No dobra, ale skoro symptomy się zmieniły, to jak w ogóle wiadomo, że to nadal migrena, a nie coś innego? Pytam bo sama mam bóle głowy i nigdy nie byłam u neurologa, bo zakładam, że to napięciowe od stresu. Czy jest jakaś różnica w tym, jak medytacja działa na oba rodzaje?
Wracając do wizyty u neurologa - trochę mnie zmotywowałyście, szczerze. Odkładałam to bo wydawało mi się, że skoro wiem co to jest, to po co znowu chodzic. Ale jak Bard85 mówił wcześniej o tym, że techniki działają inaczej przy różnych rodzajach bólów, to może faktycznie diagnoza ma znaczenie nie tylko dla leków ale też dla medytacji.
Dobrze, że tak myślisz. Mnie się zdarzyło parę miesięcy stosować techniki, które wyczytałam na własną rękę, i dopiero neurolog powiedział mi, że mogłam sobie robić niedźwiedzią przysługę przy pewnych fazach ataku. Nie wiedziałam, że jest coś takiego jak faza prodromalna i że wtedy niektóre rzeczy są przeciwwskazane.
A skąd w ogóle wiadomo, że jest ta faza prodromalna? Czy ona zawsze jest? Bo ja na przykład nigdy nie czuję żadnych zapowiedzi - ból pojawia się jakby z niczego.
To jest chyba odpowiedź na pytanie, które Albitka zadała parę postów temu - czego można się spodziewać i kiedy. Jeśli zaczniesz zauważać wzorzec przed atakiem, to już jest konkretna zmiana, nawet jeśli same bóle jeszcze nie zmalały. Czy to jest coś, czego można się 'nauczyć' przez medytację, Wajdelota?
U mnie to było stopniowe, ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że już od jakiegoś czasu instynktownie się zatrzymuję i piję wodę albo kładę się na chwilę, zanim jeszcze ból jest. Nie umiałam tego opisać, dopóki ktoś nie zapytał. Może takie rzeczy dzieją się za naszym świadomym progiem najpierw?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę praktyczne - czy przy bardzo silnych migrenach, takich gdzie trzeba leżeć w ciemności, w ogóle jest możliwe medytowanie w trakcie? Wydaje mi się, że sama koncentracja na czymkolwiek byłaby niemożliwa.
