Witam wszystkich... piszę tu bo widzę że można liczyć na jakieś ludzkie podejście.
Moja historia jest dość krótka do opisania, choć niełatwa. Żyłam sobie spokojnie, zwyczajnie, bez żadnego zainteresowania karmą, poprzednimi wcieleniami czy czymkolwiek w tym stylu. Miłość karmiczna brzmiała dla mnie jak coś z kategorii chorych pomysłów i głupot. No i oczywiście, jak to zwykle bywa, spotkałam go. Zupełnie przez przypadek. I to uczucie od pierwszego wejrzenia, w które też oczywiście nie wierzyłam, po prostu mnie zmiotło.
Od tamtego pierwszego spotkania minął rok, oboje nie zapomnieli, potem znów się zobaczyliśmy i nastąpił wielki wybuch. W szczegóły nie będę wchodzić, ale mija już 8 mcy od kiedy go nie widzę i wcale nie jest łatwiej, wręcz przeciwnie. Oboje jesteśmy w rodzinach, myślałam że to minie, że samo się jakoś ułoży.
Poszłam nawet do wróżki, bo chciałam żeby ktoś mną potrząsnął i pomógł mi zapomnieć, bo to on zakończył kontakt. Pierwsze zdanie jakie usłyszałam dotyczyło poprzedniego wcielenia... że byliśmy razem i że ten człowiek się jeszcze odezwie, że o mnie myśli, że ma się rozejść ze swoją partnerką, ja też. Nie wiem skąd ona to wzięła i szczerze boję sie w to wnikać. Ciężko uwierzyć.
Moje pytanie do osób które się na tym znają: czy w ogóle można sie wyleczyć z miłości karmicznej? To uczucie siedzi we mnie i nie odpuszcza mimo że robię wszystko co mogę. Próbuję go nienawidzić, tłumaczyć sobie że to błąd, zauroczenie. Praca, znajomi, nowe zajęcia, nic z tego nie daje żadnego efektu. Jestem po prostu nieszczęśliwa i nie rozumiem dlaczego to wszystko musiało się wydarzyć...
Hmm, nie wiem czy dobrze rozumiem całą tę sytuację, ale spróbuję jakoś odnieść się do tego co napisałaś...
Wydaje mi się że trochę przeceniasz nas tutaj jeśli chodzi o wiedzę na temat miłości karmicznej. To jest bardzo złożony temat i myślę że nikt z nas nie powie Ci wszystkiego na sto procent.
Co do pytania po co to wszystko się stało i dlaczego jesteś nieszczęśliwa... moim zdaniem takie rzeczy pojawiają się w życiu właśnie po to, żeby coś w nas ruszyło. Piszesz że miałaś proste i piękne życie, i rozumiem że tego żałujesz, ale właśnie takie spokojne, poukładane życie rzadko kiedy daje nam szansę na prawdziwy, głęboki wewnętrzny rozwój. Przykre, ale chyba prawdziwe 🙁
Zastanawiam się też czy przypadkiem ta cała sytuacja nie jest jakimś sygnałem dotyczącym Twojej rodziny. Praca, znajomi, codzienne zajęcia to ważne rzeczy, ale czy nie ma w tym wszystkim troche tej codzienności i przewidywalności której może brakuje... świeżego powietrza? Bo praprzyczyna takich uczuć karmicznych czasem tkwi właśnie w monotonii, w tym że życie staje się zbyt powtarzalne.
Nie podałaś daty urodzenia, wiec nie mogę sie za bardzo rozwinąć w tym kierunku, ale na podstawie samego sposobu w jaki piszesz, odnoszę wrażenie że w Twojej dacie mogą pojawiac się pewne tendencje numerologiczne, które warto by sprawdzić...
biorąc pod uwagę i datę urodzenia i tarota, ten drugi jakoś się tam kręci w tle... sama wybieram się wkrótce do psychologa i liczę na to, że uda mi się naprawdę głęboko przepracować to uczucie w sobie, az do końca.
czy patrząc na te daty, mogłaby mi Pani jeszcze coś powiedzieć, dać jakieś wskazówki? Dawno nie czułam się tak bezsilna i... no, jakby ktoś mi po prostu sprawił ból. Naprawde nie wiem co z tym zrobić.
sama też o tym myślałam, ale wiesz... daty to tylko daty, bez imion, bez nazwisk. Szczerze mowiac to o wiele bardziej niebezpieczne jest to co ludzie sami z siebie wrzucają na FB - wszystkie szczegóły, zdjecia, całe życie na widoku 🙂
Słuchajcie, jeśli to co piszecie jest szczere i nie ma tu żadnej mistyfikacji, to powiem wam z całą powagą, że z czegoś takiego po prostu się nie wychodzi. Ta osoba, ten drugi człowiek z poprzedniego wcielenia, to jedyna istota którą można pokochać naprawdę i bez reszty. Taka miłość nie mija, tęsknota nie odpuszcza, i choćbyś próbował żyć normalnie to w pewnym momencie po prostu nie dajesz rady, zdrowe myślenie zaczyna się sypać. Więc jeżeli kogoś to dotknęło, naprawdę dotknęło, to nie ma co czekać. Trzeba jak najszybciej spotkać się z tą osobą i zapytać wprost czy ona też coś czuje, może jakieś dziwne przyciaganie którego nie potrafi wytłumaczyć, coś co po prostu jest i nie da się tego odgonić. Bo jeśli tak jest, to takiego człowieka nie można zostawić samemu sobie. Nie wiem jak to wytłumaczyć inaczej, ale ta osoba po prostu do nas należy, tylko z nią można być naprawdę spokojnym, bez tego tępego bólu gdzieś w klatce piersiowej.
Mnie osobiście ten ból dobrze znany, choć ja nadal nie wiem kto jest tą moją drugą połową z tamtego życia, bo jeszcze jej nie spotkałem. I to naprawdę jest ciężkie, bo głowa kręci się tylko wokół jednego, wokół tej pustki. Czuję jednak że kiedyś byliśmy blisko siebie, że coś nas łączyło bardzo mocno... I to co zostało to tylko ból i tęsknota za kimś kogo nie pamiętam.
Wiec jeśli ty już wiesz kto to jest, nie trać czasu. Naprawdę. Napisz tutaj jak poszło, bo chciałbym usłyszeć.
U mnie jest chyba coś podobnego. Mam kolegę, z którym współpracowałam, psychotronik, teraz całkiem znany w swoim środowisku. Byłam chora, nie wierzyłam w to co się między nami dzieje... a on oświadczył mi się po raz pierwszy po jakichś dwudziestu latach od kiedy się znamy, potem znowu po trzech tygodniach.
Kiedy to wszystko zaczęłam konfrontować ze wspomnieniami, wyszło mi że znaliśmy się w średniowiecznej Japonii, w czasach szogunatu, w grupie ninja. Byłam wtedy dowódcą, walczyłam przeciwko wojsku gdzieś pod Osaką, chodzi o tę trzecią masakrę ninja związaną z Odo Hideyoshim i Tokugawą, tego ostatniego pewnie kojarzycie z tego słynnego serialu z Chamberlainem. Historycy piszą o tych wydarzeniach i kiedy czytam te relacje, wszystko po prostu się zgadza.
Uwolnilismy się wtedy dzięki siddhiom ninja, jakiemuś rodzajowi siddhi lotnego, zastosowałam strategię totalnej walki. Byłam po stronie Miyamoto i jego szkoły Ichi'ryo, a cała ta tragedia zaczęła się od śmierci jego przybranego syna i krewnej Tokugawy, która nas zatrudniła i sama musiała popełnić seppuku razem z dzieckiem. W odpowiedzi wybiliśmy wszystkich żołnierzy szoguna, mszcząc śmierć naszych klanów.
Co ciekawe, miałam takie wspomnienia już jako nastolatka, zanim w ogóle zaczęłam to świadomie badać. Byłam wtedy fanką tamtej epoki, sztuk walki, jogi... no i jakoś to wszystko ze sobą połączyłam 🙂
