Nie wiedziałam że można pracować ze wzrokiem przy zamkniętych oczach, myślałam że te ciemne plamy pod powiekami to tylko zakłócenia. Czyli to co widzę przy zamkniętych oczach jest czymś wartym uwagi a nie czymś do zignorowania?
Właśnie że tak. Ja na tym długo pracowałam - te wewnętrzne 'obrazy' są świetnym obiektem dla zmysłu wzroku podczas medytacji, bo nie angażują emocji tak jak widoki zewnętrzne. Ale też potrafią wciągnąć w myślenie, więc trzeba uważać żeby nie zacząć interpretować co się widzi.
Ok, to teraz mam inne pytanie - czy skupianie się na doznaniach wewnętrznych to jest bardziej praca ze zmysłami czy z wyobraźnią? Bo mi się wydaje że granica jest niewyraźna i nie wiem czy to jest to samo czy coś innego.
To może właśnie tu leży odpowiedź na tę moją szybę - może byłam tak skupiona na tym żeby 'dobrze' obserwować zmysły, że nieświadomie zaczęłam kontrolować doznanie zamiast je odbierać. I to kontrolowanie tworzyło dystans. Mówię to na głos bo dopiero teraz mi się to ułożyło.
Czytam co piszecie i mam wrażenie że krążymy wokół czegoś ważnego. Ten wątek z kontrolowaniem kontra odbieraniem - to chyba jest sedno całej uważności sensorycznej, nie tylko problem techniczny. Jak wy w ogóle rozróżniacie te dwa stany w praktyce?
Mam na to swój sposób i nie wiem czy działa u innych - jak zaczynam kontrolować, to czuję jakieś napięcie w okolicach czoła, jakby skupienie się zwęża. Jak tylko odbieram, jest luz. Ale to też odkryłam przez przypadek, nie przez jakąś technikę.
Dobra, ale żeby nie odpłynąć za daleko - wracamy do zmysłów. Jeśli przy pracy wzrokowej przy zamkniętych oczach pojawia się to napięcie w czole o którym piszą Kamilka i Inwokacja, to czy to jest reakcja sensoryczna czy już coś innego? Pytam serio, bo nie wiem jak to zakwalifikować.
Sprawdziłam te notatki z warsztatu. Prowadząca mówiła konkretnie o 'szerokim polu uwagi' i opisywała to jako patrzenie jakby przez peryferyjne widzenie - nie skupiasz na jednym punkcie, ale też nie starasz się widzieć wszystkiego naraz. Mówiła że to samo można przenieść na słuch albo dotyk.
A ja mam pytanie troche z boku - czy jak ktos medytuje i bardzo silnie slyszy dźwiek z zewnatrz, np. samochody czy sasiedzi, to jest to przeszkoda czy tez moze byc obiekt uwaznosci? Bo mnie to zawsze wyrywa z koncentracji i nie wiem czy walczyc z tym czy nie.
To ciekawe bo wychodzi na to że ta 'miękka uwaga' jest raczej miejscem powrotu niż stanem ciągłym. Czyli może cała ta rozmowa o tym jak wyjść z szyby jest źle postawiona - może nie wychodzi się z niej raz na zawsze, tylko wraca się do kontaktu wielokrotnie?
Czytam ten wątek od początku i mam takie pytanie na które nie znalazłem odpowiedzi - czy ta cała praca ze zmysłami ma jakiś cel poza samą medytacją? Tzn. czy to co ćwiczycie podczas siedzenia przenosi się potem na zwykłe życie, czy to są dwie osobne rzeczy?
Mnie to co mówi Ildefons też interesuje, bo zaczęłam te ćwiczenia głównie przez stres i myślałam że chodzi o wyciszenie, a tu się okazuje że to bardziej rozwijanie czegoś niż wygaszanie. Czy to jest w ogóle możliwe że te dwa cele idą razem?
Wracając do pytania Darka o granicę między percepcją a wyobraźnią - pomyślałam o tym jeszcze raz i mam taki test który stosuję: jeśli coś mogę zgasić intencją, to jest wyobraźnia. Jeśli trwa niezależnie od mojej woli, to jest percepcja. Ktoś ma lepsze kryterium?
To co piszą Rezeda i Darek przypomina mi że nigdy tak naprawdę nie zastanawiałem się nad tym jak propriocepcja - czyli czucie własnego ciała - wchodzi w te ćwiczenia. Bo ból to skrajność, ale samo siedzenie, ciężar rąk, oddech - to też są sygnały sensoryczne. Czy w ogóle pracujecie z tym podczas medytacji czy skupiacie się głównie na wzroku i słuchu?
Właśnie to co mówi Kamilka mnie uderza - 'tło, nie obiekt'. A może właśnie dlatego to tło jest tak niedorozwinięte w tej pracy? Sama zauważam że potrafię bardzo szczegółowo opisać co słyszę albo widzę podczas sesji, ale jak mnie ktoś pyta co czułam w ciele, to mówię ogólniki. Jakby ciało było tylko platformą a nie uczestnikiem.
A ja nawet nie wiedziałam że to się nazywa propriocepcja 🙂 ale mam pytnanie - czy praca z czuciem ciała jest trudniejsza niż ze słuchem? Bo mi się wydaje ze cialem latwo manipulowac, np. moge naprężyć mięsień specjalnie żeby go poczuć, podczas gdy dźwięk z zewnątrz sam przychodzi.
Mam wrażenie że ten wątek z kryterium Rezedy odpycha nas od sedna, bo zaczyna się robić filozofia umysłu zamiast praktyki. Chciałam zapytać o coś konkretniejszego - czy ktoś próbował świadomie przełączać się między zmysłami podczas jednej sesji? Tzn. nie pracować równolegle, tylko sekwencyjnie: pięć minut słuch, pięć smak, pięć dotyk?
Takie sekwencyjne przełączanie to jedna z technik w niektórych buddyjskich podejściach do skanowania zmysłów. Ale mam pytanie do Andromedki - masz na myśli utrzymanie tego jako sztywny protokół, czy raczej płynne przechodzenie kiedy jeden zmysł 'nasyci' się uwagą?
Mogę się wtrącić z pytaniem pobocznym? Właśnie piszecie o przełączaniu między zmysłami i zastanawiam się czy to w ogóle jest możliwe fizjologicznie. Tzn. czy można naprawdę 'wyłączyć' słuch i włączyć tylko smak, czy tylko przesuwa się uwagę a zmysły i tak wszystko odbierają? Bo jeśli to drugie, to to ćwiczenie trenuje uwagę, nie zmysły.
Słucham tej rozmowy o uwadze kontra zmysłach i mam pytanie z zupełnie innej strony - czy ktoś z was miał kiedyś podczas takiej pracy moment gdy jeden zmysł nagle stał się bardzo intensywny, jakby 'głośny', bez żadnego zewnętrznego powodu? Mnie się to raz przydarzyło ze słuchem i nie wiedziałam co z tym zrobić.
To co opisuje Inwokacja i Granacik brzmi jak naturalne konsekwencje głębszego skupienia - przy mniejszej ilości bodźców zewnętrznych układ nerwowy zaczyna 'głośniej' odbierać to co zostaje. Nie wiem czy to jest coś specjalnego czy po prostu efekt wyciszenia reszty. Ale właśnie dlatego ta praca ze zmysłami jest ciekawa - nie wiesz co się pojawi.
