A ile osób musi być w grupie, żeby w ogóle o tym kumulowaniu mówić? Bo jeśli mnie i jeszcze jedna osoba powtarza afirmację razem przez internet - to jest "grupowe" czy to za mało?
no właśnie, bo jeśli się kumuluje to może starczy mniej? mam na mysli że jak jest nas dwoje to może 11 razy wystarczy zamiast 21?
Właśnie tutaj leży problem z tym całym pytaniem o liczby - każda tradycja wypracowała swoje rytmy w zupełnie innym kontekście. 108 to mantra w kontekście sankhji i filozofii wedyjskiej, 40 to czas próby w tradycji abrahamicznej. Porównywanie ich bez kontekstu jest jak porównywanie przepisu na chleb i na zupę bo oba mają wodę.
Mam wrażenie że w tej rozmowie mieszamy dwa pytania i to sprawia że trudno dojść do czegoś konkretnego. Jedno pytanie to: czy energia działa przez internet podczas grupowej sesji. Drugie: ile razy powtarzać afirmację żeby działała. To są powiązane tematy, ale nie ten sam.
Właśnie - ja raz po sesji napisałam do znajomej że przez całą medytację czułam coś jakby delikatne mrowienie w rękach, a ona napisała pierwsza że miała to samo. Ale bałam się o tym mówić bo myślałam, że może to przypadek.
Ale chwila, bo to mrowienie w rękach - to może być też po prostu to że siedzimy nieruchomo przez dłuższy czas? Nie chcę umniejszać, ale jak siedzę za długo w jednej pozycji to mam podobnie bez żadnej medytacji.
Wracając do afirmacji i liczby powtórzeń - bo mnie to naprawdę interesuje w kontekście praktycznym. Sama robię afirmacje solo i utknęłam przy 21, bo gdzieś to wyczytałam. Ale zastanawiam się teraz czy gdybym to robiła z kimś przez internet synchronicznie, to miałoby sens skrócić do 7 i zobaczyć co się stanie.
...bo mnie to naprawdę interesuje w kontekście praktycznym. Sama robię afirmacje solo i utknęłam przy 21, bo gdzieś to wyczytałam. Ale zastanawiam się teraz czy gdybym to robiła z kimś przez internet synchronicznie, to mogłabym zejść do 11 albo 14? Czy ktoś to w ogóle testował świadomie?
No właśnie, bo mnie to też męczy - jak mam wiedzieć że 21 razy działa, skoro nigdy nie próbowałam 20? Nie ma żadnej kontrolnej próby. Jak ktoś robi 21 i coś się zmienia, to skąd wiadomo że nie zmieniłoby się po 7?
czyli mowisz że jak powiem 21 razy to mój mózg myśli że zadziałało? to trochę jak placebo nie? nie krytykuje, serio pytam
Ja po solo czuję głównie to że udało mi się chwilę nie myśleć o codziennych sprawach, ale nie opisałabym tego jako głębokie rozluźnienie ciała. Może robię coś nie tak? Albo może faktycznie to różnica między solo a grupą.
No i właśnie to mnie zatrzymało - że w tradycjach, gdzie afirmacje mają ściśle określoną liczbę powtórzeń, chodzi właśnie o ten rytm i synchronizację, nie o przekroczenie jakiegoś progu. Mam wrażenie że całą tę dyskusję o 7, 21, 40 razach można by uprościć do jednego pytania: czy twój umysł i ciało wiedzą, że to koniec? Jeśli tak - to liczba zadziałała. Jeśli nie - to możesz mówić sto razy i nic się nie zamknie.
Ale co jeśli jedno z was skończy szybciej - powie ostatnie słowo i poczuje to zamknięcie, a drugie jeszcze jest w trakcie? Czy to psuje całą synchronizację pola czy tylko trochę ją rozmywa?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie do całej dyskusji o synchronizacji - czy ktoś w ogóle próbował robić sesje grupowe przez internet z jakimś dźwiękowym sygnałem zakończenia? Dzwonek, gongi, cokolwiek? Bo wydaje mi się że to mogłoby rozwiązać problem "kto kończy pierwszy".
czyli chodzi o poczucie pewnosci a nie o liczbę? ale skąd mam wiedzieć ile to "wystarczjąco" dla mnie? jednego dnia 7 razy moze czuć się jak duzo a innego razu 21 to za mało
Mnie to bardzo do siebie przemawia, bo ja też mam tak że wieczorem po całym dniu wszystko czuję inaczej niż rano. Rano 10 minut i czuję się spokojnie, wieczorem 20 minut i ciągle mam wrażenie że za mało. Może to i w sesjach grupowych robi różnicę - kiedy każda z nas zaczyna?
To jest coś o czym rzadko się mówi w kontekście sesji grupowych na odległość i myślę że jest ważniejsze niż liczba powtórzeń. Stan w którym przychodzisz na sesję. Próbowałyśmy z Otylką kilka razy i za każdym razem gdy jedna z nas była w złym stanie wyjściowym, to czułyśmy to obie. Jakby te stany się mieszały, nie wyrównywały.
To jest coś o czym rzadko się mówi w kontekście sesji grupowych na odległość i myślę że jest ważniejsze niż liczba powtórzeń. Stan w którym przychodzisz na sesję. Próbowałyśmy z Otylką kilka razy i za każdym razem gdy jedna z nas była w złym stanie wyjściowym, czułam to natychmiast - jakby coś nie chciało się domknąć, niezależnie od tego czy robiłyśmy 7 czy 21 powtórzeń.
To jest w ogóle bardzo ciekawy problem, bo pytasz o coś co wymaga właśnie tej uważności której szukasz w medytacji. Żeby ocenić swój stan wyjściowy, musisz być wystarczająco uważna - a jak jesteś zmęczona i nieuważna, to nie ocenisz dobrze. Trochę błędne koło.
Trochę tak, ale trochę mnie to jeszcze bardziej frustruje 🙂 Czyli nie ma prostej odpowiedzi na to ile razy?
ale może właśnie ta frustracja jest sygnałem że cos jest nie tak ze stanem? tzn jak jestem spokojny to nie pytam ile razy, po prostu robię. jak zaczynam liczyć i myśleć "czy to już wystarczy" to chyba właśnie wychodze z intencji o której Jarylo mówił wcześniej
Słucham was i myślę o tym jak to u mnie wygląda, bo ja modlę się od dziecka i zawsze liczyłam różaniec. I tam nie chodzi o to żeby "wejść w intencję" - to samo liczenie jest modlitwą. Może z afirmacjami jest podobnie i zbyt mocno rozdzielamy formę od treści?
21 dni to podobno czas potrzebny do przebudowania ścieżek nerwowych, to gdzieś z psychologii behawioralnej się wzięło. Ale 21 powtórzeń w jednej sesji to już chyba coś innego. Nie wiem skąd ta konkretna liczba w kontekście afirmacji i szczerze zacząłem się zastanawiać czy ktoś tutaj w ogóle wie albo to jest po prostu zbiorowe przekonanie które działa bo w nie wierzymy.
