Siedzę nad tym tematem od jakiegoś czasu i jakoś nie mogę go nie poruszyć. Chodzi mi o tę pokorę w medytacji, ale nie taką "och jestem nic nieznaczącym pyłkiem" tylko o coś konkretniejszego. Zauważyłam, że osoby które mają problem z podejmowaniem decyzji, często siedzą w medytacji i... nadal się kręcą w kółko. Jakby medytacja miała im dać odpowiedź, a oni czekają i czekają. I tu właśnie wchodzi ta pokora wobec prawdziwości, to znaczy - zdolność do zobaczenia CO JEST, a nie co chciałoby się żeby było. Ktoś z was miał tak, że medytacja zamiast pomóc w decyzjach, jeszcze bardziej utknęła w niezdecydowaniu?
Hmm, szczerze??? Trochę sceptycznie podchodzę do całego tego "medytacja rozwiąże twój problem z decyzjami". Bo znam kilka osób ktore medytują regularnie i są równie nieporadne decyzyjnie co wczesniej, albo i bardziej. Więc skąd ten pomysł że pokora coś tu zmienia? Szczerze pytam, nie złośliwie
Jest różnica między siedzeniem w ciszy a realnym wejściem w obserwację. Wielu ludzi myśli że to to samo. Paraliż decyzyjny bierze sie często z tego że umysł produkuje scenariusze zamiast dotykać tego co jest. Pokora w tym kontekście to nie jest cnota moralna, to jest postawa poznawcza. Czy widzę siebie jasno czy widzę swoje lęki jako fakty zewnętrzne. Ale mam pytanie do tych którzy to praktykują - jak odróżniacie moment autentycznej obserwacji od zwykłego rozmyślania z zamkniętymi oczami?
O matko, to pytanie Anastazego mnie trafia bo sama się nad tym zastanawiam od miesięcy. U mnie wygląda to tak że siadam, oddycham, przez chwilę jest spokój, a potem nagle jestem już w całej historii o tym co mi ktos powiedział tydzień temu i co powinnam był odpowiedzieć i tak się kręci. I potem wstaję z poduszki i myślę "no ładna medytacja". Nie wiem czy to jest ten paraliż o którym pisze Elwirka, ale coś mi mówi że mam ten sam mechanizm tylko w wersji retrospektywnej a nie prospektywnej
Ale zaraz czy to czasem nie tak że wlaśnie samo zauważenie "kręcę się w kółko" jest już tym krokiem który opisuje Elwirka? Bo chyba o to chodzi w tej pokorze, nie o to żeby umysł nagle się zatrzymał, tylko żebyś widział że chodzi. Przynajmniej tak to rozumiem z tarota, jak ciągnę Księżyc to zwykle chodzi o iluzje których nie widzimy, a w momencie kiedy widzimy - już mają mniejszą moc
Tarot i medytacja to jednak trochę inne rzeczy 🙂 Ale wiem co masz na myśli. Ja mam Saturna mocno w natalu i ten mój paraliż decyzyjny jest serio zapisany w układzie, haha. Ale jak zaczynam obserwować w medytacji, to faktycznie jest taki moment kiedy widzę "to jest lęk, nie fakt". i to jest chyba ta pokora o której Elwirka pisze, taki reset.
A ja mam glupie pytanie bo sie doipero wdrazam w medytacje - ta pokora to ma byc przed medytacja, w czasie, czy po? bo jakosc nie kumam kiedy ona sie pojawia i czy sie jej uczy czy ona sama przychodzi
Hej, nie ma głupich pytań. Ta pokora to nie jest rzecz którą robisz na początku jak rytuał, ona wynika z praktyki. Im dłużej siedzisz i obserwujesz, tym więcej rzeczy widzisz w sobie których wcześniej nie chciałeś widzieć. I to jest właśnie ta "prawdziwość" z tytułu. Nie chodzi o to żeby być skromnym, tylko żeby nie kłamać sobie. To dość mocno uderza jak naprawdę przyjdzie, uwierz.
Jedno sprostowanie bo widzę ze temat idzie w stronę "medytacja uczy pokory". Pokora jest rezultatem, nie metodą. To ważna różnica. Można medytować latami i budować ego na tym ile sie medytuje. Widziałem to wielokrotnie. Prawdziwość w tym sensie to zdolność do konfrontacji z tym co jest faktycznie w środku, niekoniecznie z tym co miło widzieć. i to jest trudne niezależnie od techniki.
Czytam i się gubię trochę bo weszliście w dość zaawansowane tematy. Mam jedno proste pytanie do tych bardziej doświadczonych, jeśli ktoś miał ten paraliż decyzyjny i faktycznie medytacja mu w tym pomogła, to jak długo to trwało zanim cos się ruszyło? Nie chodzi mi o gwarancje tylko o jakiś realny przykład.
U mnie trwało jakieś pół roku regularnej praktyki zanim zobaczyłam wyraźny wzorzec, to znaczy, zrozumiałam że mój problem z decyzjami to nie jest brak informacji, tylko strach przed pomyłką. To nie brzmi może rewolucyjnie, ale zobaczenie tego NAPRAWDĘ, nie tylko intelektualnie, to coś innego. I od tamtego czasu podejmuję decyzje z błędami, ale przynajmniej wiem że moje, nie z paraliżu.
Nie jestem z medytacji wogole ale weszłam tu przez przypadek i to czytam z otwartą buzią. mam strasznie dużo problemów z decyzjami i zawsze myślałam że to bo jestem za głupia albo za słaba, a tu piszecie że to może być strach którego się nie widzi. To jest dla mnie nowe. Czy ta medytacja którą opisujecie wymaga jakiegoś nauczyciela czy można zacząć sama?
