Cześć, chciałam zapytać o coś co mnie od jakiegoś czasu gnębi. Czy ktoś pracował na medytacji z takim... no, lękiem egzystencjalnym? Nie mówię o zwykłym stresie przed egzaminem, tylko o tym głębszym, takim że nie wiadomo nawet właściwie czego się boisz. Ja ostatnio próbowałam medytacji z obserwacją oddechu i zamiast się uspokoić to ten lęk jakby wychodził jeszcze bardziej na powierzchnię. Trochę mnie to przeraziło szczerze mówiąc. Czy to normalne że medytacja może takie rzeczy wywoływać?
To jest akurat dość typowe zjawisko i nie ma co od razu panikować. Kiedy zaczyna się regularnie siadać w ciszy, to wszytsko co było zakopane zaczyna wypływać. Nie dlatego że medytacja to wytworzyła tylko dlatego że na co dzień zagłuszamy siebie bodźcami i ten lęk nie ma kiedy się pojawić. Pytanie jest inne: co zrobiłaś kiedy on wyszedł? Uciekłaś z poduszki czy zostałśa z nim?
No wlaśnie bo ja mam wrażenie że wiekszosc poradników mówi żeby "obserwować" lęk jakby to była zabawa, ale to chyba nie takie proste jak to jest naprawde silny strach?? Jakby mi ktoś powiedział żeby "z ciekawością obserwował" gdy się boi to bym chyba go zapytał czy on w ogole rozumie o czym mówi
Trzy miesiące to jeszcze niewiele, ale to nie jest problem. Problem jest w tym że jak siedzisz z tym lękiem to pewnie próbujesz go jakoś "naprawić" albo go odpychasz myslami. medytacja z lękiem to nie walka i nie akceptacja w sensie "spoko, niech sobie będzie", tylko bardziej uczenie się że ten strach to sygnał, a nie wyrok. Jak boli ząb to nie ignorujesz bólu, ale też sie nim nie przejmujesz jako czymś ostatecznym. Czy próbowałaś skupić sie na tym gdzie ten lęk siedzi w ciele, nie w glowie? 🙁
A jak długo to w ogóle trwa zanim przestaje boleć? Bo ja mam podobnie i już trochę mam dość tego że niby "tak ma być" ale efektu zero. Kiedy w końcu ta medytacja zaczyna naprawdę pomagać a nie tylko wywoływać kolejne rzeczy do przerobienia
Ojej, ja to właśnie ostatnio przechodziłam przez coś podobnego i muszę powiedzieć że to co Stefcia napisała to dla mnie totalnie otworzyło oczy kiedy w końcu to zrozumiałam! Naprawdę, przez długi czas myślałam że jeśli po medytacji nadal się boję to znaczy że robię coś źle, albo że to po prostu nie dla mnie. A okazało się że to właśnie w tym momencie kiedy ten lęk wychodzi to jest znak że coś naprawdę pracuje. Mam pytanie bo jestem ciekawa: czy ktoś z was miał taki moment kiedy ten lęk zamiast znikać zmienił jakby... smak? Trudno mi to inaczej opisać
Dobra, czytam tę rozmowę z boku i trochę nie kupuję tego przekazu że lęk to "mądrość" i "sygnał". Nie mówię że kłamiecie ale mam takie poczucie że to może być niebezpieczne uproszczenie dla kogoś kto naprawdę ma problem z lękiem, np. lęk paniczny czy cos poważniejszego. Medytacja ma sens, ale czy nie ma granicy za którą po prostu potrzebna jest normalna pomoc psychologiczna, a nie praca z oddechem?
To jak właściwie odróżnić ten egzystencjalny od tego co wymaga już pomocy specjalisty? Serio pytam bo sama nie wiem po której stronie tej granicy jestem
Czytam tę rozmowę i trochę się gubię bo nigdy nie myślałam że medytacja to coś tak... skomplikowanego. Myślałam że po prostu siadasz, zamykasz oczy i się relaksujesz 🙂 Ale teraz mam pytanie może głupie: czy do takiej medytacji z lękiem potrzebna jest jakaś specjalna technika, czy każda medytacja daje rade? :/
