Ostatnio podczas głębszej medytacji zaczęłam zauważać coś dziwnego - wokół własnych dłoni pojawia się jakby delikatne poświatło, białawe albo lekko złotawe. Nie wiem czy to kwestia skupienia wzroku, czy naprawdę widzę aurę. Czy ktoś z was ma podobne doświadczenia? Zastanawiam się też, czy to co widzimy w czasie medytacji różni się od tego, co widać na co dzień.
U mnie zaczęło się właśnie od dłoni, dokładnie tak jak piszesz. Najpierw myślałam, że to jakiś efekt optyczny, ale po kilku sesjach zaczęłam rozróżniać odcienie. Przy czakrze sercowej to zazwyczaj zieleń albo różowy, a przy koronie biel lub fiolet. Masz jakiś konkretny rodzaj medytacji, którą praktykujesz, czy raczej coś własnego?
To ważne rozróżnienie, które poruszasz. Widzenie aury to nie zawsze kwestia oczu fizycznych. Część osób widzi ją dosłownie, część odbiera jako impuls, wrażenie ciepła albo intuicyjne skojarzenie z kolorem. Jedna i druga forma jest prawdziwa, tylko kanał odbioru jest inny. Sama przez lata myślałam, że nie widzę aury, bo szukałam czegoś w rodzaju neonowej obwódki.
Ale właśnie - skąd wiadomo, że to aura, a nie po prostu zmęczenie oczu albo efekt skupionego wzroku na jednym punkcie? Pytam serio, bo sama czasem widzę coś jakby drżenie powietrza wokół ludzi, ale nigdy nie byłam pewna co to jest.
Interesująca jest ta kwestia z denerwowaniem się. Mam pytanie do was wszystkich - czy to poświatło/drżenie widzicie też na zdjęciach, czy wyłącznie przy żywych osobach i w czasie rzeczywistym? Bo jeśli tylko przy obecności fizycznej, to sugerowałoby że reagujecie na coś co istnieje tu i teraz, a nie na obraz.
Ja widziałam raz coś dziwnego na zdjęciu, ale to było ciemne i nie wyglądało jak aura tylko jak cień. Bałam się że to coś złego. Ale przy żywych ludziach nie widzę nic, może dlatego że się nie skupiam specjalnie. Jak w ogóle zacząć ćwiczyć to widzenie?
A ja mam głupie pytanie bo troche jestem nowy w tym temacie - czy jak się medytuje z zamknietymi oczami to też mozna widzieć aurę? Bo u mnie jak zamkne oczy to widzę jakieś kolory ale to chyba tylko z oczu?
Zastanawiam się czy jest jakaś zależność między tym co widzimy podczas medytacji a stanem naszych własnych czakr w tamtym momencie. Bo jeśli mamy zablokowaną czakrę trzeciego oka, to może po prostu nie możemy odbierać tych obrazów, bez względu na to ile ćwiczymy?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - piszecie o kolorach, poświatłach, wewnętrznych ekranach... ale czy nikt nie brał pod uwagę, że to po prostu efekt relaksacji układu nerwowego podczas medytacji? Nie mówię złośliwie, naprawdę pytam. Rozluźnione mięśnie oczu mogą dawać dziwne efekty wizualne.
To jest właśnie ten argument, który mnie zawsze zatrzymuje przy sceptycyzmie. Spójność i powtarzalność. Masz na to jakiś przykład, który mógłby to zobrazować? Tzn. czy była jakaś osoba, przy której widziałaś zawsze ten sam kolor i mogłaś to powiązać z jej charakterem czy stanem?
To jest właśnie ten argument, który mnie zawsze zatrzymuje przy sceptycyzmie. Spójność i powtarzalność. Masz na to jakiś przykład, który mógłby to zobrazować? Tzn. czy była jakaś osoba, przy której widziałaś zawsze ten sam kolor i mogłaś to powiązać z jej charakterem czy stanem?
Wracając do samego tematu medytacji i tego co widzimy - czy ktoś próbował wspierać to ziołami albo kadzidłem podczas sesji? Słyszałam że mugwort przy poduszce pomaga w widzeniu, ale nie wiem czy to działa też przy auryzmie na jawie, nie tylko w snach.
Ten wątek z kolejnością jest kluczowy. Widzenie aury jako wyprzedzające informację werbalną to jedno z ważniejszych kryteriów odróżniających rzeczywisty odbiór energetyczny od interpretacji post-factum. Czy ktoś świadomie to śledził i może powiedzieć jak często mu się to zdarza?
A jak mam zapisywac co widze skoro sama nie wiem co widze? Tzn mówię o sobie - widzę jakies drżenie ale nie umiem przypisac mu koloru. To sie nadaje do dziennika czy nie?
Wracając do czakr, o których mówiłam wcześniej - jeśli ktoś na co dzień pracuje z czakrą splotu słonecznego, to nie jest przypadkiem że widzi żółcie i pomarańcze przy innych? Może kanał, który sami rozwijamy, determinuje jakie kolory w ogóle dostrzegamy u innych?
Szare przy głowie przy trudnym czasie życiowym - to pasuje do opisów auralnych dotyczących przeciążenia psychicznego. Ale zaznaczę że zdjęcia to naprawdę niejednoznaczny materiał do oceny. Nie dlatego że zjawisko nie istnieje, tylko że aparat rejestruje światło inaczej niż ludzkie oko i zbyt wiele zmiennych może dawać podobny efekt wizualnie.
A jeśli ktoś nie wie co u niego generuje ten szum to jak ma to zmniejszyc? Bo to jest trochę jak naprawiac coś nie wiedząc co jest zepsute.
