost. Mówimy o świątyniach i lożach, ale czy ktoś próbował to zrobić odwrotnie, tzn. wziąć liczbę i zbudować wokół niej przestrzeń? Nie badać gotowe budowle, ale świadomie stworzyć własną przestrzeń rytualną opartą na konkretnej liczbie?
U mnie jest coś w stylu małego ołtarza i zawsze intuicyjnie ustawiałam rzeczy w trójkach albo czwórkach, nigdy nie myśląc o tym numerologicznie. Teraz jak to czytam to się zastanawiam czy to był przypadek czy coś mnie prowadziło do konkretnej liczby. Mam czwórkę w dacie urodzenia jako jedną z głównych liczb.
Czytam i mam takie pytanie, trochę z boku ale chyba związane, bo w tytule jest o kodowaniu liczb. Czy ktoś badał numerologię nazw świątyń albo imion patronów? Tzn. jeśli świątynia jest pod wezwaniem świętego którego imię wychodzi na przykład na 6, i ma 6 kolumn, to czy to zbieżność czy celowe dopasowanie?
Żeby nie odpłynąć za daleko od tematu. Mamy świątynię, mamy liczby, mamy pytanie czy to zamierzone. Halny77 ma rację że problem z dowodem istnieje. Ale jest jedna rzecz którą trudno zbagatelizować, proporcje. Stosunek wysokości do szerokości w Partenonie, stosunek nawy do transeptu w katedrach gotyckich, te liczby wchodzą w pitagorejskie harmoniki zbyt często żeby to był przypadek. I tu nie trzeba wybierać języka, geometria jest jedna.
