Liczba drogi życia to fundament całej numerologii - pojedyncza cyfra (albo liczba mistrzowska) ukryta w dacie urodzenia, która opisuje wrodzone predyspozycje, naturalny kierunek rozwoju oraz lekcje do przepracowania w ciągu życia. Aby ją poznać, nie trzeba znać imienia ani godziny narodzin - wystarczy sama data.
Cały wpis dostępny tutaj: Liczba drogi życia
No dobra, próbuję policzyć to dla siebie i już się gubię. Dzień i miesiąc jakoś ogarniam, ale co zrobić z rokiem? Mam 1986 i nie wiem, czy dodaję wszystkie cyfry naraz, czy najpierw 19 i 86 osobno. Może ktoś rozpisać po ludzku?
Eee tam, napewno wyjdzie to samo niezależnie jak liczysz. Sam sprawdzałem na kilku datach i wogóle nie było różnicy. Te osobne redukowania to moim zdaniem komplikowanie na siłę, poprostu dodaj cyfry i masz wynik.
Dorzucę, że dokładnie ten sam problem dotyczy liczb karmicznych. Jak w sumach pośrednich pojawia się 13, 14, 16 albo 19, a Ty zsumujesz wszystko naraz, to nawet nie zauważysz, że tam były. A to często najciekawsza część całego rozkładu.
To ja się podłączę z pytaniem, bo u mnie z daty wychodzi 11 i nie wiem, co dalej. Redukować to do 2 czy zostawić jako 11? Czytałam w tekście, że mistrzowskich się nie redukuje, ale wolę dopytać, bo głupio mi coś źle policzyć.
Mnie zawsze ciągnęło, żeby zestawiać drogę życia z tarotem. Jak ktoś ma trójkę, od razu myślę o Cesarzowej z wielkich arkanów, bo to podobny klimat tworzenia i obfitości. Nie wiem, czy to ortodoksyjne podejście, ale mi pomaga układać sobie to w głowie.
Skoro już o metodach - jest jeszcze jedna rzecz, o której tu nie padło. W systemie Dana Millmana liczy się nie tylko końcowa cyfra, ale też ta dwucyfrowa suma tuż przed redukcją. Czyli ktoś nie jest po prostu piątką, tylko np. 32/5 albo 14/5, i to są dwie różne historie, mimo że obie kończą się na pięć. Tam jest opisanych ze czterdzieści kilka takich ścieżek. Dla mnie ta pełna liczba mówi czasem więcej niż sama redukcja.
Przyznam, że do dzisiaj liczyłam właśnie tym szybkim sposobem i nie miałam pojęcia, że można tak zgubić mistrzowską. Przeliczyłam teraz swoją datę osobno i wyszło mi 22, a wcześniej zawsze myślałam, że jestem czwórką. Trochę mi to przewróciło obraz samej siebie.
Wrócę jeszcze do czegoś z tekstu, bo mnie zaciekawiło. Jest tam, że 14 to liczba karmiczna. Ja akurat urodziłam się czternastego i teraz się zastanawiam - czy to znaczy, że mam jakiś dług karmiczny? Brzmi trochę groźnie.
U mnie w rodzinie kuzyn urodził się trzynastego i to chyba najbardziej pracowita osoba, jaką znam - wszystko, co ma, wychodził własnymi rękami, nic nie przyszło mu łatwo. Patrząc na niego, ten opis trzynastki jako lekcji wytrwałości akurat się sprawdza. Pech nie ma tu nic do rzeczy.
A która liczba jest w sumie najlepsza, żeby ją mieć? Pytam, bo trochę się pogubiłam w tym, co dobre, a co złe, i chciałabym wiedzieć, czy moja szóstka to dobry los.
Zahaczę o coś, co tu gdzieś w tle wisi. Numerologia bywa nazywana pseudonauką i z czysto naukowego punktu widzenia to prawda - nikt tego nie udowodni w laboratorium. Tylko ja nigdy nie traktowałem jej jak fizyki. Dla mnie to bardziej język do mówienia o sobie, taki sam jak archetypy czy symbolika snów. Liczba nie przewiduje przyszłości, ale dobrze nazywa to, co i tak w sobie nosimy, i czasem właśnie to nazwanie pomaga najbardziej.
No Pitagoras to wogóle wszystko wymyślił, łącznie z liczbami mistrzowskimi. To był chyba jakiś rzymski matematyk, jak dobrze pamiętam z lekcji. Cała ta numerologia to praktycznie jego dzieło od początku do końca.
Mam jeszcze takie laickie pytanie - czy data ślubu też ma swoją liczbę drogi życia? Planuję ślub i pomyślałam, że może da się wybrać dobry termin pod tym kątem.
Skoro przewinęło się dopasowanie, to numerologia związku jest osobnym, ciekawym tematem. Zestawia się drogi życia dwóch osób i patrzy, jak ich wibracje ze sobą grają. Niektóre pary idą gładko, inne wymagają więcej pracy, ale żadna kombinacja nie jest z góry skazana. To bardziej mapa różnic niż wyrok na związek.
Skoro o związkach - przeliczyłam wczoraj swoją i męża po tej poprawnej metodzie, osobno. Wyszło, że ja jestem dwudziestką dwójką, a on dziewiątką. Zupełnie inaczej to teraz czytam niż wtedy, kiedy myślałam, że jestem czwórką. Trochę żałuję, że tyle lat liczyłam to po łebkach.
Skoro robi się głębiej, dorzucę coś, co rzadko pada na początku. W dacie urodzenia siedzą tak zwane cykle życia, powiązane z poszczególnymi częściami daty. Miesiąc opisuje pierwszą część życia, czyli młodość i kształtowanie się, dzień środkowe, najbardziej aktywne lata, a rok ostatni etap, taki czas zbierania plonów. Dlatego osobne redukowanie ma jeszcze jeden sens - każda z tych trzech liczb opowiada o innym rozdziale, a nie tylko składa się na końcowy wynik.
To akurat klasyk - ucięcie „19" czy „20" z roku zmienia wynik o całe niebo. Cała data się liczy, od pierwszej do ostatniej cyfry, bez skracania na własną rękę. Widziałem, jak ktoś przez to chodził pół życia przekonany, że jest inną liczbą, niż jest.
Trochę z innej beczki, ale ostatnio non stop widuję 11:11 na zegarze i to mnie w ogóle naprowadziło na całą tę numerologię. Zastanawiam się, czy to ma związek z liczbą drogi życia, czy to zupełnie osobna bajka.
A jak mi się moja liczba nie podoba i nie zgadzam się z tym opisem, to da się z tym coś zrobić? Czy jestem na to skazana do końca życia?
Dorzucę, że dla mnie ta liczba to punkt startu, a nie meta. Pokazuje wyposażenie, z jakim wchodzisz w życie, ale kierunek i tak wybierasz sam. Gdyby data urodzenia wszystko przesądzała, nie byłoby sensu nad sobą pracować, a przecież widać, że ludzie się zmieniają.
No to dla testu policzyłem znajomą, w sumie wyszło jej 22, więc dla porządku zredukowałem to dalej do 4 i mówię jej, że jest czwórką. Chciałem tylko wziąść pewność, że dobrze robię.
Przy okazji warto zaznaczyć jedno, żeby nikomu się nie pomyliło - droga życia to dopiero jedna z liczb w całym rozkładzie. Jest jeszcze liczba ekspresji, liczona z imienia i nazwiska, oraz dążenia duszy z samych samogłosek. Pełny portret to dopiero zestawienie kilku z nich. Sama droga życia daje świetny start, ale nie zamyka tematu.
Trochę się tego wszystkiego narobiło i już nie wiem, w co najpierw się wgryźć. Jakby ktoś miał mi wskazać jedną liczbę, od której mam zacząć, to którą?
Ja przez ten tydzień przeliczyłam chyba całą rodzinę i połowę znajomych, totalnie mnie to wciągnęło. Najśmieszniejsze, że u rodzeństwa wyszły zupełnie inne liczby, choć niby ten sam dom i wychowanie. Daty robią swoje.
No ale przyznajcie, że osoby z liczbami mistrzowskimi mają conajmniej trochę lepiej. Taka mistrzowska zawsze jest silniejsza i bardziej szczęśliwa od zwykłej cyfry, to chyba oczywiste.
Skoro tylu z Was liczy w tych dniach swoje daty, to wrzućcie może swoje sumy pośrednie, nie tylko końcowy wynik. Ciekaw jestem, u ilu osób gdzieś po drodze siedzi schowana liczba karmiczna, o której wcześniej nie miały pojęcia. Często to właśnie tam jest najwięcej do odkrycia.
