hmmm, siedze ostatnio dużo nad tym tematem i chciałem gdzies to wyrzucic. Medytacja i odwaga - to chyba jedno z mniej omawianych połączeń, a mnie to bardzo uderzyło w praktyce. Zaczalem medytowac kilka lat temu glownie po to, zeby sie wyciszyc po pracy ale po czasie zorientowalem sie, ze to jest jak... wchodzenie na ring z samym soba. Cisza to nie jest odpoczynek, przynajmniej nie zawsze. Czasem w tej ciszy wyłażą rzeczy, ktore przez lata grzebales głeboko. Leki, żale, takie wewnetrzne walki, z ktorymi nigdy sie nie zmierzyłeś bo zycie bylo za głosne. I tu właśnie pojawia się kwesstia odwagi - nie tej filmowej, żeby skoczyc ze spadochronem, ale zupelnie innej. Odwagi żeby usiąść i nie uciec od siebie. Widzieliscie cos takiego u siebie? Bo mnie to troche zaskoczyło, ze medytacja jest bardziej jak trening mentalny wojownika niz relaks przy świeczkach
Coś w tym jest, przyznam szczerze. Sama zaczęłam od typowego "medytuję bo stres", a potem nagle na jednej sesji totalnie mnie rozłożyło emocjonalnie, bez powodu. Siedziałam i płakałam pół godziny i sama nie wiedziałam skąd to. Ale mam pytanie - bo nie do końca rozumiem jak ty to łączysz z odwagą konkretnie? Chodzi ci o to, ze trzeba miec odwage żeby w ogóle siąść do medytacji czy ze sama praktyka tę odwagę jakoś buduje?
ojaaa, hej, wlasnie szukałem czegoś na ten temat bo mam podobne doświadczenia! Medytuję dopiero od kilku miesięcy, robię proste ćwiczenia z odechem, i faktycznie zauważylem ze zaczynam sie bać własnych myśli podczas medytacji. To brzmi głupio jak to piszę ale tak jest. Jak sie wyciszam to zamiast spokoju pojawiają sie różne czarne scenariusze, stare sprawy, jakies niepokoje. Normalnie by mnie to nie zatrzymało bo poprostu wskakuje w ekran albo cos i zapominam. Ale tu nie moge uciec. To jest właśnie ta walka o ktorej piszesz?
To co opisujesz Young to jest dokładnie ten etap, o którym rzadko sie mówi przy okazji uważność. W wielu tradycjach nawet ma on swoją nazwę - niekiedy określa sie to jako "ciemna noc meditanta", trochę na wzór mistyków chrześcijańskich. Ale zanim dalej pójdę - jak długo trwają u ciebie te sesje i kiedy to sie pojawia, na początku medytacji czy gdzieś w środku?
Czytam ten wątek na spokojnie i w sumie to mnie trochę niepokoi. Zawsze myślalam ze medytacja to jest po prostu... relaks. Jakiś reset głowy. A wy tu mówicie o ciemnych nociach i strażnikach na bramie i walce wewnętrznej. To nie brzmi jak coś bezpiecznego dla kogoś kto zaczyna. Czy to normalne ze tak się dzieje czy może coś robicie nie tak?
Hmm, nie jestem do końca przekonana do tego porównania z ringiem czy wojownikiem. Wydaje mi sie ze nakładacie na medytacje troche zbyt dramatyczny kontekst. Większość ludzi po prostu medytuje i nie ma żadnych ciemnych nocy ani walk. Może to kwestia tego jak sie do tego podchodzi? Jak wchodzisz z nastawieniem że będzie walka to znajdziesz walkę.
Mnie sie wydaje ze ta odwaga o której mówicie to jest tez kwestia zawodów ze sobą. Serio. Siadam do medytacji i nagle widzę ile obiecałam sobie ze zmienię i ile z tego zrobiłam. To boli bardziej niż jakaś abstrakcyjna ciemna noc. Konkretne, twarde zderzenie ze sobą.
O matko, wlaśnie to samo! Ja ostatnio zaczęłam medytować bo poleciła mi koleżanka, i rzeczywiście po kilku tygodniach zaczęłam sobie uświadamiać że całe lata żyłam trochę na autopilocie i podejmowałam deccyzje jakby z zewnątrz, nie z siebie. Mąż, praca, dom, wszystko niby ok ale jak usiadłam w tej ciszy to nagle zapytałam siebie - czy ja w ogule chciałam tego życia? I to mnie totalnie zamurowało. Czy to właśnie jest ten rodzaj odwagi żeby w ogóle postawić sobie takie pytanie?
Czytam ten watek i mam pytanie bo troche sie gubię. Czy medytacja uważności i medytacja w sensie duchowym/ezoterycznym to jest to samo? Bo tu jest forum ezoteryczne i zastanawiam sie czy wy mówicie o czymś głębszym niż to co sie reklamuje w appkach do uważność. Jest jakis sens rozróżniać?
przepraszam ze wchodze bo mam pytanko troche z boku. czytalam gdzies ze medytacja moze byc niebezpieczna dla osob z problemami psychicznymi i podbijac takie stany. czy ktoś wie cos na ten temat? bo mam koleżankę która chciałaby sprobować a ona miala depresje w przeszłosci
Moja babcia zawsze mówiła że wyciszenie siebie to jest odwaga bo większość ludzi całe życie ucieka od ciszy. Nie znała terminu "medytacja" ale robiła coś podobnego, siadała wieczorem bez radia bez telewizora i po prostu była. I mówila że trzeba miec odwagę żeby być z soba bez rozrywek. Może to nie takie nowe jak nam sie wydaje.
Dziękuję za ten wątek, naprawde bo dałam sobie niedawno spokój z medytacją właśnie dlatego ze za każdym razem zamiast spokoju czułam taki dziwny lęk i myślałam ze coś robię źle. A tu czytam że to może być normalne i że to właśnie jest ta praca a nie błąd. to zmienia dla mnie dużo! Mam pytanie do wszystkich - czy ten etap z lękiem w końcu mija, czy zostaje?
uff, dobra ale chce zapytać o jedno - Brygida, piszesz ze dałaś sobie spokój bo czułaś lęk. I teraz co, wracasz do tego? Bo jeśli tak, to naprawdę uważaj żeby nie wejść w to z przekonaniem że "lęk to jest normalne, tak ma być". Moim zdaniem jednak coś co konsekwentnie wywołuje lęk u konkretnej osoby to nie jest dla tej osoby odpowiednia praktyka, przynajmniej nie w tej formie.
A ja mam takie wrażenie że ta dyskusja wokół lęku trochę omija to co Wieszczbiarz napisał na początku - że chodzi o odwagę i zawody ze sobą. Bo lęk to jedno ale co z tym poczuciem że siadasz i widzisz swoje wlasne niewywiązania? Mnie to bardziej wykańcza niż jakikolwiek lęk. To jest konkretne, nazwane, moje. I co z tym robic?
no wlaśnie to co Pentagrama pisze jest chyba najciezsze. jak mam lęk to jakoś moge to zracjonalizować, powiedziec sobie ze to chemja w mozgu albo cokolwiek. Ale jak widzę konkretne rzeczy ktore obiecalem sobie ze zmienie i dalej tego nie ma... to sie nie da tak łatwo odpuścić. Medytacja jakby podnosi jakość lustra i nie można juz udac ze sie nie widzi.
hej, czytam ten watek od jakiegos czasu i jestem troche zagubiomy. nie medytuje, no chyba ze liczę jakies siedzenie i gapieniem sie w okno 😀 ale to co piszecie o tym lustrze i widzeniu siebie, to mi sie kojarzy z ta chwila przed snem kiedy nagle wchodza mysli ktorych w ciagu dnia nie puszczalem. czy to jest podobna sprawa czy cos zupelnie innego?
