Chcę dorzucić coś z mojego doświadczenia z Bartłomiejem. Bartłomiej to apostoł, więc ta warstwa intencji religijnej jest bardzo głęboka - rodzice na chrzcie wpisywali dziecko w konkretną tradycję. Moja dziewiątka i zamknięcia które czułem w tym roku, zastanawiam się teraz czy nie były właśnie tym - apostoł idzie dalej, zostawia za sobą miejsca i ludzi. Może to brzmi jak nadinterpretacja, ale kiedy patrzę na to przez pryzmat retrogradacji Merkurego jako czasu rewizji, te zamknięcia miały wyraźny rytm, jakby ktoś coś porządkował.
Boże, ta rozmowa jest taka głęboka, siedzę i czytam od początku. Mam na imię Sylwia i zawsze czułam że to imię za lekkie dla mnie, za proste. Teraz zastanawiam się czy ta "lekkość" to jest moja liczba czy to jest fonetyka. Jak bym mogła to sprawdzić?
Zadam pytanie które mi chodzi po głowie od kilku postów. Wy mówicie o energii imienia, o wibracjach, o intencji przy nadaniu. Ale imię świętego to też imię człowieka który żył, miał własną energię, własne decyzje. Czy nosząc imię Bartłomieja przejmujesz energię apostoła, czy energię liczby, czy energię wszystkich Bartłomiejów którzy żyli po nim? Bo te trzy rzeczy chyba nie są tym samym.
No to pytanie które zadałem chyba zostało trochę zignorowane, więc powtórzę inaczej. Czy nosząc imię Bartłomieja, przejmujesz energię konkretnego człowieka który żył, miał swoje traumy, swoje decyzje, swoje błędy - czy przejmujesz tylko jakiś abstrakcyjny archetyp "Bartłomieja jako apostoła"? Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy i nie wiem czy numerologia to rozróżnia.
Dorzucę coś do tej dyskusji o biografii świętego. Hagiografia to nie historia w sensie naukowym, to teologia ubrana w narrację. Bartłomiej "obdarty ze skóry" to obraz przemiany, ofiary, świadectwa - nie dosłowna informacja energetyczna. Czy numerologia powinna sięgać do hagiografii, czy zostawić ją teologom?
Przepraszam że wchodzę w środek ale Hortensja wcześniej mi mówiła żebym sprawdziła liczbę imienia - policzyłam i wyszło mi 6. Czytam że szóstka to harmonia, odpowiedzialność, troska. I o dziwo to rzeczywiście mi pasuje, tylko nadal czuję że imię Sylwia jest jakoś "za płaskie" fonetycznie. Czy fonetyka ma w numerologii jakieś znaczenie czy tylko cyfry?
Dobra, ale to znowu otwiera pytanie o metodologię. Mamy numerologię pitagorejską, kabalistyczną, hagiografię, fonetykę, intencję nadania, rok personalny, retrogradację Merkurego w momencie nadania imienia. Każda z tych warstw daje inną odpowiedź. Jak decydujecie która jest "prawdziwa" w danym przypadku?
Chcę wrócić do pytania Sylwunia o fonetykę bo to mnie bardzo zajmuje. Czy ktoś z was czuł kiedyś że imię brzmi "nie swoje" i co z tym zrobił? Bo znam osobę która zmieniła wymowę swojego imienia, nie samo imię, tylko akcent i skrócenie - i mówiła że coś się dla niej zmieniło. Czy to możliwe że fonetyczna modyfikacja zmienia wibrację?
Mam pytanie do Martynki00, bo widzę że kilka razy nawiązywałaś do koncepcji imienia jako "strony w księdze". Jak rozumiesz tę kumulację wibracji przez pokolenia - czy to jest coś co działa automatycznie, czy wymaga jakiejś świadomości noszącego?
Wróciłam do wcześniejszego posta Feliksa o mojej Sandrze i tym że intencja estetyczna też jest intencją. To mnie trochę uspokoiło. Ale teraz myślę - moja mama wybrała to imię bo oglądała serial w którym była Sandra i jej się podobała ta postać. Czy energia tej postaci fikcyjnej mogła wpłynąć na moje imię? To brzmi absurdalnie ale po tej rozmowie nie wiem już co jest absurdalne.
Słucham tej dyskusji o fonetyce i o Sandrze i myślę o sobie. Leokadia to imię które fonetycznie jest bardzo ciężkie, długie, pełne głosek. Moja liczba to - zaraz, muszę sprawdzić - tak, wyszło mi 7. Siódemka to introspekcja, szukanie prawdy, samotność duchowa. I to imię fonetycznie też jakoś... ma ciężar. Czy jest tak że cięższe fonetycznie imiona przyciągają cięższe liczby, czy to przypadek?
...i właśnie to mnie zastanawia, czy siódemka w połączeniu z tak ciężkim brzmieniem imienia to jest coś co się nakłada czy może się znosi? Bo czytałam że są liczby które "chłoną" dźwięk, a są takie które od niego niezależne. Czy ktoś wie coś więcej o tym?
O, a jest święta Leokadia? Naprawdę nie wiedziałam! Czy ktoś wie coś o tej postaci? Teraz mi się serce trochę szybciej zabiło, bo to może zmienić jak patrzę na swoje imię.
Obydwa argumenty brzmią sensownie i to mnie właśnie zatrzymuje. Bo z perspektywy czakr - pole energetyczne które jest bardzo aktywne może być albo źródłem siły albo chaosem, zależy od koherencji. Jan i Maria mogą mieć gigantyczne pole ale niekoherentne. Leokadia - małe ale czyste. Jak to w ogóle można by sprawdzić poza własnym odczuciem?
Znam osoby które prowadziły takie dzienniki i rzeczywiście znajdowały wzorce. Ale Celestyn miałby rację mówiąc że to potwierdzanie własnych oczekiwań, bo widzimy co chcemy widzieć. Z drugiej strony - czy to dyskwalifikuje sposób które pomaga ci żyć świadomiej? To nie jest pytanie retoryczne, naprawdę nie znam odpowiedzi.
Wróćcie do mnie na chwilę, bo siedziałam i myślałam o tej Sandrze z serialu i o tym co powiedział Feliks. Sprawdziłam numerologicznie imię tej postaci, Sandry z serialu mam na myśli, i wyszła mi ta sama liczba co mi. Czyli jakby fikcyjna Sandra i ja jesteśmy "na tej samej częstotliwości"? To jest dziwne uczucie.
O Boże, Sandra, to jest naprawdę niesamowite co opisujesz! Chociaż teraz myślę - czy to nie może działać też w drugą stronę? Że wychowałaś się z poczuciem że masz być tą Sandrą z serialu i dlatego jesteś do niej podobna? Nie chcę burzyć tej pięknej obserwacji, ale sama się nad tym zastanawiam bo moje imię też było wybrane z jakiegoś powodu który nie znam.
Pętla to jest dokładnie ten model który mnie przekonuje. W astrologii widzę to samo - nie mówię że Jowisz w Bliźniętach cię determinuje, ale że tworzy wzorzec który wchodzi w dialog z tym kim jesteś. Imię działa tak samo. A co do Merkurego w retrogradacji, który tu wcześniej się pojawił - właśnie mamy taki okres i zauważam że dużo osób w tym wątku wraca do pytań o tożsamość. Może nie przypadkowo ten temat jest teraz tak żywy.
Obserwuję tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie do Antka. Mówisz o dialogu między wzorcem a człowiekiem. Ale jeśli ktoś nigdy nie słyszał o numerologii ani o swoim świętym patronie, czy ten dialog nadal się odbywa? Czy potrzebna jest świadomość żeby zadziałało?
Czyli może świadomość jest wzmacniaczem, nie warunkiem koniecznym? Jak transformator - prąd płynie bez niego, ale z nim napięcie jest wyższe? Bo to by tłumaczyło dlaczego jedni ludzie z tym samym imieniem świętego żyją kompletnie inaczej - jeden wie, drugi nie wie, i to robi różnicę w nasileniu.
Ale czekajcie, bo mam pytanie które mnie gryzie od kilku postów. Jeśli świadomość jest tym wzmacniaczem, to czy nadanie dziecku imienia świętego przez rodziców którzy sami nie wiedzą nic o numerologii - czy to dziecko dostaje "pełną porcję" tej energii? Czy może dostaje ją dopiero jak dorośnie i się dowie?
To jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie gotowej odpowiedzi. Ale z perspektywy tradycji katolickiej - przy chrzcie dziecko dostaje patrona i ta relacja jest uznawana za aktywną bez żadnej wiedzy ze strony dziecka. Kościół nie mówi że patron czeka aż dziecko dorośnie i przeczyta o nim książkę. Więc może w tej konkretnej tradycji model jest odwrotny niż to co mówimy - energia przychodzi z zewnątrz, nie z wewnątrz.
Słuchajcie, wchodzę z boku bo przez chwilę milczałem, ale to mnie zastanawia. Mówimy o wibracjach imienia świętego tak jakbyśmy wiedzieli że ten święty jest jakimś źródłem energii. Skąd to założenie? Dlaczego Jan apostoł miałby promieniować czymkolwiek po tylu wiekach? Co go napędza, żeby tak powiedzieć?
Długo je nie lubiłam, żeby być szczera. Przez lata w szkole było po prostu trudne, wszystko je przekręcali. Przełom był kiedy podczas pracy z runami zaczęłam śpiewać imię jako rodzaj galdr, bez żadnej teorii, po prostu intuicyjnie. I poczułam coś w okolicach gardła i mostka, co trudno opisać słowami. Od tamtej pory to imię mi nie przeszkadza. Czy to energia, czy po prostu zmiana relacji ze sobą - nie wiem.
Sandra, Natka właśnie dotknęła czegoś ważnego. I to znów wraca do tematu imion świętych - bo kiedy rodzice dają dziecku imię świętego z pobożności, to też narzucają jakiś wzorzec zewnętrzny. "Jesteś Maria, bądź jak Maria." To jest zarówno błogosławieństwo jak i ciężar. Czy ktoś tu nosi imię świętego i czuł kiedyś tę presję?
Ja mam na imię Anielka i zawsze mi mówili "a ty to musisz być aniołkiem". To nie jest imię świętej chyba, ale coś podobnego czuję do tego co opisujecie. Jakby imię było instrukcją obsługi którą ktoś inny napisał. Przepraszam że wchodzę, bo dopiero zaczynam się tym interesować, ale ta rozmowa mnie wciągnęła.
Anielka dotknęła czegoś czego jeszcze nie poruszaliśmy wprost. Imiona z kategorii "anioł", "bóg", "święty" wbudowane w strukturę - jak Anielka, Bogdan, Świętosław - to jest numerologicznie zupełnie inny przypadek niż imię konkretnego historycznego świętego. Tu nie masz jednej postaci jako punktu odniesienia, masz cały archetyp. Ciekaw jestem jak Antek to widzi od strony astrologii.
