Mam taki problem, że siedzę sobie na poduszce, medytuje, wszystko fajnie, spokój, cisza wewnętrzna i tak dalej. A potem wstaje i dosłownie po pięciu minutach zaczynam myśleć o tym, że chce nową kurtkę, albo że fajnie byłoby mieć więcej na koncie. I to mnie gryzło od jakiegoś czasu, bo z jednej strony robię afirmacje na obfitość finansową, a z drugiej próbuje praktykować taki trochę minimalizm duchowy. I zastanawiam sie czy te dwie rzeczy sie w ogóle ze sobą gryzą, czy można to jakoś pogodzić. Jak wy to macie?
A te afirmacje na obfitość to kiedy robisz? Przed medytacją, po, czy w osobnej sesji? Bo to może mieć znaczenie.
@Jemiolka zazwyczaj rano po medytacji, wypisuje je w zeszycie albo mówię głośno. Ale nie wiem czy to dobra kolejność, bo może medytacja potem 'kasuje' te intencje?
To nie jest tak, że medytacja kasuje intencje. Ale rozumiem skąd to odczucie. Chodzi o to, że w medytacji wchodzisz w stan nieprzywiązania, a afirmacje na obfitość budują w tobie pewne napięcie między tym co masz a tym czego chcesz. To napięcie jest potrzebne do manifestacji, ale może kolidować z wyciszeniem. Pytanie do ciebie - jak rozumiesz ten swój 'minimalizm duchowy', bo to pojęcie możę znaczyć bardzo różne rzeczy?
To nie jest tak, że medytacja kasuje intencje. Ale rozumiem skąd to odczucie. Chodzi o to, że w medytacji wchodzisz w stan nieprzywiązania, a afirmacje na obfitość budują w tobie pewne napięcie między tym co masz a tym czego chcesz. To napięcie jest potrzebne do manifestacji, ale może kolidować z wyciszeniem. Pytanie do ciebie - jak rozumiesz ten swój "minimalizm duchowy", bo to pojęcie możę znaczyć bardzo różne rzeczy?
A ja w ogóle nie rozumiem po co komplikować. Chcesz więcej kasy, afirmujesz więcej kasy i tyle. Co tu medytacja ma do rzeczy?
Ja miałam bardzo podobny dylemat i długo się z tym zmagałam. Doszłam do czegoś takiego, że pragnienie samo w sobie nie jest przeszkodą, tylko przywiązanie do konkretnego sposobu jego spełnienia. Można chcieć obfitości i jednocześnie być otwartą na to jak przyjdzie, bez kurczowego trzymania się scenariusza. Ale to łatwo powiedzieć, trudniej poczuć.
Tu jest ważna rzecz, którą warto rozróżnić. Minimalizm duchowy to nie jest wyrzekanie się pragnień - to nieuciążliwe ich trzymanie. Buddyjskie podejście do pragnień często jest mylnie rozumiane nawet przez zaawansowanych praktyków. Pragnienie jako takie nie niszczy medytacji. Kurczowe trzymanie sie pragnienia i lęk przed jego niespełnieniem - to niszczy.
A czy to nie jest tak że jak masz czakrę podstawy niezrównoważoną to w ogóle te finansowe afirmacje nie przejdą? Bo czytałam, że obfitość jest właśnie tam zakorzeniona i jak tam jest blokada to medytacja na spokój nic nie da bo problem jest głębiej.
no właśnie zastanawiam sie, bo słyszałam że afirmacje w stylu "chcę mieć dużo pieniędzy" wzmacniają stan braku, a lepiej formułować "jestem otwarta na obfitość" albo "obfitość przepływa przeze mnie". I może właśnie ta druga forma jest mniej sprzeczna z medytacyjnym nieprzywiązaniem?
Dobra, ale żeby nie było - mi się wydaje że tutaj za bardzo filozofujecie. Jak ktoś chce pieniędzy to niech afirmuje konkretnie, a nie owijać w bawełnę. "Przepływa przeze mnie" to nie to samo co mieć coś realnie na koncie.
Ja do tego dodam coś z trochę innej strony - sprawdzałam swój horoskop i mam Księżyc w Koziorożcu, co podobno powoduje właśnie ten rodzaj napięcia między pragnieniem bezpieczeństwa materialnego a potrzebą wewnętrznego spokoju. Ciekave czy ktoś z was też łączy takie wskazówki astrologiczne z praktyką medytacji, bo dla mnie to pomogło zrozumieć skąd w ogóle ta sprzeczność się bierze.
Ciekawe bo Księżyc w Koziorożcu to naprawdę może dawać takie wewnętrzne rozdarcie. Ale pytanie do Kasandra77 - jak ty to widzisz z perspektywy tarota? Czy w kartach widać różnicę między pragnieniem z lęku a pragnieniem z obfitości? Bo mi się wydaje, że właśnie o to chodzi w tym całym konflikcie o którym mówi Wikusia66.
Szczerze? Raczej napięcie. Zwłaszcza przy tych finansowych. Jakby jakaś część mnie nie wierzyła w to co mówię. Przy afirmacjach na wdzięczność jest lepiej, tam czuję cos ciepłego. Przy pieniądzach bardziej jakby recytacje niż cos prawdziwego.
To co opisujesz jest bardzo ważnym sygnałem diagnostycznym. To napięcie podczas afirmowania to nie przypadek - to opór podświadomości. I teraz pytanie jest kluczowe: czy ten opór znika po medytacji, narasta, czy jest bez zmian?
Moim zdaniem to rzeczywiście dwa opisy tego samego zjawiska. Przekonanie "pieniądze są złe" manifestuje się w ciele i energii, więc czakra podstawy może to odzwierciedlać. Ale to i tak nie odpowiada na pytanie Wikusia66 co z tym zrobić praktycznie.
No i właśnie. Zawsze mówię że prostota wygrywa. Po co mieszać minimalizm z kasą, to się wzajemnie gryzie. Wybrałbym jedno i trzymał się tego.
A ja bym tu dorzucił coś z numerologii bo temat finansów energetycznie mocno wiąże się z liczbą cztery i sześć. Wikusia66, nie wiem jaką masz liczbę życiową, ale jeśli masz czwórkę to właśnie ten rodzaj napięcia między bezpieczeństwem a przepływem jest wpisany w twoją ścieżkę. Może warto to sprawdzić zanim zaczniesz cokolwiek zmieniać w praktyce?
Spróbuję to rozdzielić i zobaczyć co sie bedzie działo. Ale mam jeszcze jedno pytanie bo mi to siedzi w głowie - czy jest w ogóle sens afirmować obfitość jeśli się jednocześnie praktykuje jakiś rodzaj nieprzywiązania? Czy to nie jest wchodzenie w dwie sprzeczne energie naraz?
To jest właśnie serce całej tej rozmowy i powiem ci jak ja to dla siebie rozwiązałam. Nieprzywiązanie nie znaczy "nie chcę". Znaczy "chcę, ale nie muszę tego sposobu". Jak zaczęłam traktować obfitość nie jako cel do osiągnięcia ale jako stan przez który przepływam, to afirmacje przestały mi kolidować z medytacją. Nie wiem czy to dla ciebie zadziała, ale u mnie ta zmiana była bardzo wyraźna.
właśnie tu jest pułapka większości gotowych afirmacji. Są sformułowane jakby zamawiano coś z katalogu. A nieprzywiązanie to zupełnie inna jakość energetyczna. Pytanie do ciebie jest takie: czy twoje afirmacje na obfitość są sformułowane jako "mam" czy jako "jestem otwarta na"?
Hmm, mam napisane "pieniądze przychodzą do mnie z łatwością i radością". To chyba forma "mam", prawda? A afirmacje na minimalizm to "uwalniam to, co mi nie służy" i "żyję z lekkością". I teraz jak to piszę to widze że te dwie naprawdę mogą sie gryzc.
Słowa to nie jest kwestia magii słownej samej w sobie, bardziej chodzi o to jaki stan wewnętrzny te słowa wywołują w momencie wypowiadania. Wikusia66, jak mówisz "przychodzą z łatwością i radością" - czy czujesz tę łatwość w ciele czy mówisz to i czekasz aż zadziała?
A mnie zastanawia jedno - czy w ogóle afirmowanie czegoś podczas gdy ma się wewnętrzny opór wobec tego tematu nie jest trochę jak zaklejanie plastrem czegoś głębszego? Pytam szczerze, bo sama walczę z afirmacjami i nie wiem czy to ja robię coś źle czy metoda ma swoje limity.
A mnie zastanawia jedno - czy w ogóle afirmowanie czegoś podczas gdy ma się wewnętrzny opór wobec tego tematu nie jest trochę jak zaklejanie plastrem czegoś głębszego? Pytam szczerze, bo sama walczę z afirmacjami i nie wiem czy to ja robię coś źle czy metoda ma swoje limity.
Szczerze to nie wiem skąd pochodzi dokładnie, ale z domu rodzinnego wynosiłam takie poczucie że pieniądze się ciężko zdobywa i że to nie jest temat na który sie mówi otwarcie. Może tam lezy cos, nie wiem. Ale to już brzmi jak terapia a nie medytacja 🙂
Ale czy to nie jest właśnie to, że medytacja i praca z przekonaniami w pewnym momencie się łączą? Bo jak siedzę w ciszy wystarczająco długo, to mi wychodzą takie rzeczy same z siebie, bez żadnej afirmacji. Może Wikusia66 warto w ogóle spróbować medytacji bez afirmacji przez jakiś czas i zobaczyć co się pojawia?
