Ostatnio sporo rozmyślam o tym jak praca energetyczna wpływa na sen i natrafiłem na cos ciekawego. Mianowicie - kiedy robię długie sesje medytacji przed snem, szczególnie te ukierunkowane na harmonizowanie yin/yang, zdarza mi się albo zasypiać jak kamień i spać bardzo głęboko bez snów, albo mam totalny chaos nocny i budzę się zmęczony. Jakby nie było stanu pośredniego. Zastanawiam się czy to kwestia tego jak kończę praktykę, czyli czy schodzę bardziej w energię yin czy zostawiam się gdzieś pomiędzy. Ktoś to rozkminiał? :/
ooo, to jest bardzo ciekawe bo sama mam podobnie. Tylko u mnie ten "chaos nocny" pojawia się kiedy medytuję przy czakrach górnych, przy ajna albo sahasrarze - wtedy sny są intensywne do granic możliwości, a rano czuję się jakbym nie spała. Jak schodzę niżej, do manipury albo muladhary, to sen jest spokojny i odbudowujący. Może masz podobny mechanizm, czyli zależy które centrum dominuje przy wychodzeniu z medytacji?
ok ale chwila, bo trochę mieszacie dwie różne rzeczy. yin/yang to dwie różne rzeczy co układ czakr, to różne systemy i nie ma automatycznego przełożenia jedno na drugie. Mam wrażenie ze na tym forum często skleja sie wszystko ze wszystkim bo "energetycznie brzmi podobnie". To, że głęboki sen jest yin-owy to okej, to ma sens, ale twierdzenie że medytując na dolne czakry automatycznie harmonizujesz yin - to już duże uproszczenie.
hmm, ej, a czy ktoś w ogule próbował medytować stricte taoistycznych technik harmonizacji? Bo ja czytałem o czymś co sie nazywa nei dan, wewnętrzna alchemia, i tam wlaśnie ten balans yin/yang przy oddychaniu jest centralnym punktem. Ale nie bardzo wiem jak to przekłada się na praktykę, tzn czy to tylko wizualizacja czy też jakaś konkretna praca z oddechem
ojej, to co opisujesz, czyli ten chaos po długich sesjach, to klasyczny objaw niedomkniętej praktyki. Kiedy pracujemy z energią yang podczas medytacji, szczególnie jeśli chodzi o intensywną koncentrację, wizualizacje, praca z intencją - budzimy cos co potem szuka ujścia. Wyjście przez sen jest jednym z naturalnych kanałów. Rozwiązanie jakie stosuje od lat to kilkuminutowe uziemienie na końcu każdej sesji - dosłowna praca z oddechem i wyobrażeniem energii schodzacej w dół, do ziemi. Proste ale działa. Yin snu powinno przychodzić naturalnie.
hmmm, to uziemienie o którym piszesz, to chodzi o konkretną wizualizację czy poprostu skupienie na ciele? bo próbowałam raz czegoś podobnego i nie byłam pewna czy robię to dobrze. jak sie w ogole wie ze cos jest "domkniete"?
ja mam głupie pytanie bo dopiero zaczynam z medytacją - czy ta harmonizacja yin/yang to cos co sie powinno robić przed snem specjalnie, czy można to wplatać w codzienną praktykę o dowolnej porze? Trochę się boję ze jak będę medytowała rano to mi to coś pobudzi i nie będę mogła normalnie funkcjonować w ciągu dnia 🙂
sama sobie odpowiedziałaś na pytanie - yin to wyciszenie, spoczynek, noc, yang to aktywność i dzień. Logika jest prosta: jeśli chcesz harmonizować na potrzeby snu, to wieczorna pora ma sens. Rano robisz odwrotnie - pobudzasz, aktywujesz. to nie jest ezotерyka, to fizjologia i rytm dobowy. Tyle że takie banalne odpowiedzi chyba mniej satysfakcjonują niż mówienie o energiach 😉
okej ale mam pytanie do tej całej koncepcji bo jestem szczera - skąd wiemy ze "chaos nocny" po medytacji to efekt niedomknięcia energetycznego a nie po prostu to, ze intensywna praca umysłowa przed snem pobudza mózg? To jest obserwowalne bez całego energetycznego języka i ma bardzo przyziemne wytłumaczenie. Nie mówię ze to wylkucza wasze doświadczenia, po prostu zastanawiam sie czy ten cały yin/yang framework daje cos extra
wtrące sie bo mam podobne obserwacje od strony snów - po medytacjach zorientowancyh na yang (czytałam gdzies ze to ta aktywna, rozpraszająca) mam sny w których dużo się dzieje, uciekam albo ścigam, ale po praktykach cichych i wyciszajacych sny są symboliczne, spokojne. nie wiem czy to yin/yang w ścisłym sensie ale ten wzorzec jest u mnie powtarzalny. Może to właśnie o to chodzi w tej harmonizacji, żeby świadomie wybierać przed snem i kierować się w stronę yin? Na razie tyle ode mnie
