to bardzo sensowne pytanie, tylko trzeba uważać na jedno: w astrologii też pytamy, "dlaczego ten temat akurat u ciebie", ale nie odpowiadamy na to przyczynowo. Odpowiadamy symboliczne. I to jest ogromna różnica, bo symbol nie determinuje, on wskazuje kierunek. Czy numerologia, którą znasz, robi to samo, czy jednak sugeruje jakieś powiązanie przyczynowe?
Słucham tej rozmowy o symbolach i przyczynach i mam wrażenie, że kręcimy się w kółko. W tarocie mam podobny problem - karta może wskazać coś, ale czy to jest przyczyna, skutek, czy po prostu lustro? I nie wiem, czy numerologia jest tu lepsza, bo ma liczby zamiast obrazów. Czy ktoś faktycznie doświadczył momentu, w którym liczba powiedziała mu coś, czego naprawdę nie wiedział o sobie wcześniej? Nie potwierdził, ale naprawdę odkrył?
No to pytanie jest właśnie o to - co sprawia, że liczba działa inaczej niż test psychologiczny? Bo wynik testu też mówi: masz tendencję X. I też możesz go zignorować albo przyjąć. Może chodzi o to, że test jest racjonalny, a liczba ma w sobie coś co omija obronę? Mam wrażenie, że tu leży sedno i nikt tego wprost nie powiedział.
Trochę się gubię w tej dyskusji, bo dopiero zaczynam z numerologią, ale to co piszą Sennaria i Magicwoman bardzo do mnie trafia. Mam wrażenie, że szukałam w liczbach odpowiedzi na swoje zdrowie, a tu nagle wychodzi, że może ważniejsze jest to, z kim się o tych liczbach rozmawia. Tylko skąd w ogóle wziąć taką osobę? Kogoś, kto zna numerologię i jednocześnie nie będzie mi tylko potwierdzał tego, co chcę usłyszeć?
Ale mi to trochę brzmi jak terapia, nie jak numerologia. Jeśli wszystko sprowadza się do "bądź z kimś i rozmawiaj", to po co nam w ogóle liczby? Mogę porozmawiać z kimś o bólu kolana bez żadnych wyliczeń i może mi też coś przyjdzie do głowy.
Ja miałam coś takiego z przedmiotem, nie z numerologią wprost, ale skoro Szeptun pyta o konkretne działanie - u mnie zadziałał kamień, któremu wyliczałam liczbę dnia zakupu. Wyszła czwórka, a czwórka w tym co czytałam dotyczy podstaw, stabilizacji, ale też kości i struktury ciała. Kilka tygodni po tym poszłam do ortopedy po latach odkładania. Czy to liczba mnie tam wysłała? Nie wiem. Ale coś się ruszyło.
To co opisuje Leokadia76 jest dla mnie bardzo bliskie temu, co się dzieje podczas medytacji z mantrą. Mantra nie leczy, ale daje skupienie. Skupienie pozwala zobaczyć co jest naprawdę. Może czwórka zadziałała jak mantra - nie jako diagnoza, tylko jako skupienie uwagi na miejscu, które chciałaś ominąć?
Czytam to i myślę, że może właśnie o to chodzi z tymi "pierwotnymi przyczynami", o które pytałam na początku. Nie że liczba zna przyczynę medyczną, ale że potrafi skupić uwagę na czymś, co już wiedziałaś, ale nie chciałaś wiedzieć. Leokadia wiedziała o bólu, tylko nie chciała mu nadać rangi. Czwórka jej na to pozwoliła. Czy to jest ta "pierwotna przyczyna" - ta wewnętrzna decyzja o ignorowaniu?
Henia dotknęła czegoś ważnego i chcę rozwinąć. W pracy rytualnej jest pojęcie "wola ukryta" - to co wiemy, ale nie dopuszczamy do świadomości. Rytuał często służy temu, żeby tę wolę ujawnić. I może numerologia zdrowotna działa podobnie - nie ujawnia przyczyny choroby, tylko ujawnia co w nas wiedziało i milczało. To jest inne pytanie niż to, które zadała Henia na początku, ale może ważniejsze.
Bardzo dziękuję za ten wątek o woli ukrytej, bo mi coś zaskoczyło. Przez cały ten wątek szukałam odpowiedzi na to, czy moje liczby mogą mi powiedzieć dlaczego choruję. A teraz myślę, że może lepsze pytanie brzmi: co ja już wiem o sobie, co staram się zagłuszyć? I może numerologia jest tylko jednym ze sposobów, żeby to pytanie sobie zadać. Czy ktoś ma doświadczenie z takim "odwróceniem" pytania?
Wchodzę tu z boku, bo ta dyskusja zeszła w ciekawe miejsce, ale chcę wrócić do czegoś konkretnego. Mówiliśmy wcześniej o ryzyku odkładania diagnozy medycznej. I teraz słyszę dużo o tym, że liczby "dają przyzwolenie" albo "skupiają uwagę". Ale czy nie ma tu odwrotnego ryzyka - że to skupienie idzie wyłącznie do środka, do symboliki, a osoba dalej nie idzie do lekarza, tylko głębiej w interpretacje?
Słucham tej rozmowy i myślę o czymś, co może być przydatne. W astrologii mamy podobny dylemat z progresją i tranzytami - ktoś widzi "ciężki tranzyt Saturna" i albo wpada w czarną dziurę fatalizmu, albo zaczyna się przyglądać. Ten sam aspekt, dwa zupełnie różne skutki. Może z numerologią zdrowotną jest identycznie - liczy się nie system, tylko co ty z tym zrobisz? Czy ktoś z was miał sytuację, gdzie liczba zadziałała jak zamknięcie, nie otwarcie?
