Joasieńka, to pytanie o granicę jest chyba najważniejsze w całym wątku. Nie ma jednej zasady, ale jest coś co ja nazywam 'testem jakości uwagi' - czy jesteś w stanie w ogóle obserwować ten ból, czy jesteś już tylko w nim zatopiona bez żadnego dystansu? Jeśli możesz powiedzieć sobie choćby przez chwilę 'aha, teraz piecze bardziej w lewym biodrze' - to jesteś jeszcze po tej stronie granicy. Jeśli jest tylko reakcja bez obserwatora - przekroczyłaś ją.
Mam dokładnie to samo co Joasieńka opisuje - ten obserwator pojawia się i znika. I nie wiem czy to jest coś do 'naprawienia' czy po prostu tak to działa. Michalinka, to jest normalne że tak skacze?
Więc jak ten obserwator odpada i zostaje tylko ból, to co wtedy? Czekać aż wróci sam? Zaczynać od nowa z oddechem? Trochę nie wiem co robić w tej sytuacji praktycznie.
Mnie to samo pytanie nurtuje, Tosia. Bo w praktyce jak 'wypadnę' z tej przestrzeni obserwowania, to zaczynam się stresować tym wypadnięciem i to jest drugi ból na ból. Michilinka kiedyś coś mówiła że to samo rozproszenie jest częścią praktyki, ale z bólem jakoś trudniej mi to przyjąć.
A czy to nie jest tak, że moment gdy zauważamy że wypadliśmy z obserwowania - to już jest powrót do obserwowania? Tzn. samo zauważenie 'oh, byłam w bólu bez dystansu' jest już obserwacją. Pytam bo tak to sobie tłumaczę i zastanawiam się czy to nie jest zbyt optymistyczne uproszczenie.
Dzikitaurus o pułapce analizowania - to brzmi jakbyś opisywał moje każde siedzenie. Wracam do obserwacji i zaraz myślę 'okej czy to była dobra obserwacja, co z niej wynika, dlaczego akurat ta część ciała' i to się nakręca. Jak z tego wychodzisz?
Słucham tej rozmowy od początku i mam pytanie trochę z boku, ale chyba związane - czy wy medytujecie same czy z nagraniem/prowadzącym? Bo mam wrażenie że z bólem łatwiej byłoby być jeśli ktoś prowadzi uwagę, bo nie zostawia czasu na to nakręcanie się które Bluszczyk opisuje.
